Jak daleko posunie się Wielka Brytania w cenzurze słowa?

Średnio 10 000 osób rocznie aresztowanych jest za wpisy w sieci

Adrian Kosta
6 min czytania

Kiedy demokratyczne rządy zaczynają od słów „dla naszego wspólnego dobra”, zwykle oznacza to, że w czyimś imieniu właśnie zniknie kolejny fragment wolności. W Wielkiej Brytanii trwa właśnie taki proces – pod sztandarem walki z „deepfake’ami” i „mową nienawiści” rząd Keira Starmera przygotowuje się do ograniczenia działalności X (dawnego Twittera), a w konsekwencji – do ściślejszej kontroli tego, co obywatele mogą mówić i czytać w sieci.

CYNICZNYM OKIEM: To nawet nie cenzura 2.0, tylko wersja beta państwowego oprogramowania do „aktualizacji poglądów obywateli”.

Od walki z pornografią do walki z poglądami

Punktem wyjścia są przepisy penalizujące „niezgodne z prawem intymne deepfake’i” – teoretycznie słuszne, bo mają chronić ofiary cyfrowych nadużyć. Ale w praktyce nowa ustawa objęła znacznie szersze spektrum: każdą platformę, na której powstaje lub krąży „niewłaściwa treść”. Tym samym głównym celem staje się X – najtrudniejszy do ujarzmienia bastion niekontrolowanej debaty publicznej.

W dodatku ustawa pojawia się w fatalnym momencie międzynarodowym: Tanzania blokuje media społecznościowe, Iran wprowadza blackout w sieci, a Londyn – formalnie europejska stolica liberalizmu – wpisuje się w ten sam nurt ograniczeń pod innym szyldem.

Keir Starmer, były prawnik od praw człowieka, dziś wygląda jak ich największy egzekutor. W ciągu ostatnich dwóch lat nie tylko rozszerzył zakres kontroli internetu, ale też odwołał część wyborów lokalnych, tłumacząc to rzekomą „reorganizacją administracyjną.”

Średnio 10 000 osób rocznie aresztowanych jest za wpisy w sieci uznane za „obraźliwe” – pod przepisy ustaw, które sami prawnicy zaczęli określać mianem „Orwellowskich.” To znaczy, że w kraju, który zbudował tradycję wolnego druku i publicznego sporu, myślenie na głos znów stało się ryzykowne.

CYNICZNYM OKIEM: Brytyjscy policjanci mogą nie zdążyć złapać złodzieja, ale zawsze znajdą czas, by skontrolować twojego mema.

Bezpieczeństwo online, wolność offline

Nowa Online Safety Act, choć nazwana ustawą o bezpieczeństwie, daje urzędnikom realne narzędzia do cenzury treści, także tych całkowicie legalnych, lecz niezgodnych z obowiązującą narracją. Pretekstem jest troska o młodzież, ale w przepisach mowa o „mowie potencjalnie szkodliwej” – pojęciu, które można rozciągnąć na każdą krytykę rządu lub imigracji.

Dopełnieniem tego absurdu jest rządowa gra edukacyjna, finansowana z podatków, która uczy młodych Brytyjczyków, że samo podnoszenie tematu masowej migracji zwiększa ich „punktację ekstremizmu.” W systemie przygotowanym przez służby antyterrorystyczne oznacza to ścieżkę do obserwacji przez program Prevent – specjalny nadzór dla „zagrożenia radykalizacją.”

Lista przypadków potwierdza, że granice wolności słowa przesuwają się w stronę groteski. Autor sitcomów Graham Linehan wrócił z USA, by zostać aresztowanym przez uzbrojoną policję za wypowiedzi o biologicznej płci. Amerykańska pacjentka onkologiczna Deborah Anderson została nachodzona w domu przez funkcjonariuszy z powodu krytycznego wpisu o migracji.

Wszystko to pokazuje, że prawa obywatelskie w Wielkiej Brytanii przypominają dziś kredyt hipoteczny – teoretycznie twoje, dopóki nie przyjdzie państwo i nie wypowie umowy.

CYNICZNYM OKIEM: Dawniej premierzy bali się gazet. Teraz boją się tweetów.

Starmer i jego lustrzane odbicie. Liberalizm klasy wyższej

Porównania do Iranu nie są już hiperbolą. Tak jak ajatollahowie wyłączają Internet, by stłumić protesty, tak rząd Laburzystów chce ograniczyć kanały, przez które społeczeństwo zwołuje demonstracje, dokumentuje nadużycia czy nagłaśnia afery. X stał się dla Brytyjczyków zastępną agorą i archiwum – czymś, czego tradycyjne media już nie potrafią zaoferować.

Dla rządu to zagrożenie większe niż dezinformacja. Bo władza, która boi się obywatelskiego dialogu, ujawnia, że wcale nie ufa sobie. Ban na X to nie walka z „toksyczną treścią”, tylko próba zamrożenia nastrojów społecznych przed kolejnym cyklem wyborczym.

Starmer lubi powoływać się na „międzynarodowe standardy prawa,” ale w kraju rządzi w sposób bliższy urzędniczemu absolutyzmowi niż liberalnej demokracji. Jego rząd uosabia nowy typ elity – pewnej własnej moralnej wyższości i przekonanej, że przeciętny Brytyjczyk jest zbyt prymitywny, by zasługiwać na pełną wolność słowa.

To wersja lokalna tej samej pogardy, którą Hillary Clinton ochrzciła mianem „kosza nieszczęśliwych.” W Londynie nazywa się to po prostu „niebezpieczną mową.”

CYNICZNYM OKIEM: Brytyjski liberalizm zakończył karierę w momencie, gdy uznał, że opinie narodu można moderować jak komentarze pod postem.

Nikt rozsądny nie chce Internetu pełnego przemocy i pornografii. Ale państwo, które bierze się za kontrolę języka, zawsze kończy kontrolą myśli. Amerykanie – mimo swoich politycznych chaosów – wciąż rozumieją, że prawo do mówienia głupstw jest warunkiem prawa do mówienia prawdy.

Brytyjczycy, uśpieni formalnym językiem regulacji i „standardów bezpieczeństwa,” mogą obudzić się w kraju, gdzie wolność słowa istnieje tylko w muzeach konstytucyjnych.

Jeśli zapadnie decyzja o zablokowaniu X, będzie to moment testowy nie tylko dla mediów społecznościowych, ale dla całej idei Zachodu, który wciąż udaje, że broni wolności, podczas gdy nie potrafi jej nawet znieść w praktyce.

CYNICZNYM OKIEM: Kiedy państwo zaczyna decydować, które słowa są „bezpieczne,” to znak, że skończył się język polityki, a zaczęła się polityka języka.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *