W 2009 roku policja w Ontario, szukając nielegalnej broni, natrafiła na ukrytą na posesji Marcel’a Breton’a gigantyczną sumę gotówki – ponad 1,2 miliona dolarów ukryte w pojemniku pod podłogą garażu oraz dodatkowe sumy w innych miejscach. Mimo że Breton został uniewinniony z zarzutu posiadania pieniędzy pochodzących z przestępstwa, rząd nie zamierza oddać mu pieniędzy.
Sąd podtrzymuje konfiskatę na podstawie… podejrzenia
Sąd apelacyjny w Ontario podtrzymał decyzję, że gigantyczna kwota może zostać skonfiskowana na podstawie podejrzenia, że pieniądze pochodzą z nielegalnej działalności. Argumentem były nietypowe metody przechowywania pieniędzy oraz analiza ekspertów wskazująca na związek gotówki z handlem narkotykami. Sędzia słusznie zauważył, że „ilu ludzi ma tyle gotówki zakopanej pod nieruchomością?” oraz że to „nie jest majątek przeciętnego człowieka”.
CYNICZNYM OKIEM: To nowa forma praworządności – nie trzeba udowodnić winy, wystarczy podejrzenie i gotówka jest państwa. Pieniądze mają się same bronić, a obywatel nie.
Breton próbował tłumaczyć, że biznes naprawczy działał w gotówce i że mógł legalnie posiadać te pieniądze, jednak sąd odrzucił te wyjaśnienia jako niewiarygodne. Co ciekawe, jedynie 15 000 dolarów ukryte w przewodzie wentylacyjnym zwrócono właścicielowi, traktując je jako osobiste środki.
Ten przypadek ukazuje problem systemowy: gdy policja znajduje ukrytą gotówkę, niemal automatycznie zakłada się jej kryminalne pochodzenie, zwłaszcza gdy pieniądze są schowane w pojemnikach, które „nie przynoszą odsetek” i są przechowywane w sposób odbiegający od normalności.
CYNICZNYM OKIEM: To jakby powiedzieć, że pieniądze powinny krzyczeć „jestem legalny”, a jeśli milczą – są z definicji brudne.
Eksperci komentują, że rząd niechętnie oddaje skonfiskowane pieniądze, a procesy zwrotu trwają zazwyczaj bardzo długo. Skoro państwo może zatrzymać nawet po uniewinnieniu miliony, tworzy to sytuację, w której obywatele mają ograniczoną ochronę prawa własności, a faktyczna odpowiedzialność karna nie jest konieczna do utraty mienia.
To pokazuje, jak prawo może być wykorzystywane instrumentalnie, by wzmacniać aparat państwowy kosztem jednostki, uznając podejrzenie za wystarczającą podstawę do konfiskaty.
Najważniejsze przesłanie tego przypadku brzmi: nawet jeśli ktoś zostanie uznany za niewinnego w sądzie, nie oznacza to, że państwo zwróci mu to, co mu odebrało.
To paradoks państwa prawa czy raczej nowa jakość państwowego arbitrażu w kwestii własności.



