Sobota na Bliskim Wschodzie zaczęła się od operacji „Epic Fury” i skończyła widokiem płonącego hotelu Fairmont na Palm Jumeirah w Dubaju. Między tymi dwoma punktami mieści się eskalacja, która w ciągu kilkunastu godzin przekształciła regionalny konflikt w coś, czego rozmiarów nikt jeszcze w pełni nie ogarnia.
Iran wystrzelił rakiety balistyczne na co najmniej pięć krajów jednocześnie. Nie na bazy wojskowe na pustyni – na kwatery główne marynarki wojennej, miejskie centra, ikony architektury turystycznej, lotniska i instalacje cywilne. Piąta Flota USA w Bahrajnie – trafiona. Palm Jumeirah w Dubaju – trafiona lub uszkodzona przez szczątki. Przestrzeń powietrzna nad Kuwejtem, Katarem, Jordanią i Arabią Saudyjską – rakiety balistyczne latają tam, gdzie jeszcze rano przelatywały linie lotnicze.
Kraje Zatoki Perskiej, w których znajdują się amerykańskie bazy, są mocno dotknięte atakami, w tym tymi, które wydają się być poważnymi uderzeniami w centra miast:
CYNICZNYM OKIEM: Przez dekady eksperci ostrzegali, że Iran posiada rozbudowane zdolności rakietowe i jest gotów ich użyć. Przez dekady Waszyngton i Tel Awiw odpowiadali, że odstraszanie działa. Sobota jest testem tej tezy – i wyniki są mieszane.
Kraj po kraju – pierwsza salwa
Anatomia irańskiej odpowiedzi jest dokładna w swojej rozległości. Bahrajn przyjął potwierdzone uderzenie w kwaterę główną Piątej Floty Marynarki Wojennej USA – centrum dowodzenia dla każdej amerykańskiej operacji morskiej w Zatoce Perskiej. Państwowa agencja bahrajńska potwierdziła atak, liczba ofiar nieznana.
Niepotwierdzone filmy: Czy Irańczycy próbują uderzyć w Burj Khalifa w Dubaju?
ZEA – wiele rakiet przechwyconych przez emiracką obronę powietrzną, jeden cywil zginął od spadających odłamków w Abu Zabi. Ministerstwo obrony ZEA potwierdziło przechwycenia. Emiraty, które przez lata budowały relacje z Iranem jako równowagę wobec dominacji saudyjskiej, właśnie przyjęły na swojej ziemi akt wojny.
Tak długo, jak trwają ataki USA i Izraela na Iran, pociski balistyczne będą prawdopodobnie nadal lecieć w kierunku Izraela i krajów Zatoki Perskiej.
Hotel Fairmont The Palm płonie na Palm Jumeirah – Biuro Medialne Dubaju potwierdziło incydent i poinformowało, że pożar został opanowany. Czy to bezpośrednie trafienie czy szczątki rakiet – nie zmienia to faktu, że jedna z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji turystycznych świata stała się celem lub ofiarą kolateralną konfliktu, który zaczął się kilka godzin wcześniej w Teheranie.
Najwyraźniej szyiccy obywatele Bahrajnu świętują uderzenie drona w bazę amerykańską.
Katar – rakieta przechwycona, brak szkód, potwierdzone przez katarskie ministerstwo spraw wewnętrznych. Ten sam kraj, który przez dwadzieścia lat gościł bazę Al Udeid jako gest regionalnej równowagi, właśnie zobaczył irańską rakietę lecącą w kierunku swojego terytorium. Ta równowaga skończyła się tego ranka.
Kuwejt – rakiety „unieszkodliwione” w przestrzeni powietrznej, bez doniesień o zniszczeniach. Jordania – dwie irańskie rakiety zestrzelone przez jordańskie wojsko, co jordańskie siły zbrojne potwierdziły bezpośrednio. Jordania przechwytywała irańskie rakiety w czerwcu 2025 roku w obronie Izraela. Tym razem Iran obrał za cel samą Jordanię.
Arabia Saudyjska – agencja Fars News twierdziła o uderzeniach, brak saudyjskiego potwierdzenia. Ta niepewność jest sama w sobie znacząca: albo do ataków nie doszło, albo Rijad nie jest gotowy o nich mówić. Obie możliwości mają ogromne konsekwencje. Królestwo, które zawarło z Iranem odprężenie za pośrednictwem Chin zaledwie kilkanaście miesięcy temu, wydało oficjalne oświadczenie potępiające „rażącą irańską agresję” wobec emiratów, Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu i Jordanii. Bez słowa o niesprowokowanym ataku USA i Izraela na Teheran.
Izrael również zostaje trafiony, zgodnie z oczekiwaniami:
CYNICZNYM OKIEM: Arabia Saudyjska przez weekend przeszła od odprężenia z Iranem do „pełnej solidarności” z atakowanymi krajami Zatoki. Dyplomacja w regionie ma tę cechę, że jest bardzo elastyczna w obliczu faktu dokonanego. Rijad kalkuluje, że nie ma wyboru – i prawdopodobnie ma rację.
Tymczasem irańskie miasta zmagają się z tym przez cały dzień.
Efekt domina i katastroficzne analogie
Negar Mortazavi, starsza analityczka z Center for International Policy, mówi wprost: „To będzie katastrofalne dla Stanów Zjednoczonych, dla Irańczyków i dla ludzi w całym regionie. Jak widzieliśmy już pierwszego dnia, wojna rozlewa się i krzywdzi innych”.
Porównuje scenariusz do efektu domina po inwazji Busha na Irak w 2003 roku. Dodaje, że negocjacje nuklearne między Waszyngtonem, a Teheranem robiły postępy przed atakiem – co czyni operację „Epic Fury” decyzją polityczną, nie odpowiedzią na bezpośrednie zagrożenie.

Teheran nie zamierza być „powściągliwy” – ponieważ walczy o przetrwanie i wykorzysta wszystko, co ma, a zwłaszcza kilometry podziemnych „miast rakietowych”.
Analitycy regionalni wskazują na kluczowy fakt militarny, który Izrael i USA wzięły pod uwagę – i który jednocześnie sprawia, że konfliktu nie da się szybko zakończyć. Iran posiada rozciągające się na kilometry podziemne „miasta rakietowe” – instalacje, których zniszczenie z powietrza jest wyjątkowo trudne. Teheran walczący o przetrwanie reżimu użyje wszystkiego, co posiada.
Irański Shahed wydaje się uderzać w amerykańską bazę morską w Bahrajnie.
Syreny w Tel Awiwie i całym środkowym Izraelu, eksplozje nad Zachodnim Brzegiem przechwytywanych rakiet, dym nad Manamą – to obraz pierwszego dnia. Trump powiedział, że może zakończyć operację w „dwa lub trzy dni”. Historia wojen na Bliskim Wschodzie sugeruje, że plany trwania operacji i ich faktyczny czas trwania rzadko się pokrywają.
Jedna rzecz jest pewna: każdy kraj w promieniu dwóch tysięcy kilometrów od Teheranu musiał w sobotę na nowo przeliczyć swoje opcje. Część z nich – jak Kuwejt, który zachowywał neutralność w każdym kryzysie od 1991 roku – właśnie odkryła, że neutralność nie chroni przed irańskimi rakietami balistycznymi. Bliski Wschód płonie, a pożar ma własną logikę, której nie da się zamknąć w ośmiominutowym przemówieniu.



