Stany Zjednoczone w trakcie kampanii wojskowej przeciwko Iranowi sięgnęły po niemal cały zapas niewykrywalnych dla radarów pocisków manewrujących JASSM-ER, wystrzeliwując co najmniej 1000 tych dalekosiężnych, precyzyjnych pocisków stealth w kluczowe cele należące do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Skala operacji jest bezprecedensowa, a wraz z nią rośnie ryzyko, które od dawna spędza sen z powiek planistom z Pentagonu. Każde uderzenie zaawansowaną bronią niesie bowiem groźbę, że niewybuch lub częściowo nienaruszony pocisk wpadnie w ręce przeciwnika, dając mu materiał do badań, udoskonalania środków przeciwdziałania i przyspieszenia prac nad własną kopią tej technologii.
Nowy raport portalu Army Recognition, powołujący się na dziennikarza obronnego Babaka Taghvaee, donosi, że Iran odzyskał szczątki pocisku JASSM-ER w pobliżu miasta Arak. Jeśli doniesienia się potwierdzą, Teheran może uzyskać dostęp do fragmentów, których wartość wywiadowcza jest trudna do przecenienia.
Co dokładnie miało wpaść w ręce Iranu?
Według cytowanego bloga militarnego odzyskane odłamki rzekomo obejmują sekcje kompozytowego płatowca, elementy konstrukcyjne, fragmenty układu napędowego oraz możliwe elementy awioniki. Materiały te mogłyby ujawnić tajniki konstrukcji stealth, paliwooszczędnego napędu i projektu zapewniającego przeżywalność na polu walki, czyli właśnie te cechy, które czynią JASSM-ER bronią klasy premium w amerykańskim arsenale.
Army Recognition powołuje się na zdjęcia opublikowane na platformie X przez Taghvaee, na których widać poważnie uszkodzony, lecz w dużej mierze nienaruszony wrak. Pocisk prawdopodobnie nie eksplodował, co oznacza, że irańscy specjaliści mogą badać jego konstrukcję w warunkach znacznie lepszych niż w przypadku rozproszonych odłamków.
CYNICZNYM OKIEM: Amerykanie wystrzeliwują tysiąc pocisków za miliardy dolarów, a Iran dostaje darmowy kurs zaawansowanej inżynierii lotniczej. To nie wojna, to transfer technologii z dostawą do drzwi.
Lekcja, której Pentagon się nie nauczył
Cała sytuacja boleśnie przypomina incydent z 2011 roku, kiedy Iran przejął amerykańskiego bezzałogowego drona szpiegowskiego stealth RQ-170 Sentinel. Teheran ogłosił wówczas, że dokonał jego inżynierii wstecznej, a następnie zaprezentował własne maszyny wzorowane na amerykańskim oryginale.
Z linii rozwojowej zainspirowanej RQ-170 wyszły rodziny dronów Shahed-171/Simorgh oraz Shahed-191/Saegheh. Agencja Reuters informowała w 2014 roku, że Iran ogłosił odbycie lotu przez zbudowaną w kraju kopię RQ-170, co stanowiło wówczas symboliczne zwycięstwo propagandowe Teheranu.
Dziś Iran jest jednym z wiodących producentów dronów kamikadze Shahed, obok Rosji i Ukrainy. Maszyny te sieją spustoszenie w amerykańskich bazach wojskowych i krajach sojuszniczych, a Stany Zjednoczone w odpowiedzi intensyfikują prace nad własną wersją tego typu broni, nazwaną „Lucas”. Historia zatacza więc koło w sposób, którego żaden strateg w Waszyngtonie nie chciałby oglądać dwa razy w ciągu jednej dekady.



