Japonia wybiera siłę i granice, Wielka Brytania dryf i iluzje moralne

Tokio prezentuje polityczny renesans, a Londyn tonie w mieszance wstydu, cynizmu i geopolitycznej ślepoty

Adrian Kosta
6 min czytania
Japonia Londyn Takaichi Starmer geopolityka

Świat właśnie otrzymał dwa obrazy demokracji w działaniu – kontrastowych niczym dzień i noc. W Japonii wyborcy dali premier Sanae Takaichi mandat, jakiego nie widziano od końca II wojny światowej: dwie trzecie miejsc w niższej izbie parlamentu, rekord, który mówi jasno – kraj ma ochotę iść w jednym kierunku. W tym samym czasie w Wielkiej Brytanii, dawnym autorytecie pragmatyzmu i stabilności, społeczne poparcie dla rządu Keira Starmera jest równie niskie, co jego ambicje.

Premier Takaichi postawiła na siłę – ekonomiczną, polityczną i militarną. Jej ostrzejszy kurs wobec Chin opłacił się w sondażach. Gdy chińska propaganda nazywała ją „złą wiedźmą”, a konsul w Osace sugerował, że jej „brudna szyja powinna zostać odcięta”, Japończycy zareagowali nie strachem, lecz solidarnością.

Paradoks Azji Wschodniej polega dziś na tym, że kraj, który przez dekady stronił od ryzyka, znalazł odwagę, której brakuje jego zachodnim sojusznikom.

CYNICZNYM OKIEM: Japonia postawiła na konserwatywizm z charakterem; Brytania – na moralność bez kręgosłupa.

Brytyjski chaos w slow motion

Z drugiej strony globu, Wielka Brytania dryfuje w przeciwnym kierunku. Kiedy Tokio prezentuje polityczny renesans, Londyn tonie w mieszance wstydu, cynizmu i geopolitycznej ślepoty. W Hongkongu, byłej kolonii Korony, 78-letni Jimmy Lai – przedsiębiorca, obrońca wolności słowa i brytyjski obywatel – właśnie dostał wyrok 20 lat więzienia. Pekin nie bał się reakcji Zjednoczonego Królestwa, bo wiedział, że nie nadejdzie.

Premier Starmer nie tylko nie zaprotestował, ale jeszcze miesiąc wcześniej dał zielone światło dla budowy gigantycznej chińskiej ambasady w samym sercu Londynu, na terenie dawnej mennicy królewskiej. Projekt, którym osobiście interesuje się Xi Jinping, to symboliczny dowód, że wpływy Chin rozlewają się dziś po brytyjskim kapitolu równie spokojnie, jak herbata w popołudniowym czajniku Westminsteru.

To nie pierwszy akt uległości. Starmer, dawny prawnik od praw człowieka, właśnie przekazuje archipelag Czagos w Oceanie Indyjskim – brytyjskie terytorium strategicznie położone i współdzielone z armią USA – w ręce Mauritiusu, kraju mocno splecionego z chińską sferą wpływów.

CYNICZNYM OKIEM: To nie dekolonizacja, ale outsourcing geopolityki – Wielka Brytania oddaje wyspy, jakby likwidowała nierentowny oddział korporacji.

Premier z obowiązku, nie z wyboru

Starmer został wprowadzony do władzy falą frustracji. Po 14 latach konserwatywnego chaosu wyborcy wybrali Laburzystów nie dlatego, że ich lubili, lecz dlatego, że nie mogli już znieść poprzednich rządów. Było to bardziej głosowanie przeciw niż za. I nic dziwnego, że poparcie dla nowego przywódcy szybko stopniało.

Dziś jego notowania są najgorsze w świecie zachodnim – ponad 70% Brytyjczyków nie chce go już oglądać na Downing Street. Politycznie odcina się od ideałów lewicy, geopolitycznie dryfuje za Berlinem i Brukselą, a moralnie ugrzązł w skandalach.

Ostateczny cios przyszedł z niespodziewanej strony: nazwisko Petera Mandelsona, mianowanego przez Starmera ambasadorem w Waszyngtonie, pojawiło się w aktach Epsteina. Lord Mandelson już ustąpił, ale powiązania z siatką handlarza ludźmi wystarczyły, by premier zaczął się palić od wewnątrz. Nawet szkocki lider Labour, Anas Sarwar, wezwał go do dymisji.

Między globalizmem, a impotencją

Tym, co łączy wszystkie decyzje Starmera, jest przekonanie, że globalne reguły są ważniejsze niż narodowe interesy. To szczególne stanowisko w epoce, gdy Chiny, Rosja czy nawet Indie prowadzą realpolitik bez cienia kompleksów. Dla lidera, który karierę zbudował na prawach człowieka, międzynarodowe „zalecenia” mają rangę objawienia.

To dlatego trzyma się orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Czagos jak świętego pisma – nawet jeśli oznacza to narażenie sojuszu z USA i utratę kolejnego przyczółka na mapie strategicznego świata. Ofiarą tego idealizmu jest brytyjski interes narodowy, który jeszcze dekadę temu był filarem zachodniej racjonalności.

Tymczasem Japonia, państwo handlu i uprzejmości, odkryło wartość starych pojęć – siły, granic, dumy narodowej. Premier Takaichi zaryzykowała wcześniejsze wybory po zaledwie trzech miesiącach u władzy – i wygrała, bo odwaga stała się tam synonimem rozsądku.

CYNICZNYM OKIEM: Z Zachodu wschodzi słońce – Brytyjczycy wciąż analizują wątpliwości, podczas gdy Japonia po prostu działa.

Wszystko wskazuje, że rząd Laburzystów przetrwa jeszcze chwilę – wyłącznie z powodu procedur. Następne wybory mogą odbyć się dopiero w 2029 roku. W praktyce oznacza to trzy lata dryfowania kraju, który wie, że jego rząd utracił mandat, ale prawo nie pozwala go odwołać.

Gdy Japonia inwestuje w pewność siebie, Wielka Brytania eksportuje własne złudzenia. W świecie, gdzie decyzje podejmuje się siłą, Londyn zachowuje się jak dawne imperium kolonialne, które uwierzyło, że może rządzić wyłącznie moralnością.

Z Tokio płynie prosta lekcja: siła narodowa zaczyna się od wewnętrznego zaufania. Bez niego nie ma polityki, tylko administracja. Japonia odrzuciła strach i zyskała pewność; Wielka Brytania odrzuciła odpowiedzialność i zyskała pogardę.

Świat patrzy na oba kraje jak na przeciwstawne bieguny tej samej cywilizacji – jednej, która jeszcze wierzy w sens wspólnoty, i drugiej, która powoli zapomina, czym był honor w polityce.

CYNICZNYM OKIEM: Gdy Tokio broni swoich granic, Londyn podpisuje kolejne deklaracje wartości. Jeden buduje przyszłość – drugi żyje przeszłym autografem pod Kartą Narodów Zjednoczonych.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *