Podczas przesłuchania w Senacie USA sekretarz skarbu Scott Bessent otwarcie przyznał, że amerykańskie sankcje wobec Iranu miały doprowadzić do wybuchu styczniowych zamieszek, które pochłonęły tysiące ofiar. Występując przed komisją bankową, Bessent pochwalił się, że presja finansowa spełnia swoją funkcję: „Reżim traci grunt pod nogami, a elita przerzuca pieniądze za granicę jak szalona.”
Nie jest to przypadkowy język. Polityk określił sytuację jako moment, w którym „szczury opuszczają statek” – wprost sugerując kapitałową ucieczkę irańskiej klasy rządzącej. Odwołał się też do swojego wcześniejszego wystąpienia z 2025 roku, kiedy cynicznie zapowiedział cel strategii USA: „Zróbmy z Iranu bankruta.”
CYNICZNYM OKIEM: Demokracja po amerykańsku – najpierw sankcje, potem zamieszki, a potem sukces moralny.
Od sankcji do sabotażu
Słowa Bessenta wpisują się w szerszy wzorzec tzw. maksymalna polityka nacisku, którą prezydent Trump utrzymuje wobec Iranu od początku kadencji. Uderzenia gospodarcze uzupełnia ofensywa militarna i wywiadowcza:
- Izrael zlikwidował kilku czołowych naukowców jądrowych Iranu.
- Współplanował atak USA na generała Kassema Sulejmaniego w 2020 roku.
- W ciągu ostatnich dwóch lat przeprowadził serię precyzyjnych zabójstw liderów wspieranych przez Iran ugrupowań – od Hezbollahu w Libanie po Huti w Jemenie.
- A w czerwcu 2025 roku izraelskie naloty na Iran wywołały 12-dniowy konflikt, z ponad tysiącem zabitych po stronie irańskiej.
To ciągła wojna na wyniszczenie, w której gospodarka Iranu ma się załamać pod ciężarem izolacji, a społeczeństwo – doprowadzić do zmiany władzy własnymi rękami.
CYNICZNYM OKIEM: Sankcje działają najskuteczniej wtedy, gdy głód i gniew można nazwać „oddolnym ruchem prodemokratycznym.”
Iran między upadkiem, a przetrwaniem
Według Bessenta ucieczka kapitału z Iranu przyspiesza, co amerykańska administracja uznaje za oznakę słabości. Jednak Teheran wciąż prowadzi rozmowy z USA – z naciskiem na zniesienie części sankcji w zamian za ograniczenia w programie nuklearnym.
Jak dotąd jednak nie ma nowego porozumienia, a zgodnie z analizą senatora Marco Rubio, kolejny amerykański atak na Islamską Republikę jest „wysoce prawdopodobny.”
Waszyngton może więc mówić o prawach człowieka i stabilności, ale w praktyce gra na załamanie gospodarcze państwa z 85‑milionową populacją.
Bo jak pokazały słowa sekretarza skarbu: w polityce sankcji współczucie kończy się tam, gdzie zaczyna się skuteczność.


