Kanada, kraj słynący z uprzejmości i syropu klonowego, właśnie otworzyła drzwi dla zagranicznych żołnierzy w ramach programu Express Entry. Premier Mark Carney, zapowiadając zaostrzenie polityki imigracyjnej po „luźnych latach Trudeau”, jednocześnie ułatwia drogę do obywatelstwa wybranym profesjonalistom wojskowym. Oficjalnie chodzi o lekarzy, pielęgniarki i pilotów – ale kategorie są tak szerokie, że mieszczą się w nich oficerowie, specjaliści i operatorzy bojowi.
Minister imigracji Lena Metlege Diab ogłosiła nową ścieżkę dla „wysoko wykwalifikowanych wojskowych”, których kanadyjskie siły zbrojne sami zrekrutują. W tle kryzys rekrutacyjny – armia brakuje 14 tysięcy ludzi. Zamiast mobilizować własnych obywateli, Ottawa woli sprowadzać obcych.

CYNICZNYM OKIEM: Historia uczy, że tyrani zawsze woleli najemników – lojalnych wobec wypłaty, nie wobec narodu. Kanada zaczyna od lekarzy, ale kończy na karabinach.
Wojsko dla NATO i kontrola w pakiecie
Program wpisuje się w szerszą strategię obronną Carneya: wzrost wydatków na R&D o 85 procent, podwojenie zysków przemysłu zbrojeniowego i stworzenie 125 tysięcy miejsc pracy – głównie dla przybyszów. Kanada wreszcie chce spełnić normy NATO, podnosząc wydatki do 5 procent PKB do 2035 roku. Powód? Rosnące napięcia z USA i potrzeba niezależności od południowego sąsiada.
Krytycy widzą w tym coś więcej niż obronę. Kanada, z 23 procentami mieszkańców imigrantów (głównie niskokwalifikowanych), zmaga się z kryzysem mieszkaniowym i napięciami społecznymi. Rekrutacja obcych żołnierzy może służyć nie tylko przedniej linii, lecz także kontroli nad dysydentami – tymi 40 procentami konserwatystów, którzy sprzeciwiają się konfiskacie broni i cenzurze mowy.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy armia jest za mała, by bronić granic, zawsze znajdzie się czas, by pilnować ulic w ojczyźnie.
Historia się powtarza
To nie jest kanadyjski wymysł. W Europie wiele państw rekrutuje migrantów do policji i wojska, by lepiej „integrować” ich z społeczeństwem – lub kontrolować je z ich pomocą.
Stany Zjednoczone miały podobny program pod Obamą, lecz Trump go zamknął. Kanada idzie odwrotną drogą, ignorując ryzyka: brak spójności w jednostkach, wycieki informacji i lojalność wobec dawnych ojczyzn.
W tle wojna na Ukrainie i obawy przed Rosją. Ottawa, jak inne kraje NATO, szykuje się na konflikt, którego mogłaby uniknąć, nie mieszając się w cudze sprawy. Zamiast tego buduje armię z importu – tańszą, ale potencjalnie obcą. Dla Kanadyjczyków to sygnał alarmowy: imigracja nie kończy się na papierach – teraz wchodzi w mundur.


