Japonia, od dekad jeden z najbliższych sojuszników Stanów Zjednoczonych w regionie Azji i Pacyfiku, musi czekać latami na dostawy zamówionej amerykańskiej broni. Jak ujawnił raport Nikkei, 118 kontraktów o łącznej wartości 1,14 biliona jenów (ok. 7,2 miliarda dolarów) nie zostało zrealizowanych mimo upływu ponad pięciu lat od podpisania umów.
Dane te pochodzą z analizy japońskiego Urzędu Audytu Państwowego, który ocenił, że w niektórych przypadkach opóźnienia zmuszały Siły Samoobrony Japonii do dalszego używania sprzętu pamiętającego jeszcze ubiegłe dekady.
Powodem? Waszyngton ma inne priorytety. Od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę Stany Zjednoczone skierowały miliardy dolarów na uzbrojenie Kijowa, a po wybuchu wojny w Strefie Gazy – także na błyskawiczne wsparcie dla Izraela. Japonia, mimo swojej pozycji partnera strategicznego w regionie Indo-Pacyfiku, spadła w kolejce.

CYNICZNYM OKIEM: W Ameryce są dwa typy sojuszników – ci, którzy dostają broń, i ci, którzy dostają przeprosiny. Japonia dostała drugie.
Broń z pieczęcią czasu. Słabnący parasol bezpieczeństwa
Opóźnienia obejmują m.in. samoloty wczesnego ostrzegania E‑2D Hawkeye i systemy obrony przeciwlotniczej. Japonia zamówiła sprzęt przeznaczony głównie do obrony – kluczowy w razie potencjalnego konfliktu z Chinami, z którymi od lat toczy spór o Tajwan i wyspy Senkaku.
Ministerstwo Obrony w Tokio podkreśla, że nie wszystkie z 118 przypadków oznaczają faktyczne złamanie warunków kontraktu – część to modernizacje istniejących zamówień. Niemniej jednak sama skala problemu budzi niepokój, zwłaszcza że dostawy mogą zostać przesunięte, jeśli sprzęt jest potrzebny amerykańskim siłom zbrojnym.
W praktyce oznacza to, że gdy USA zwiększają zaangażowanie w Europie Wschodniej lub na Bliskim Wschodzie, sprzęt z magazynów, który wcześniej miał trafić do Tokio, trafia do Kijowa lub Tel Awiwu.
Analitycy ostrzegają, że takie opóźnienia podważają strategiczne zaufanie w regionie Indo-Pacyfiku. Dla Tokio każda zwłoka ma znaczenie – szczególnie w świetle coraz agresywniejszej retoryki Pekinu, który grozi Japonii „miażdżącą porażką”, jeśli ta kiedykolwiek włączy się do obrony Tajwanu.
Japonia pozostaje całkowicie uzależniona od amerykańskiej technologii wojskowej, a więc również od politycznych decyzji w Waszyngtonie. W efekcie kraju, który miał być filarem regionalnego bezpieczeństwa, dziś sam musi liczyć na cud terminowości.
Raport z Tokio wpisuje się w szerszy obraz erozji priorytetów amerykańskiej strategii globalnej. Gdy wojna w Ukrainie i konflikt na Bliskim Wschodzie wysysają zasoby USA, tradycyjni sojusznicy z Azji uczą się gorzkiej lekcji – nawet „niezachwiane partnerstwo” ma limit cierpliwości.
CYNICZNYM OKIEM: Japonia wie już, że w polityce światowej nie wystarczy być sojusznikiem – trzeba być akurat tym, który jest w centrum chaosu.


