Izraelskie lotnictwo uderzyło w środę w serce irańskiego systemu represji. Celem nalotów były obiekty i osoby powiązane z tłumieniem protestów – w tym członkowie paramilitarnej formacji Basidż oraz wysokiej rangi urzędnicy wywiadu. Razem z siłami USA Izrael zaatakował m.in. teherańską kwaterę główną Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej – instytucji, która od dekad stanowi zbrojny kręgosłup reżimu.
Strategia jest czytelna: osłabić aparat przymusu z powietrza, by obywatele mogli rzucić wyzwanie władzy na lądzie. Izraelscy urzędnicy wprost mówią o otwarciu drogi do ludowego powstania. W praktyce oznacza to uderzenie w kwaterę główną IRGC „Sarallah”, koordynującą działania wywiadu, policji i Basidżu podczas zamieszek, a także w dowództwo policyjnych jednostek specjalnych Faraj – potwierdzono śmierć ich szefa wywiadu, Golamrezy Rezaiana.

CYNICZNYM OKIEM: Izrael postanowił wyzwolić Irańczyków – oczywiście z powietrza i bez pytania o zdanie. Najbardziej humanitarny jest zawsze ten, kto zrzuca bomby na oprawców, a potem czeka, aż ofiary same sobie poradzą z resztą.
Powstanie z zewnętrznym wsparciem – zakład bez precedensu
Analitycy studzą entuzjazm. Ali Vaez z International Crisis Group ostrzega, że założenie „naloty dokończą dzieła z góry, podczas gdy Irańczycy dopełnią go z dołu” to scenariusz bez żadnego jasnego modelu historycznego. Autorytarne reżimy o ugruntowanej strukturze – takie jak Islamska Republika Iranu – wykazują odporność, której sama siła powietrzna pokonać nie może. Rząd w Teheranie zachowuje niemal całkowity monopol na broń w większości kraju, a patrole Basidżu trwają mimo strat.
Kontekst jest brutalny: w wyniku tłumienia protestów w styczniu zginęły tysiące osób. Według organizacji Human Rights Activists in Iran łączna liczba ofiar niepokojów przekroczyła 7000. Ofiary cywilne samego konfliktu zbrojnego to już ponad 1000 osób, w tym 180 dzieci – co paradoksalnie może wzmocnić poparcie twardogłowych dla reżimu wśród tych, którzy stracili bliskich wskutek nalotów.
Dezercja na żądanie Trumpa
Do akcji włączył się były prezydent Donald Trump, wzywając żołnierzy IRGC, armię i policję do złożenia broni.
„Wzywam IRGC, irańską armię i policję do złożenia broni i otrzymania pełnego immunitetu, w przeciwnym razie czeka was pewna śmierć” – oświadczył w niedzielę, powtarzając groźbę dwukrotnie. Retoryka pewnej śmierci jako narzędzie dyplomatyczne to osobny rozdział w historii negocjacji.
CYNICZNYM OKIEM: Trump oferuje irańskim żołnierzom immunitet i życie – w zamian za kapitulację przed krajem, który ich właśnie bombarduje. To nie polityka zagraniczna, to oferta nie do odrzucenia prosto z gangsterskiego podręcznika.


