Biały Dom ma trudności z przedstawieniem amerykańskiej opinii publicznej jasnego harmonogramu czy precyzyjnej strategii operacji „Epic Fury”. Trzeci tydzień konfliktu nie wykazuje oznak deeskalacji, a prezydent Trump najwyraźniej wciąż wierzy, że „uderzenia dekapitacyjne” doprowadzą do szybkiego buntu na ulicach Teheranu i zmiany władzy. Tymczasem to Izrael wysyła czytelniejsze sygnały – i nie są one optymistyczne. Według izraelskich mediów, Tel Awiw nastawia się na wojnę z Iranem przeciągającą się co najmniej do kwietnia, a urzędnicy po cichu przyznają, że upadek rządu w Teheranie jest mało prawdopodobny.
W związku z tą oceną Izrael rozszerzył zakres swoich ataków daleko poza obiekty naftowe i energetyczne. Celem stał się cały sektor przemysłu obronnego Iranu – chodzi o całkowite zniszczenie zdolności Teheranu do produkcji nowych pocisków rakietowych.

Tysiące zabitych i nadzieja na protesty uliczne
Portal Ynet ujawnił, że idea podsycania niepokojów społecznych wewnątrz Iranu nie została porzucona, choć urzędnicy przyznają, że istnieje niepewność co do skuteczności takich działań.
„Kontynuujemy uderzenia w cele reżimowe, głównie w Teheranie. Wchodzimy w decydującą fazę. Naszym celem jest wyprowadzenie ludzi na ulice. Nie tylko my to robimy – Amerykanie również nad tym pracują” – stwierdził jeden z izraelskich urzędników.
„Nie nad wszystkim da się zapanować, ale robimy wszystko, co możliwe, aby to się udało. Reżim musi zostać osłabiony tak bardzo, jak to tylko możliwe, włączając w to Basidż” – dodał. „Uderzamy w nich i zabijamy ich tysiącami”.
Izraelscy oficjele dali ponadto do zrozumienia, że posiadają własne aktywa na miejscu lub korzystają z pomocy Irańczyków, którzy rzekomo pomogli zlokalizować punkty kontrolne i obiekty bezpieczeństwa Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej oraz Basidżu. Izraelska armia upubliczniła niektóre przypadki aktywnych uderzeń na te lokalizacje.
Warto jednak zastrzec, że informacje o celach przekazywanych przez Irańczyków przeciwnych reżimowi mogą być wyłącznie izraelską propagandą mającą na celu zasianie niezgody i podejrzliwości wewnątrz irańskiego społeczeństwa. Niezależnie od źródła, izraelscy urzędnicy sami przyznali, że są sceptyczni co do tego, czy same protesty uliczne zdołają obalić irański rząd.
CYNICZNYM OKIEM: Plan brzmi znajomo – bombardujemy kraj do momentu, aż mieszkańcy wyjdą na ulice i z wdzięczności obalą własny rząd. W Iraku to nie zadziałało, w Libii nie zadziałało, ale tym razem na pewno będzie inaczej. Na pewno.
Lekcje z Wietnamu i Iraku, których nikt nie czyta
Na temat serii błędnych kalkulacji Białego Domu Robert D. Kaplan napisał w Foreign Affairs tekst, który trafia w sedno problemu. Największe fiaska amerykańskiej polityki zagranicznej zdarzały się dlatego, że decydenci byli obsesyjnie skupieni na konsekwencjach regionalnych i globalnych, ignorując krytyczne warunki na miejscu. W Wietnamie przeoczono naturę wietnamskiego nacjonalizmu, w Iraku – sektaryzm.
Kaplan, powołując się na historyczkę Barbarę Tuchman, argumentował, że wyrafinowana wiedza kulturowa jest znacznie bardziej użyteczna niż wskaźniki i niejasne schematy. Poruszanie kwestii różnic kulturowych jest ryzykowne, bo łatwo może zostać odczytane jako uprzedzenie – co skłania decydentów do unikania krytycznych rozmów o realiach w terenie. Tymczasem to właśnie takie dyskusje mogą uchronić supermocarstwo przed katastrofą.
W trzecim tygodniu wojny, która miała być błyskawiczna, nic nie wskazuje na to, by scenariusz szybkiej zmiany władzy w Teheranie był bliski realizacji. Trump zakładał, że wystarczy kilka precyzyjnych uderzeń, by naród irański powstał przeciw ajatollahom. Rzeczywistość okazuje się bardziej złożona niż briefing wywiadowczy.
Izraelscy przywódcy przyznali również, że wznowiona wojna z Hezbollahem potrwa dłużej niż konflikt z samym Iranem. Hezbollah wystrzeliwuje rakiety na północny Izrael, siły lądowe IDF wkroczyły do Libanu, a Bejrut jest nieustannie bombardowany z powietrza. To już nie jeden front – to rozlewający się regionalny konflikt, którego zakończenia nie potrafi przewidzieć żadna ze stron.
CYNICZNYM OKIEM: Zabijamy ich tysiącami i liczymy, że reszta wyjdzie nas powitać z kwiatami. To nie strategia wojskowa – to myślenie życzeniowe ubrane w mundur i obdarzone budżetem w miliardach dolarów.


