Izrael potajemnie chce, by Ameryka przegrała wojnę z Iranem

Żaden z graczy nie gra w tę samą grę, choć wszyscy siedzą przy jednym stole

Adrian Kosta
7 min czytania

Bliski Wschód to region, w którym sojusze są bardziej elastyczne niż guma do żucia, a słowo „partner” oznacza kogoś, kogo jeszcze nie zdążyłeś wyeliminować. Prof. Jiang Xueqin – chiński analityk geopolityczny publikujący m.in. na kanale Prof. Jiang Clips – przedstawia wizję bliskowschodniej rozgrywki, w której żaden z graczy nie gra w tę samą grę, choć wszyscy siedzą przy jednym stole. I trzeba przyznać, że jego analiza ma w sobie tę niepokojącą cechę dobrej teorii spiskowej – jest wewnętrznie spójna.

Na scenie mamy czterech głównych aktorów: Stany Zjednoczone, Izrael, Arabię Saudyjską i Iran. Każdy z nich realizuje własną strategię, a ich cele przecinają się w sposób, który powinien spędzać sen z powiek każdemu dyplomacie. USA dążą do jednego – zniszczenia Iranu, aby uzyskać pełną kontrolę nad ropą na Bliskim Wschodzie oraz nad globalnym handlem w Cieśninie Ormuz, co pozwoliłoby na utrzymanie ich imperium. Iran z kolei marzy o tym samym, tyle że w drugą stronę – dąży do przejęcia kontroli nad Cieśniną Ormuz i zniszczenia CENTCOM, co uczyniłoby go nowym hegemonem regionu. Obaj chcą tego samego krzesła, a w pokoju jest tylko jedno.

Izrael natomiast prowadzi grę najbardziej wyrafinowaną ze wszystkich. Zgodnie z analizą profesora, strategia tego państwa jest paradoksalna w stosunku do oficjalnej narracji o niezłomnym amerykańsko-izraelskim sojuszu. Jak twierdzi Xueqin, Izrael chce, aby Stany Zjednoczone przegrały tę wojnę, co oznaczałoby długotrwały konflikt niszczący amerykańską wolę polityczną do prowadzenia dalszych wojen zagranicznych. W przypadku takiej porażki Izrael stałby się dominującą potęgą w regionie – bez konkurencji i bez patrona, który mógłby mu dyktować warunki.

CYNICZNYM OKIEM: Sojusznik, który życzy ci przegranej, to nie sojusznik – to spadkobierca czekający na odczytanie testamentu. Izrael gra w szachy, Ameryka gra w warcaby, a reszta regionu kibicuje, licząc na to, że obaj gracze nawzajem się wyeliminują.

Pułapka wojny lądowej i projekt Wielkiego Izraela

Najciekawszym elementem analizy prof. Jiang Xueqina jest wskazanie na zaskakującą zbieżność interesów pozornych przeciwników. Izrael, Arabia Saudyjska i Iran paradoksalnie mają wspólny interes w zniszczeniu USA poprzez wciągnięcie ich w długą wojnę lądową. To zdanie brzmi jak herezja, ale w logice geopolityki ma swój ciężar. Każde z tych państw – z różnych powodów – zyskuje na osłabieniu amerykańskiej obecności w regionie. Wspólnym mianownikiem jest pragmatyzm, który nie zna sentymentów.

Dlatego właśnie, jak zauważa profesor, Izrael nie chce użycia broni nuklearnej, gdyż zakończyłoby to konflikt zbyt szybko. Strategia polega na przeciąganiu konfliktu, zmuszeniu Waszyngtonu do wysłania wojsk lądowych i powolnym wykrwawianiu amerykańskiej woli politycznej – dokładnie tak, jak miało to miejsce w Wietnamie, Iraku czy Afganistanie. Historia się nie powtarza, ale rymuje się z przerażającą dokładnością. A Stany Zjednoczone, jak stwierdza Xueqin, nie mając jasnej i spójnej strategii, mogą zostać zmanipulowane do takiej inwazji.

Szerszy cel Izraela wykracza daleko poza obronę własnych granic. Profesor wskazuje na tzw. Projekt Wielkiego Izraela – koncepcję, w ramach której Izrael chce również zniszczenia GCC i Arabii Saudyjskiej, aby przejąć ich zasoby. Ambicją jest stanie się jedynym hegemonem regionu, co wymaga eliminacji nie tylko Iranu, ale także – paradoksalnie – samego CENTCOM, czyli amerykańskiej infrastruktury wojskowej w regionie. Mimo bycia sojusznikami, cele USA i Izraela są ze sobą w konflikcie – i to konflikcie fundamentalnym.

izrael

Co do broni jądrowej, Xueqin uspokaja – o ile można to nazwać uspokojeniem – twierdząc, że ani Izrael, ani USA nie użyją broni jądrowej, ponieważ nie leży to w ich interesie. Iran z kolei nie może zniszczyć Izraela ze względu na jego arsenał nuklearny, więc zadowala się ambicją jego upokorzenia i osłabienia. Broń atomowa pełni tu rolę nie tyle oręża, co straszaka – jest kartą, która nigdy nie zostanie zagrana, ale której samo istnienie zmienia zasady gry.

Heartland, BRICS i wielka rozgrywka o kontrolę handlu

Prof. Xueqin osadza bliskowschodnią rozgrywkę w szerszym kontekście geopolitycznym, sięgając po klasyczną doktrynę Heartlandu. Amerykańska doktryna wojskowa opiera się na zapobieganiu zjednoczeniu Eurazji – i to jest klucz do zrozumienia wszystkich ruchów Waszyngtonu w regionie. Jako potęga morska, USA obawiają się, że zjednoczony Heartland mógłby handlować drogą lądową, co podważyłoby amerykańską dominację opartą na kontroli szlaków morskich.

Zagrożeniem, które spędza sen z powiek amerykańskim strategom, jest jednoczenie się państw BRICS – Rosji, Iranu i Chin. Te trzy kraje, połączone infrastrukturą lądową i wspólnym interesem w osłabieniu dolara, mogłyby stworzyć alternatywny system handlowy, w którym amerykańska marynarka wojenna staje się kosztownym, ale bezużytecznym artefaktem. Zniszczenie Iranu miałoby na celu rozbicie Heartlandu, aby świat pozostał zależny od amerykańskich szlaków morskich i dolara – Iran jest więc nie tyle celem sam w sobie, co kluczowym ogniwem w łańcuchu, który Ameryka desperacko próbuje zerwać.

CYNICZNYM OKIEM: Ameryka walczy nie o demokrację, nie o prawa człowieka, nie o wolność – walczy o to, żeby świat nadal płacił za przesyłki jej walutą i pływał jej szlakami. Cała reszta to opakowanie, a Bliski Wschód to po prostu magazyn, którego klucze nie mogą trafić w niepowołane ręce.

Profesor zwraca też uwagę na istotną różnicę między Iranem a innymi krajami, w których USA próbowały wymusić zmianę władzy. W Wenezueli elity były proamerykańskie, miały majątki w Stanach i chętnie negocjowały. Natomiast irańskie elity od ponad 40 lat żyją w warunkach sankcji, są biedne i rozgoryczone, przez co nie mają nic do stracenia i pozostają zjednoczone w oporze przeciwko Ameryce. To fundamentalna różnica – nie da się kupić kogoś, kto od dekad nie ma konta, na które mógłbyś przelać pieniądze. Iran nie jest Wenezuelą i każda strategia oparta na tym porównaniu jest skazana na porażkę.

Zgodnie z teorią przywołaną przez Xueqina, kto kontroluje Heartland, ten kontroluje handel światowy, a kto kontroluje handel, kontroluje świat. Jeśli ta logika jest choćby w połowie trafna, to Bliski Wschód nie jest areną lokalnego konfliktu – jest polem bitwy o kształt całego XXI wieku. A Polska, jako kraj leżący na obrzeżach Heartlandu i jednocześnie głęboko osadzony w amerykańskim systemie sojuszy, powinna śledzić tę rozgrywkę ze szczególną uwagą. Bo kiedy imperia grają w szachy, pionki rzadko mają cokolwiek do powiedzenia.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *