Każda epoka ma swoje zbiorowe obłędy. Różnica polega na tym, że współczesne demokracje zachodnie opracowały niemal przemysłowy proces ich masowej produkcji, dystrybucji i – ostatecznie – utylizacji. Proces ten jest przewidywalny, powtarzalny i głęboko niepokojący w swojej precyzji.
Zaczyna się niewinnie – na uczelniach. Lewicujący badacze na elitarnych uniwersytetach, wyposażeni w etaty i apetyt na granty, odkrywają nagle nowe „egzystencjalne zagrożenie”, które wymaga natychmiastowej interwencji rządu, świeżych przepisów i – oczywiście – obfitego finansowania. Teoria rodzi się w profesorskiej kawiarni, a kilka lat później staje się obowiązującym prawem.

CYNICZNYM OKIEM: Nauka to najlepiej opakowany lobbing w historii ludzkości – kiedy badacz z grantem ogłasza kryzys, nikt nie pyta, kto za ten kryzys płaci ani komu służy jego odkrycie.
Maszyna do produkcji paniki
Gdy teoria opuści mury akademii, uruchamia się kolejny etap – medialny. Media, ramię w ramię z nauką, przystępują do przekonywania sceptycznej opinii publicznej, by „podążała za nauką” i „ufała ekspertom”. Każdy, kto ośmieli się wątpić, zostaje natychmiast zakwalifikowany jako dziwak, „teoretyk spiskowy” szerzący „dezinformację”, rasista, homofob lub transfob. Katalog oskarżeń jest pojemny i elastyczny – dopasowuje się do aktualnej potrzeby.
Do akcji wkraczają następnie celebryci. Ceremonie wręczania nagród i hymny narodowe przed meczami stają się trybuną cnoty i platformą do ostrzegania opinii publicznej, że musi się dostosować – inaczej marny jej los. Tak oto pójście na opustoszałą plażę bez maseczki w czasie pandemii COVID stało się herezją, a kwestionowanie skuteczności eksperymentalnych szczepionek mRNA – dowodem na moralną ułomność.
Mechanizm jest ten sam niezależnie od tematu – czy chodzi o klimat, tożsamość płciową, politykę imigracyjną czy reformę policji. Nowa ortodoksja musi być przyjęta całościowo, bez negocjacji i bez pytań. „Wczorajsza radykalna nowa polityka staje się dzisiejszym mało ambitnym kompromisem” – i tak koło się kręci.
Liberalne fundacje finansują kolejne „badania”, które potwierdzają to, co już wiadomo sponsorom. Grupy aktywistów wychodzą na ulice, generując niezbędny zamęt – zgodnie z teorią, że chaos tak bardzo dokuczy społeczeństwu, iż poprze ono niemal wszystko, byle nastał spokój. Nowe ofiary i nowi oprawcy są tworzeni z niczego, a niezdecydowani politycy mylą hałas uliczny z autentycznym oddolnym poparciem.
Król jest nagi
Jednak historia zna też etap szósty – przebudzenie. Opinia publiczna zaczyna zadawać niewygodne pytania. Dlaczego rachunki za prąd są dwa razy wyższe niż kilka lat temu? Dlaczego rzekomo wymierające niedźwiedzie polarne mają się całkiem dobrze? Dlaczego John Kerry leci prywatnym odrzutowcem na konferencję klimatyczną?
CYNICZNYM OKIEM: Najbardziej użyteczna dla wszystkich jest narracja o kryzysie – politycy mają pretekst do regulacji, aktywiści mają rację bytu, a media mają klikalność. Jedynym zbędnym elementem układanki jest rzeczywistość.
Stopniowo wychodzą na jaw dane, o których eksperci woleli milczeć. Badania zaczynają dokumentować kardiologiczne i płucne skutki uboczne szczepionek mRNA. Ekonomiści przyznają, że masowe lockdowny były katastrofalnym błędem, który zniszczył edukację milionów dzieci i wywołał epidemię chorób psychospołecznych. Okazuje się, że architekci ruchu Black Lives Matter wydawali dary od hojnych darczyńców na luksusowe nieruchomości dla siebie. Dane pokazują, że policja nie strzela do nieuzbrojonych czarnoskórych podejrzanych częściej niż do białych – biorąc pod uwagę względne wskaźniki aresztowań według rasy.
Na granicy stara mantra o niskiej przestępczości nielegalnych imigrantów zaczyna się kruszyć pod ciężarem szacunków mówiących o ponad setkach tysięcy przestępców, którzy przedostali się przez nieszczelne granice w Europie i USA. Liczba ofiar zamordowanych przez nielegalnych imigrantów rośnie, a statystyki przestają być wygodne dla narracji o „współczującym i troskliwym Zachodzie”.
Niektóre uniwersytety po cichu przywracają testy SAT – bo okazało się, że bez nich kursy wyrównawcze z matematyki muszą objąć niemal połowę nowo przyjętych studentów. Test był „rasistowski” dokładnie do momentu, gdy bez niego system przestał funkcjonować.
Zaledwie pięć lat temu ortodoksja głosiła, że gospodarkę zachodnią należy przebudować na wzór europejskich modeli, by uratować planetę. Że nie ma dwóch płci, lecz tuzin lub więcej. Że biologiczni mężczyźni powinni rywalizować w sporcie kobiecym. Że masowa nielegalna imigracja tworzy „nową demokratyczną większość”, bo „demografia to przeznaczenie”. Że prokuratorzy w demokratycznych miastach słusznie wypuszczają tysiące przestępców bez zarzutów.
A potem, w 2025 roku, te destrukcyjne manie zaczęły więdnąć – skazane na cmentarzysko zapomnianych zbiorowych obłędów.
Tym, co najbardziej uderza w tym cyklu, nie jest sam fakt, że społeczeństwa ulegają zbiorowym szaleństwom – to zjawisko stare jak cywilizacja. Uderzające jest tempo i precyzja, z jaką nowoczesne instytucje – akademia, media, organizacje pozarządowe, politycy – potrafią zamienić marginalny pomysł w obowiązującą doktrynę, a potem udawać, że nigdy w nią nie wierzyły, gdy zaczyna tonąć. Mechanizm działa niezależnie od treści idei – liczy się tylko jej użyteczność dla tych, którzy mają środki, by ją wypromować.


