Jak wyrażać siebie poprzez ciało i przezwyciężać porażki?

Idea harmonii między instynktem, a kontrolą

Adrian Kosta
6 min czytania
Bruce Lee sztuki walki filozofia samopoznanie kung fu

Bruce Lee udzielił wielu wywiadów, ale niewiele z nich odsłania jego myślenie tak precyzyjnie jak rozmowa opublikowana przez kanał MMA Source pod tytułem „Film motywacyjny z Brucem Lee – Jak pokonałem porażkę”. To nie jest typowy materiał motywacyjny z epicką muzyką i cytatami wyrwanymi z kontekstu. To zapis konwersacji, w której Lee – z pozoru odpowiadając na banalne pytania prowadzącego – rozkłada na części swoją filozofię ciała, walki i ludzkiej ekspresji, a przy okazji demoluje samo pojęcie „stylu” jako czegokolwiek wartościowego. Dla polskiego widza, wychowanego na mitologii sztuk walki rodem z filmów klasy B i turniejów w niedzielnym programie telewizyjnym, to materiał, który zmusza do przewartościowania niemal wszystkiego, co wiedzieliśmy o człowieku, którego twarz zdobi połowę plakatów w każdej szkole karate od Szczecina po Rzeszów.

Lee zaczyna od zaskakującego wyznania – nic z tego, co osiągnął, nie było zaplanowane. Zdecydowanie na początku nie miałem intencji, ani żadnej innej, aby to, co ćwiczyłem i co ćwiczę nadal, prowadziło do tego, co mamy teraz – mówi, po czym dodaje coś, co zmienia optykę rozmowy: Sztuki walki mają bardzo, bardzo głębokie znaczenie, jeśli chodzi o moje życie, ponieważ jako aktor, jako artysta walki i jako człowiek, wszystkiego tego nauczyłem się ze sztuk walki. To nie jest deklaracja sportowca. To deklaracja filozofa, który przypadkiem trafia pięścią szybciej niż ktokolwiek inny na planecie.

Hollywood przychodzi po samopoznanie

Prowadzący próbuje sprowadzić rozmowę na bezpieczne tory – szkoła w Hollywood, celebryci, łamanie desek. Lee uprzejmie, ale konsekwentnie odmawia współpracy z tym scenariuszem. Na pytanie o łamanie drewna odpowiada z rozbrajającą szczerością: Prawdopodobnie złamałbym sobie rękę i stopę. Legenda sztuk walki przyznaje, że cyrkowe sztuczki to nie jego świat – i natychmiast przenosi rozmowę tam, gdzie chce.

Kiedy pada pytanie o Jamesa Garnera i Steve’a McQueena, Lee wyjaśnia coś, co kompletnie rozmija się z oczekiwaniami prowadzącego. Przychodzą do mnie i proszą, bym ich uczył nie tyle tego, jak się bronić, czy jak kogoś wykończyć, ale raczej chcą nauczyć się wyrażać siebie poprzez ruch, czy to gniew, czy determinację, czy cokolwiek innego.

Aktorzy Hollywood nie płacili Lee za naukę zabijania. Płacili mu za naukę bycia sobą w ruchu. On płaci mi za to, bym pokazał mu w formie konkurencyjnej sztukę wyrażania ludzkiego ciała, która w pewnym sensie jest aktorstwem – precyzuje Lee.

CYNICZNYM OKIEM: Największe gwiazdy Hollywood płaciły Bruce’owi Lee nie za kopniaki, lecz za lekcje autentyczności. Przemysł zbudowany na udawaniu potrzebował nauczyciela prawdziwości – i znalazł go w facecie, który potrafił nokautować człowieka palcem. Ironia jest tak gęsta, że można by ją kroić karate chop.

Prowadzący przyznaje otwarcie, że się gubi. Lee tłumaczy cierpliwie, budując jedną z najbardziej znanych koncepcji swojej filozofii – ideę harmonii między instynktem, a kontrolą. Jeśli masz jedną w ekstremum, będziesz bardzo nienaukowy; jeśli masz drugą w ekstremum, nagle stajesz się człowiekiem mechanicznym, przestajesz być istotą ludzką. Rozwiązanie? Ideałem jest nienaturalna naturalność lub naturalna nienaturalność.

To zdanie brzmi jak zen, ale Lee mówi o czymś bardzo konkretnym. Chodzi o punkt, w którym technika i spontaniczność przestają ze sobą walczyć.

Styl jako krystalizacja, czyli jak zamrozić rozwój

Najostrzejszy fragment rozmowy dotyczy stylów walki – a właściwie ich bezwartościowości. Lee nie owijał w bawełnę. Nie wierzę, że istnieje coś takiego jak chiński sposób walki czy japoński sposób walki, czy jakikolwiek inny sposób walki, ponieważ dopóki istoty ludzkie nie będą miały trzech rąk i czterech nóg, będziemy mieli inną formę walki.

Argument jest fizjologiczny, nie kulturowy. Zasadniczo mamy tylko dwie ręce i dwie stopy – mówi Lee, po czym zadaje cios w samo serce tradycji: Style mają tendencję do dzielenia ludzi, ponieważ mają własne doktryny, a doktryna staje się prawdą absolutną, której nie można zmienić.

Styl to według Lee nie narzędzie, lecz więzienie. Jeśli po prostu powiesz: cóż, oto jestem jako istota ludzka, jak mogę wyrazić siebie całkowicie i kompletnie, w ten sposób nie stworzysz stylu, ponieważ styl jest krystalizacją. W ten sposób jest to proces ciągłego wzrostu.

CYNICZNYM OKIEM: Bruce Lee powiedział światu, że style walki to marketingowe klatki, pół wieku przed tym, zanim ktokolwiek użył słowa „personal branding”. Tymczasem przemysł sztuk walki dalej sprzedaje czarne pasy w dwunastu kolorach i certyfikaty z pieczątkami. Lee byłby zachwycony – albo raczej skopałby komuś drzwi.

Kiedy rozmowa schodzi na chiński boks, Lee znów odmawia zamknięcia się w kategoriach. Na pytanie o różnice z boksem zachodnim odpowiada z entuzjazmem praktyka: Używamy stóp, potem używamy łokcia i używamy kciuka – co tylko wymienisz, człowieku, my tego używamy. I dodaje zdanie, które jest kwintesencją jego podejścia: To jest ekspresja ludzkiego ciała. To znaczy wszystko, nie tylko dłoń.

Ostatni fragment wywiadu to Lee w najczystszej formie – pochyla się do kamery i zaczyna demonstrować, jak wkładać biodro w cios, jak kumulować energię. Musisz włożyć w to całe biodro, strzelić nim i skumulować tam całą swoją energię, i zmienić to w broń – mówi, przepraszając jednocześnie, że może popsuć ujęcie kamery. Człowiek, który zrewolucjonizował kino akcji i filozofię walki, martwiący się o kąt kamery podczas demonstracji ciosu – to obraz, który mówi o nim więcej niż setka biografii.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *