Sprawa Jeffreya Epsteina, miliardera‑pedofila i nieformalnego architekta jednej z najbardziej wpływowych sieci seksualnych w historii, znów wraca na pierwsze strony gazet. Tym razem nie chodzi o jego prywatną wyspę na Karaibach ani luksusową rezydencję na Manhattanie, lecz o posiadłość w samym sercu amerykańskiego południowego zachodu – „Zorro Ranch” w stanie Nowy Meksyk.
Po latach politycznych uników i niedomówień, lokalne władze wszczynają oficjalne śledztwo, które – jak sami śledczy zapowiadają – może otworzyć „najciemniejszy rozdział” sprawy Epsteina.

CYNICZNYM OKIEM: Wygląda na to, że po latach milczenia Nowy Meksyk też chce mieć swój fragment prawdy – o ile starczy mu odwagi, by zajrzeć pod tę warstwę piasku.
7600 akrów tajemnicy
Ranczo, położone ok. 50 kilometrów na południe od Santa Fe, obejmuje ponad 7600 akrów ziemi, główną rezydencję o powierzchni 2500 m² i kilka domów gościnnych. Od momentu nabycia posiadłości w 1993 roku Epstein korzystał z niej jako z odizolowanego azylu, dokąd – jak twierdzą świadkowie – sprowadzano nieletnie dziewczęta z całego świata.

Nowe śledztwo, przyjęte jednogłośnie przez legislaturę stanową, ma budżet 2,5 miliona dolarów i będzie prowadzone przez ponadpartyjną komisję prawdy. Jak poinformowała demokratyczna deputowana Andrea Romero: „Epstein robił w tym stanie, co chciał, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności. Służby federalne nigdy nawet nie przeszukały tego miejsca.”
To zdanie brzmi jak oskarżenie nie tylko wobec przestępcy, ale wobec całego systemu.
Pod ziemią i w papierach – tropy, które parzą
Najbardziej wstrząsający wątek dotyczy anonimowego maila, który od czterech lat krąży w aktach Departamentu Sprawiedliwości. Autor – rzekomy były pracownik rancza – twierdzi, że na jego terenie pochowano ciała dwóch „obcokrajowych dziewcząt”, zmarłych wskutek uduszenia podczas sadomasochistycznych praktyk.

Szef wydziału spraw karnych Nowego Meksyku oficjalnie wystąpił do DOJ o natychmiastowe udostępnienie pełnej, nieocenzurowanej wersji dokumentu oznaczonego jako EFTA01250229, wraz z powiązanymi danymi forensycznymi. Póki co nie wiadomo, czy rząd federalny przekaże materiały.
Według lokalnego Albuquerque Journal, mail miał trafić w 2019 roku do miejscowego dziennikarza radiowego. Autor pisał, że Epstein i Ghislaine Maxwell osobiście nadzorowali zakopanie ciał w pobliskich wzgórzach. Choć dowody na razie nie istnieją, sam wątek sprowokował pytanie, dlaczego FBI nigdy nie przeszło po terenie rancza z wykrywaczami metalu i psami tropiącymi.
CYNICZNYM OKIEM: W sprawie Epsteina nawet najbardziej absurdalne historie mają paskudny zwyczaj zamieniać się w prawdę.
Głosy ofiar. Rachunek sumienia Nowego Meksyku
- Do tej pory kilka kobiet przyznało, że było molestowanych w „Zorro Ranch” jeszcze jako nastolatki. Annie Farmer, jedna z kluczowych świadków podczas procesu Ghislaine Maxwell, zeznała, że w wieku 16 lat otrzymała od niej „masaż całkowicie nago”, po czym sam Epstein wszedł do jej łóżka.
- Inna ofiara, występująca w aktach jako „Jane”, opowiedziała, że przywieziono ją na ranczo w wieku 14 lat. „Pamiętam, że ktoś wszedł do pokoju i powiedział: »Jeffrey chce cię zobaczyć«” – relacjonowała podczas zeznań.
- Z kolei Virginia Giuffre, najbardziej znana z ujawnienia skali procederu, twierdziła, że Maxwell instruowała ją, by „masowała” ówczesnego gubernatora Nowego Meksyku Billa Richardsona – z kontekstu wynikało, że chodziło o relację seksualną.
- Swoje oskarżenia przedstawiła także miejscowa masażystka z Santa Fe, która mówiła o molestowaniu podczas wizyty w „Zorro Ranch”.
Niektóre dokumenty z tzw. „Epstein files” sugerują nawet, że jedna z ofiar prowadziła zakodowany dziennik, w którym opisywała siebie jako „ludzki inkubator” zmuszany do porodu dziecka, które jej potem odebrano.

Celem śledztwa nie jest już tylko ustalenie winy Epsteina czy Maxwell – oboje nie mogą stanąć przed sądem. Komisja ma sprawdzić, kto jeszcze z lokalnych elit politycznych i biznesowych wiedział o procederze i przymykał oko. Adwokatka ofiar Sigrid McCawley przyznaje: „Wiele z tych kobiet przeżyło koszmar właśnie w Nowym Meksyku. Istnieją przesłanki, że miejscowi politycy byli świadomi, co się działo, i nic nie zrobili.”

Epstein, przez dekady otoczony siecią politycznych znajomości – od Harvardu po Pałac Buckingham – używał odizolowanego rancza jako „strefy bezpieczeństwa”. Z dala od służb federalnych, w stanie słynącym z indywidualizmu i korupcyjnych luk w prawie budowlanym, mógł funkcjonować praktycznie jak prywatny książę.
Dopiero po jego „śmierci” w nowojorskim areszcie w 2019 roku wątek „Zorro Ranch” zaczynał wracać, ale nigdy tak oficjalnie jak teraz.
Ranczo odkupione. Czy będzie sprawiedliwość po latach?
Po długich sporach majątkowych posiadłość w 2023 roku sprzedano rodzinie Donalda Huffinesa, byłemu senatorowi Teksasu i obecnemu kandydatowi na stanowisko kontrolera stanowego. Nowi właściciele przemianowali nieruchomość na San Rafael Ranch i ogłosili plany przekształcenia jej w „chrześcijańskie miejsce odnowy duchowej”.
Jednak dla opinii publicznej żadne tabliczki nie wymażą tego, co działo się w murach posiadłości.
CYNICZNYM OKIEM: Można zmienić nazwę i postawić kaplicę, ale ziemia w Zorro Ranch wciąż pamięta, komu służyła.
Nowe śledztwo ma potrwać co najmniej rok. Prokuratorzy stanowi nie wykluczają ekshumacji domniemanych ofiar ani ponownego wezwania do złożenia zeznań osób z kręgu miejscowych urzędników. Komisja prawdy zapowiedziała pełną jawność działań.
To, co wydarzy się w Nowym Meksyku, może stać się pierwszym regionalnym rozliczeniem w olbrzymim międzynarodowym skandalu, który do tej pory grzebały instytucje i opinia publiczna.
Wszystko wskazuje, że „Zorro Ranch” stanie się nowym symbolem – miejscem, w którym Ameryka musi w końcu odpowiedzieć na pytanie, jak wielu ludzi wiedziało, a ilu milczało.


