Premier Alberty Danielle Smith ogłosiła w zeszłym tygodniu referendum zaplanowane na 19 października. Mieszkańcy prowincji odpowiedzą na szereg pytań dotyczących polityki imigracyjnej, programów socjalnych, weryfikacji tożsamości wyborców i reform konstytucyjnych. Dzień później Smith łaskawie dodała, że pytanie o niepodległość może znaleźć się na karcie do głosowania – pod warunkiem zebrania wymaganej liczby podpisów w ramach petycji. Brzmi to jak otwarcie drzwi do historycznej zmiany. W rzeczywistości jest to precyzyjnie zaprojektowany mechanizm, który ma te drzwi zatrzasnąć na dobre.
Smith wielokrotnie powtarzała, że jej mandatem jest suwerenna Alberta wewnątrz zjednoczonej Kanady. Dla kogoś, kto uważnie słucha, zdanie to mówi wszystko, co trzeba wiedzieć. Premier jest federalistką. Nie walczy o niepodległość prowincji – walczy o to, żeby idea niepodległości została pochowana w demokratycznych dekoracjach, z pełnym szacunkiem i w obecności notariusza.

CYNICZNYM OKIEM: Smith mogła w każdej chwili przeprowadzić proste referendum z jednym pytaniem o niepodległość. Zamiast tego wybrała formułę, w której separatyści muszą najpierw zebrać podpisy na petycję, a potem i tak zagłosować obok pięciu innych pytań prowadzących donikąd. To nie jest demokracja – to labirynt z jednym wyjściem, które prowadzi z powrotem do wejścia.
Pytania, które prowadzą donikąd
Wśród zaproponowanych kwestii referendalnych znalazły się między innymi – czy prowincja powinna sprawować większą kontrolę nad imigracją, czy Alberta powinna dążyć do poprawek w konstytucji, czy prawu prowincjonalnemu powinno przysługiwać pierwszeństwo przed federalnym w przypadku kolizji. Każde z tych pytań brzmi poważnie i reformatorsko.
Problem polega na tym, że Alberta już teraz posiada konstytucyjne uprawnienia w większości tych kwestii i mogłaby zacząć je egzekwować choćby jutro. Smith i jej doradcy doskonale o tym wiedzą. Wiedzą również, że nie ma żadnych realnych perspektyw na zmianę kanadyjskiej konstytucji w sprawach kontrowersyjnych. Reszta kraju po prostu to zignoruje – dokładnie tak, jak zrobiła to w 2021 roku, gdy 62 procent mieszkańców Alberty zagłosowało za usunięciem z konstytucji zapisu o wyrównywaniu dochodów. Tamto referendum nie przyniosło absolutnie niczego. System, w którym rząd federalny ściąga wyższe podatki od bogatych prowincji i wydaje je na biedniejsze, działa bez zmian.
Pytania referendalne Smith pełnią jednak kluczową funkcję taktyczną – dają niezadowolonym mieszkańcom Alberty trzecią drogę. Wielu z nich jest sfrustrowanych tym, że Ottawa rzuca kłody pod nogi kluczowym gałęziom przemysłu prowincji, że bogactwo Alberty jest opodatkowane i transferowane w inne części kraju.
Ostatnie sondaże szacują grupę zdeterminowanych separatystów na około jedną trzecią populacji. Ale między twardymi separatystami, a twardymi federalistami istnieje umiarkowane centrum – ludzie niezadowoleni ze status quo, którzy nie podjęli jeszcze ostatecznej decyzji. Referendum oferuje im iluzję reform zamiast radykalnej zmiany i dokładnie na tym polega cały manewr.
Jak utopić jasne pytanie w morzu mętnych?
Sąd Najwyższy Kanady orzekł w 1998 roku w sprawie dotyczącej Quebecu, że referendum niepodległościowe wymaga jasnego pytania. Wyborcy muszą rozumieć ponad wszelką wątpliwość, nad czym głosują i co jest stawką. Proponowane pytanie o niepodległość Alberty spełnia ten warunek – jest proste i jednoznaczne. Ale jasne pytanie staje się mętne, gdy zostanie umieszczone na karcie obok pięciu innych.
Jeśli wyborcy poprą niepodległość, ale jednocześnie zagłosują za reformami konstytucyjnymi – co to właściwie oznacza? Do czego dążyć najpierw? Co jest planem ostatecznym? Jeśli ktoś opowie się za niepodległością i jednocześnie za prawem Alberty do wycofywania się z programów federalnych przy zachowaniu federalnego finansowania, to te dwie odpowiedzi wzajemnie się wykluczają – jedna wymaga, by Alberta była prowincją, a druga, by nią nie była. Wynik referendum wymagający interpretacji nie jest wynikiem jasnym.
Federalna Ustawa o Przejrzystości nie odnosi się wprost do kwestii wielu pytań na jednej karcie. Mówi jednak, że pytanie przewidujące inne możliwości obok secesji nie jest jasne. Dodaje też, że Izba Gmin może wziąć pod uwagę wszelkie okoliczności, które uzna za istotne. Wielość pytań jest idealnym pretekstem dla Ottawy do podważenia legitymacji całego głosowania – niezależnie od wyniku.
Nawet jeśli mieszkańcy Alberty poprą niepodległość, rząd prowincji prawdopodobnie nie podejmie żadnych kroków w tym kierunku. Niektórzy separatyści liczą na uznanie międzynarodowe, zwłaszcza ze strony Stanów Zjednoczonych. Ale nawet USA nie uznają Alberty za niepodległą, dopóki sama Alberta tego nie ogłosi. A rząd Smith, dążąc do porażki idei secesji, tego nie zrobi.
CYNICZNYM OKIEM: Separatyści z Alberty liczą na to, że Smith potajemnie jest jedną z nich. To jak wierzyć, że lis pilnujący kurnika tak naprawdę jest wegetarianinem – mogła postawić jedno jasne pytanie, a zamiast tego zbudowała referendum-labirynt z siedmioma ślepymi zaułkami.
Gdy referendum się odbędzie, sprawa niepodległości zostanie pogrzebana na dłuższą metę. Optymiści wśród separatystów będą twierdzić, że odmowa ze strony Ottawy wzmocni ich argumenty. Ale do tego czasu w Stanach Zjednoczonych zostanie wybrany nowy prezydent, a wsparcie administracji Trumpa, realne czy wyobrażone, było jednym z filarów ich nadziei.
Zmiany demograficzne w Albercie mogą sprawić, że taka okazja już się nie powtórzy. Referendum Smith wygląda jak krok ku niepodległości, ale w istocie jest najskuteczniejszym narzędziem jej unicestwienia – zaprojektowanym przez kogoś, kto doskonale rozumie, że najlepszym sposobem na pokonanie ruchu jest stanięcie na jego czele i poprowadzenie go w ścianę.



Niesamowicie dobry, ważny tekst. Idealny do omawiania na jakiś zajęciach z WOSu czy jak to się teraz zwie.
Pokazuje ciekawy kierunek ewolucji demokracji. I to niby demokracji bezpośredniej. Cholernie ciężko okiełzać takie zapędy. Rola mediów jest tu kluczowa, ale historia pokazuje też jakie kompetencje muszą mieć ludzie mediów. Bo ktoś z lekkim piórem do opisania krajobrazu, przebiegu meczu czy wspomnień wojennych nie koniecznie musi od razu wychwycić prawne niuanse pułapki szykowanej na obywateli.
Cześć Jasiu i dzięki za opinie, wspaniale, że są ludzie, którzy czytają, a jeśli te treści jeszcze komuś służą to czujemy się spełnieni i zrealizowani.
Tak jak piszesz nie zawsze łatwo połączyć pewne kropki, ale akurat lubimy niebanalne tematy, drążyć i dociekać. Zwyczajnie jesteśmy zmęczeni mainstreamem, gdzie każdy portal klepie to samo…
Celem jest, by to miejsce niosło ze sobą wartość dla ludzi, którzy poświęcają swój cenny czas.
Pozdrowienia!