W 2008 roku przed amerykańskim sądem federalnym zakończył się proces, który powinien był wstrząsnąć opinią publiczną po obu stronach Atlantyku. Pięciu liderów Holy Land Foundation – największej islamskiej organizacji charytatywnej w Stanach Zjednoczonych – zostało skazanych za przesyłanie gotówki z krajów zachodnich do Hamasu i Bractwa Muzułmańskiego. FBI prowadziło to przełomowe dochodzenie przez piętnaście lat. Skazani – Shukri Abu Baker, Ghassan Elashi, Mufid Abdulqader, Abdulrahman Odeh i Mohammad El-Mezain – stali się znani jako „Piątka z Holy Land”. Wśród przejętych dokumentów znajdował się jednak materiał znacznie ważniejszy niż dowody przelewów – dokument strategiczny sporządzony w 1991 roku przez wyższego rangą agenta Bractwa Muzułmańskiego, Mohameda Akrama.
Dokument nosił tytuł „Memorandum wyjaśniające ogólny cel strategiczny Grupy w Ameryce Północnej” i nakreślał program zwany „Procesem Cywilizacyjno-Dżihadystycznym”, znanym również jako „Ukryty Dżihad”. Zawierał szczegółowe metody ustanowienia islamu jako „alternatywy cywilizacyjnej” na Zachodzie oraz wezwanie do „sabotowania Zachodu i jego nędznego domu rękami tubylców ORAZ rękami wierzących, tak aby Zachód został wyeliminowany”. Plan wprost odwoływał się do wykorzystywania zachodnich instytucji, praw i nieświadomych sojuszników – grup progresywnych, organizacji pozarządowych, mediów, polityków, akademików i organizacji praw obywatelskich – do promowania islamskiego programu.
Gramsci, Bractwo i wspólny wróg
Taktyka opisana w memorandum obejmowała infiltrację edukacji, mediów, rządu i finansów oraz sojusze z podmiotami nieislamskimi „gdy jest to korzystne taktycznie”, przy jednoczesnym zachowaniu separacji ideologicznej. Powiązany dokument Bractwa z 1982 roku, zwany „Projektem”, nakreślał stuletni globalny plan o podobnych elementach – budowanie równoległych społeczeństw, wykorzystywanie zachodnich wolności i tworzenie pragmatycznych koalicji.
Jednym z kluczowych problemów było znalezienie zachodnich „rzeczników”, którzy uczyniliby imigrację i integrację islamu bardziej oficjalną. Dwadzieścia pięć lat temu uważano to za niemal niemożliwe. Jednak około 2014 roku fundamentaliści szariatu znaleźli chętnego sojusznika w nowej, „przebudzonej” lewicy.
Paralela z marksizmem jest uderzająca. Antonio Gramsci, założyciel Włoskiej Partii Komunistycznej, opracował w „Zeszytach więziennych” koncepcję hegemonii kulturowej – infiltracji i przejmowania kluczowych instytucji w celu erozji norm kulturowych i przekształcenia świadomości społecznej, dopóki socjalizm nie stanie się nową normą ideologiczną. Jego idee są dziś często studiowane w celu lepszego zrozumienia programu Ukrytego Dżihadu.
CYNICZNYM OKIEM: Gramsci i Bractwo Muzułmańskie nigdy się nie spotkali, ale napisali niemal identyczne instrukcje obsługi. Jedni chcą raju robotników, drudzy kalifatu – ale obaj zgadzają się, że droga wiedzie przez uniwersytety i biurokrację.
Sojusz, który nie powinien istnieć
Na pozór partnerstwo między islamem a lewicą wygląda na sprzeczność nie do pogodzenia. Społeczeństwa muzułmańskie definiuje zasada dominacji, plemienność i brutalna teokracja – zerowa tolerancja dla feminizmu, homoseksualizmu, teorii transpłciowości czy ateizmu. Świat marksistowski jest zakorzeniony w ateizmie i relatywizmie moralnym. Jednak obie grupy mają tego samego głównego wroga – chrześcijaństwo i konserwatywny porządek zachodni.
Na tym skrzyżowaniu korzyści i wspólnej nienawiści wyrasta wielokulturowość, którą krytycy określają jako zaktualizowaną wersję strategii hegemonii kulturowej Gramsciego, połączoną z koncepcjami supremacji etnicznej lub religijnej.
W Stanach Zjednoczonych mechanizm ten przybiera konkretne formy. Dziennikarze obywatelscy, tacy jak Nick Shirley, obnażają powszechne nadużycia wśród migrantów – większość powiązana z somalijskimi imigrantami muzułmańskimi, dokonywana przy pomocy lewicowych organizacji pozarządowych i polityków. Somalijscy migranci w Minnesocie głosowali w 80% na Demokratów w 2024 roku.
Teatralna fasada „inkluzywności” przybiera groteskowe formy. Gdy burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani zatrudnia osoby transpłciowe w swojej administracji, jednocześnie organizując muzułmańskie kolacje na podłodze swojego biura, obserwujemy performatywną sprzeczność, która jednak doskonale służy krótkoterminowym celom obu stron.
Sama koncepcja dyskutowania o agendzie Ukrytego Dżihadu w 2026 roku jest etykietowana jako „rasistowska” przez progresywnych aktywistów – mimo że islam nie jest rasą. Gdyby ktoś cofnął się o piętnaście lat i opisał obecną sytuację imigracyjną, zostałby wyśmiany i nazwany teoretykiem spiskowym.
CYNICZNYM OKIEM: „Queers for Palestine” to hasło, które w Gazie miałoby żywotność krótszą niż wpis na Twitterze. Ale w Brooklynie świetnie wygląda na transparencie – i o to właśnie chodzi.
W miarę postępu wojny w Iranie krytycy przewidują eksplozję napięć ze strony lewicowych i muzułmańskich środowisk w USA, co zmusi Amerykanów do zakwestionowania fundamentalnych koncepcji wolnego i otwartego społeczeństwa. Ojcowie Założyciele nigdy nie tolerowaliby antyzachodniej inwazji ideologicznej – argumentują zwolennicy twardszego kursu. Pytanie, czy republika konstytucyjna może przetrwać taką wojnę kulturową z nienaruszonymi fundamentami, pozostaje otwarte. Jedno jest jednak pewne – strategiczny dokument sprzed trzydziestu lat okazał się proroczy w stopniu, który powinien niepokoić każdego, kto ceni zachodnią cywilizację.



