Izrael przejmuje media i sieci społecznościowe. TikTok w nowych rękach

Powrót do starej zasady: wolność słowa – o ile nie dotyczy Izraela

Adrian Kosta
9 min czytania

W całym amerykańskim krajobrazie politycznym poparcie dla Izraela zaczyna się kruszyć, a wraz z nim – bezdyskusyjna akceptacja dla miliardowych transferów pieniędzy i broni do jednego z najbogatszych państw świata. Im bardziej społeczeństwo widzi obrazy z Gazy, słyszy o Palestyńczykach i zaczyna kwestionować syjonizm, tym bardziej siły proizraelskie w USA przyspieszają wysiłki, by kontrolować to, co Amerykanie mogą widzieć, mówić i myśleć o Izraelu.

TikTok jako poligon: od „chińskiego zagrożenia” do proizraelskiego filtra

Zakaz TikToka w 2024 roku sprzedano opinii publicznej jako konieczność bezpieczeństwa narodowego wobec Chin, ale jego realnym katalizatorem była eksplozja propalestyńskich treści, które zburzyły monopol narracyjny proizraelskich lobby.

Senator Mitt Romney sam przyznał publicznie, że „przytłaczająca ilość wzmianek o Palestyńczykach na TikToku” w porównaniu z innymi mediami była istotnym powodem, dla którego Kongres zdecydował się brutalnie wymusić sprzedaż aplikacji.

Po przeforsowaniu ustawy aplikacja miała trafić we „właściwe ręce” – nie byle jakie: konsorcjum kierowane przez Larry’ego Ellisona, szefa Oracle, jednego z największych prywatnych darczyńców izraelskiej armii na świecie, od lat finansującego projekty wojskowe i chmurowe w Izraelu oraz publicznie deklarującego, że nie ma większego zaszczytu niż wspierać IDF.

W konsorcjum znaleźli się także inni powiązani z Izraelem miliarderzy, tacy jak Rupert Murdoch czy Jeff Yass, a Oracle – z własną chmurą i infrastrukturą w Jerozolimie – stał się strażnikiem danych użytkowników TikToka w USA.

Tuż przed domknięciem transakcji TikTok ogłosił nowe wytyczne dotyczące mowy nienawiści i teorii spiskowych, a na stanowisko menedżerki ds. „hate speech” powołano byłą żołnierkę IDF i gorliwą syjonistkę. Wkrótce twórcy zaczęli masowo zgłaszać usuwanie treści krytycznych wobec Izraela pod pretekstem naruszania niejasnych zasad o „dezinformacji” i „szkodliwych teoriach”.

Influencerzy z milionowymi zasięgami zauważyli, że od połowy września znikają głównie te materiały, w których mowa o Izraelu, AIPAC, Ellisonie czy próbie podporządkowania TikToka interesom syjonistycznym – przy jednoczesnym grożeniu demonetyzacją za „powtarzające się naruszenia”.

Pod koniec miesiąca Benjamin Netanjahu spotkał się z przychylnymi Izraelowi influencerami i jasno wskazał, że zdobycie kontroli nad TikTokiem i „przyjaźniejsze” ustawienie platformy X Elona Muska to kluczowa bitwa na „polu walki naszych czasów” – mediach społecznościowych.

Amerykanom powiedziano: „Bójcie się chińskiej kontroli waszych danych.” W zamian dostali kontrolę nad danymi i algorytmami w rękach korporacji, której szef:

  • wielokrotnie chwalił się „emocjonalną więzią z Izraelem”,
  • jest największym znanym prywatnym sponsorem IDF,
  • finansuje polityków „gwarantujących, że będą przyjaciółmi Izraela”,
  • i zatrudnia kadrę kierowniczą, która otwarcie głosi: „Jeśli nie jesteś za Ameryką lub Izraelem, nie pracuj tutaj.”

To nie jest „wyzwolenie aplikacji od wrogiego państwa”. To geopolityczna przesiadka z jednej strefy wpływów bezpośrednio w drugą, tyle że opakowana w patriotyczny marketing i retorykę walki z nienawiścią.

Przejęcie mediów: od TikToka do CBS

TikTok to tylko początek.

Larry Ellison sfinansował także przejęcie Paramount Skydance przez swojego syna Davida, co dało rodzinie de facto wpływ nad CBS – jedną z największych sieci informacyjnych w USA.

Nową szefową CBS News została Bari Weiss, znana z otwarcie syjonistycznych poglądów i konfliktów dotyczących granic krytyki Izraela już od czasów uniwersyteckich. Jej nominacja jest odbierana – także wewnątrz redakcji – jako zapowiedź przesunięcia linii w kierunku wyraźnie proizraelskiego tonu.

W tym samym czasie na stanowisko odpowiedzialne za kwestie etyczne powołano Kennetha Weinsteina – „zagorzałego obrońcę Izraela” – co dodatkowo wzmacnia przekonanie, że CBS News ewoluuje w stronę nieformalnego rzecznika izraelskiej narracji w amerykańskich mediach głównego nurtu.

Symboliczny epizod: korespondent Chris Livesay, przewidziany do zwolnienia, wysyła do Weiss list, w którym podkreśla swoje proizraelskie poglądy i rzekome „szykanowanie” za nie; Weiss interweniuje i ratuje mu posadę, mimo że inni dziennikarze uznają jego zarzuty za bezpodstawne.

Penalizacja sprzeciwu: od kampusu do więzienia

Równolegle administracja Trumpa 2.0 rozpoczęła ofensywę wobec propalestyńskiej i antyizraelskiej mowy na uczelniach. Katalog praktyk obejmuje nie tylko naciski finansowe i dyscyplinarne, ale także użycie narzędzi karnych i migracyjnych:

  • głośny przypadek 30-letniej tureckiej doktorantki z Tufts, która trafiła do aresztu w Luizjanie za współautorstwo artykułu opiniotwórczego w lokalnej gazecie, wzywającego uczelnię do uznania działań Izraela w Gazie za ludobójstwo i do wycofania inwestycji związanych z Izraelem; oskarżono ją o powiązania z „siecią wspierającą terroryzm” i próbowano deportować.

Te metody nie są przypadkowe: zostały zmapowane w raportach think tanku Heritage Foundation, który rekomendował uznanie propalestyńskich aktywistów za de facto członków „sieci wspierającej terror”, co ma umożliwić:

  • deportacje,
  • wyrzucenia z uczelni,
  • procesy karne,
  • oraz faktyczne wykluczenie z życia publicznego.

To systemowa próba zbudowania doktryny: sprzeciw wobec działań państwa Izrael = infrastruktura terroru.

Definicja IHRA: od walki z nienawiścią do knebla na krytykę

Kolejnym kluczowym narzędziem w arsenałach lobbystów stała się tzw. „robocza definicja antysemityzmu” IHRA, przyjęta przez liczne instytucje w 2016 roku.​ Choć część jej zapisów dotyczy realnych przejawów nienawiści do Żydów, inne fragmenty rozmywają granicę między rasizmem, a krytyką państwa Izrael i ideologii syjonizmu.

Przykłady uznane przez IHRA za „antysemityzm”:

  • twierdzenie, że istnienie państwa Izrael jest „rasistowskim przedsięwzięciem”,
  • porównywanie polityk Izraela do działań nazistów,
  • „stosowanie podwójnych standardów”, wymagając od Izraela zachowań nieoczekiwanych od innych demokracji,
  • „odmówienie narodowi żydowskiemu prawa do samostanowienia”, co w praktyce obejmuje część wizji alternatywnej państwowości na terytorium między Jordanem, a Morzem Śródziemnym.

To otwiera szerokie pole do nadużyć: w praktyce każda ostrzejsza krytyka izraelskiej polityki może zostać kreatywnie zinterpretowana jako „przejaw nienawiści”. Raporty ADL, które nierzadko zawyżają liczbę „incydentów antysemickich” poprzez włączanie do statystyk również radykalnych form krytyki Izraela, dodatkowo pogłębiają atmosferę strachu i autocenzury.

Pod naciskiem dużych darczyńców, rządu federalnego i kampanii medialnych wiele prestiżowych uczelni – Columbia, Brown, Northwestern i inne – przyjęło definicję IHRA oraz kosztowne ugody, co w praktyce ograniczyło przestrzeń otwartej debaty o Palestynie i o roli proizraelskich lobby w USA.

CYNICZNYM OKIEM: Wolność słowa 2.0 – dozwolona tylko dla „właściwej strony historii”

Narzędzia, które z założenia miały chronić mniejszość przed nienawiścią – jak definicja IHRA – są dziś coraz częściej używane jako młot na dysydentów, zwłaszcza tych, którzy:

  • nazywają rzeczy po imieniu (ludobójstwo, apartheid, kolonializm),
  • domagają się sankcji, bojkotu czy dezinwestycji,
  • badają wpływy lobbystyczne w Kongresie, mediach i sektorze technologicznym.

Ktokolwiek podważa szczególny status Izraela, ryzykuje wrzucenie do jednego worka z rasistami, neonazistami i szerzycielami „nowej nienawiści”, choć jego postulaty mogą wynikać z konsekwentnego antyrasizmu i obrony praw człowieka.

W praktyce oznacza to powrót do starej zasady: „wolność słowa – o ile nie dotyczy Izraela”.

Nowa architektura cenzury: media, platformy, prawo

Na koniec obraz staje się jasny:

  • kontrola nad kluczowymi mediami,
  • przejęcie krytycznej aplikacji społecznościowej (TikTok) przez otwarcie proizraelskie konsorcjum,
  • równoległe dążenie do „zmiękczenia” innych gigantów, jak X,
  • szerokie użycie definicji IHRA i raportów ADL,
  • represje karne i deportacyjne wobec studentów i aktywistów,

tworzą spójną, choć nieformalną infrastrukturę tłumienia sprzeciwu.

Glenn Greenwald trafnie podsumował tę nową architekturę:
kontrola mediów, cenzura internetu i penalizacja sprzeciwu wobec Izraela stały się trzema filarami systemowej ingerencji w amerykańską wolność słowa.

To już nie jest „debatą o polityce zagranicznej.”
To test fundamentalny: czy w XXI wieku w USA wolno w pełni krytykować sojusznika, kwestionować jego ideologię i interesy – bez ryzyka bycia uciszonym, wykluczonym lub kryminalizowanym.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *