Meczet Al-Aksa – jedno z najświętszych miejsc w islamie – pozostaje zamknięty na rozkaz władz izraelskich od początku marca. Oficjalnym powodem jest „sytuacja bezpieczeństwa” związana z amerykańsko-izraelską wojną z Iranem. Nieoficjalnie Palestyńczycy mówią o czymś zupełnie innym – o systematycznym wykorzystywaniu napięć wojennych do przejęcia pełnej kontroli nad kompleksem meczetowym. Jak donosi portal Middle East Eye, Izrael zamierza utrzymać zamknięcie również podczas nadchodzącego święta Id al-Fitr i po jego zakończeniu.
To pierwszy Ramadan od czasu zajęcia Jerozolimy Wschodniej przez Izrael w 1967 roku, podczas którego Palestyńczycy nie mogli odprawiać piątkowych modłów w meczecie. Ponad pół wieku pewien porządek – choćby ułomny – był zachowywany. Teraz ta granica została przekroczona.

Stare Miasto jak strefa zamknięta
Zamknięciu meczetu towarzyszy niemal całkowita blokada Starego Miasta. Od początku wojny z Iranem do środka wpuszczani są wyłącznie jego mieszkańcy – dziesiątki tętniących życiem palestyńskich targowisk opustoszały.
Zaledwie kilka metrów dalej, poza starożytnymi murami, życie toczy się bez zakłóceń. Ludzie poruszają się swobodnie, modlą się w meczetach, codzienność trwa.
Dr Mustafa Abu Sway, profesor wykładający w meczecie Al-Aksa i członek Rady Islamskiego Waqf w Jerozolimie, wprost wskazuje na tę niespójność.
„Zamknięcie Starego Miasta w ten sposób nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Istnieje niespójność, gdy porówna się to, co dzieje się wewnątrz Starego Miasta, z tym, co dzieje się na zewnątrz, gdzie ludzie poruszają się swobodnie” – powiedział.
Abu Sway dodał, że gdyby powodem rzeczywiście była troska o bezpieczeństwo, wierni mogliby schronić się w podziemnych salach modlitewnych pod Al-Aksą, które pomieszczą tysiące osób. Nikt jednak takiej opcji nawet nie rozważa.
CYNICZNYM OKIEM: Bezpieczeństwo działa selektywnie – wystarczy przejść kilka metrów za mur, żeby zagrożenie magicznie znikało. Widocznie rakiety irańskie respektują granice Starego Miasta z dokładnością GPS.
25 pracowników, kamery i groźba osadników
Szczegóły zamknięcia odsłaniają skalę kontroli. Wewnątrz rozległego kompleksu meczetowego na jednej zmianie może przebywać nie więcej niż 25 pracowników Waqf. Władze izraelskie odrzuciły nawet prośbę o wpuszczenie jednego dodatkowego pracownika z działu rękopisów.
Policja miała przekazać fundacji Waqf komunikat, który brzmi jak otwarty szantaż – jeśli jakikolwiek dodatkowy pracownik zostanie wpuszczony, izraelscy osadnicy otrzymają pozwolenie na wznowienie codziennych wtargnięć do meczetu.
Urzędnicy Waqf podejrzewają ponadto, że siły izraelskie zainstalowały kamery wewnątrz sal modlitewnych, w tym wewnątrz Kopuły na Skale. Oznaczałoby to stały elektroniczny nadzór nad najświętszymi przestrzeniami kompleksu.
W niedzielę przypadała Lajlat al-Kadr – najświętsza noc w kalendarzu islamskim. Izrael rozmieścił setki policjantów, aby zablokować drogi prowadzące do meczetu. Wierni zostali zmuszeni do modlitwy na ulicach, pod groźbą użycia siły.
Osiem krajów z większością muzułmańską potępiło „nieuzasadnione” zamknięcie, twierdząc, że Izrael nie posiada „żadnej suwerenności” nad tym czczonym miejscem. Mimo międzynarodowych protestów zamknięcie jest kontynuowane bez zmian.
CYNICZNYM OKIEM: Jeden dodatkowy bibliotekarz od rękopisów to zagrożenie dla bezpieczeństwa, ale setki uzbrojonych policjantów na ulicach – to już normalna troska o porządek. Logika godna Kafki w mundurze.
Tymczasowość, która może nie mieć końca
Aouni Bazbaz, dyrektor ds. międzynarodowych w Islamskim Waqf, otwarcie mówi o tym, czego wielu się obawia.
„Podsyciło to lęk, że to, co przedstawia się jako środek tymczasowy, może stopniowo stać się rozwiązaniem stałym lub półstałym, zwłaszcza jeśli ludzie przyzwyczają się do ograniczeń lub jeśli wzorce dostępu do tego miejsca zostaną zmienione” – stwierdził w rozmowie z Middle East Eye.
Meczet Al-Aksa podlega obowiązującemu od dziesięcioleci status quo – międzynarodowemu porozumieniu chroniącemu jego status jako miejsca wyłącznie islamskiego. Zgodnie z nim administracja obiektu, w tym kontrola nad dostępem, należy do Islamskiego Waqf, mianowanej przez Jordanię fundacji religijnej.
Palestyńczycy od lat twierdzą jednak, że porozumienie to jest systematycznie podważane. Ograniczenia dostępu dla muzułmanów rosną, podczas gdy obecność żydowska i izraelska kontrola nad kompleksem ulegają stałemu rozszerzeniu. Prawo międzynarodowe stanowi jasno, że mocarstwo okupacyjne nie posiada suwerenności nad terytorium, które okupuje, i nie może wprowadzać tam trwałych zmian.
Obecne zamknięcie – bezprecedensowe w swojej skali i czasie trwania – wpisuje się w ten wzorzec z siłą, jakiej dotychczas nie obserwowano. Pytanie nie brzmi już, czy status quo jest naruszane, ale czy w ogóle jeszcze istnieje.


