Zachodni urzędnik twierdzi, że Iranowi pozostało zaledwie kilka dni ognia rakietowego. Iran twierdzi, że dotąd użył jedynie starszych zapasów, a nowsze pociski czekają w gotowości. Kto mówi prawdę? W mgle wojny informacyjnej odpowiedź brzmi – prawdopodobnie żadna ze stron.

Osiem tygodni zamiast kilku dni
Warto zacząć od tego, jak szybko rozszerza się zakres operacji. Trump początkowo wspominał o dniach lub maksymalnie pięciu tygodniach działań bojowych. Sekretarz obrony Pete Hegseth zasugerował w środę, że kampania może przedłużyć się do ośmiu tygodni. Harmonogram puchnie z każdym dniem, a cele militarne pozostają, jak delikatnie ujmują to analitycy, nieco niejasne.
Na tym tle The Wall Street Journal opublikował raport powołujący się na zachodniego urzędnika, według którego liczba wystrzałów irańskich pocisków balistycznych spada i przy obecnym tempie Teheranowi pozostało kilka dni ognia. Ten sam urzędnik natychmiast dodał zastrzeżenie – spadek może wynikać równie dobrze z faktu, że Iran oszczędza rakiety, aby operacje mogły potrwać dłużej.
Admirał Brad Cooper, najwyższy dowódca USA w regionie, potwierdził, że zdolność Iranu do atakowania maleje po tym, jak setki pocisków balistycznych, wyrzutni i dronów stały się celami nalotów.

CYNICZNYM OKIEM: Anonimowy zachodni urzędnik mówi dziennikarzowi WSJ, że Iranowi kończy się amunicja. Ten sam typ źródła mówił w 2003 roku, że Irak ma broń masowego rażenia. Ale tym razem na pewno jest inaczej – bo tym razem urzędnik poprosił o anonimowość z zupełnie innych powodów.
Podziemne miasta rakietowe kontra pobożne życzenia
Teza o szybkim wyczerpywaniu się irańskiego arsenału ma poważną lukę logiczną. Iran od lat budował podziemne kompleksy rakietowe – tak zwane miasta rakietowe – przygotowując się właśnie na taki scenariusz. Kraj, który dekadami szykował się do konfrontacji z USA, raczej nie wyczerpie arsenału w ciągu tygodnia.
Tymczasem irańskie pociski balistyczne wyrządzają realne szkody. Infrastruktura radarowa i wojskowej łączności Pentagonu w regionie Zatoki odnotowuje znaczne uszkodzenia. Wiele pocisków przedziera się przez izraelskie systemy obrony przeciwlotniczej – liczba ofiar śmiertelnych w Izraelu wynosi co najmniej dziesięć, a dziesiątki osób są rannych, choć IDF nie publikują nowych danych od weekendu.
CYNICZNYM OKIEM: Każdej gorącej wojnie towarzyszy wojna informacyjna. Pentagon karmi prasę optymistycznymi szacunkami, Iran przechwala się nienaruszonymi zapasami, a prawda leży gdzieś pod gruzami zbombardowanej wyrzutni – ale nikt nie ma ochoty tam zaglądać, bo narracja jest ważniejsza od faktów.
Nawet gdy zdolność Iranu do wystrzeliwania zaawansowanych pocisków maleje, kraj wciąż może utrzymywać stały rytm ataków przy użyciu tańszych systemów, takich jak drony. Wojna na wyczerpanie zasobów trwa po obu stronach – a kluczowym pytaniem nie jest, komu skończą się rakiety, lecz komu skończy się cierpliwość.


