Ali Laridżani, sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu, nie żyje. Irańskie media państwowe potwierdziły jego śmierć późnym wieczorem we wtorek, kilka godzin po tym, jak Izrael jako pierwszy podał tę informację. Agencja Fars opisała okoliczności ataku z brutalną precyzją: Laridżani zginął wraz ze swoim synem, jednym z zastępców i grupą ochroniarzy w domu swojej córki w rejonie Pardis, trafiony przez myśliwce amerykańskie i izraelskie. Irańska propaganda natychmiast nadała mu tytuł męczennika, co w tej wojnie stało się już rytuałem powtarzanym z niepokojącą regularnością.

Laridżani to drugi najwyższy rangą irański urzędnik zabity od początku konfliktu – pierwszym był sam ajatollah Ali Chamenei, zgładzony w pierwszym dniu wojny. Wraz z nim potwierdzona została również śmierć szefa Basidżu, Gholamrezy Solejmaniego. Systematyczna eliminacja irańskiego kierownictwa rodzi fundamentalne pytanie: z kim właściwie świat ma teraz negocjować zakończenie tej wojny?
Rosja i drony kamikaze – widmo internacjonalizacji konfliktu
The Wall Street Journal opisuje dwa trendy, które sugerują pełzającą internacjonalizację konfliktu. Pierwszym jest rosnące zaangażowanie Rosji, która stara się utrzymać Iran „w walce” poprzez rozszerzoną wymianę danych wywiadowczych.
Moskwa dostarcza Teheranowi zdjęcia satelitarne i ulepszoną technologię dronów, pomagając namierzać siły amerykańskie w regionie. Dostarczona technologia obejmuje komponenty zmodyfikowanych dronów Shahed, poprawiające komunikację, nawigację i celowanie.
Rosja czerpie przy tym wprost ze swoich doświadczeń z Ukrainy. Jak podaje WSJ, oferuje „wskazówki taktyczne dotyczące tego, ile dronów powinno być używanych w operacjach i z jakich wysokości powinny uderzać”. Strategia jest czytelna – przedłużanie wojny utrzymuje USA i Izrael w martwym punkcie, co przynosi Moskwie geostrategiczne korzyści.
Pojawiają się również doniesienia o zwiększonym wsparciu ze strony Chin, choć brak konkretów, które można by ostatecznie zweryfikować.
CYNICZNYM OKIEM: Rosja eksportuje na Bliski Wschód to, co przetestowała na Ukrainie – taktyki dronowe jako towar eksportowy. Gdy nie możesz wygrać własnej wojny, pomóż komuś przegrywać wolniej.
Po drugiej stronie barykady Pentagon również stawia na drony. USA dążą do masowej produkcji drona kamikaze o nazwie Lucas – będącego, co pikantne, amerykańską kopią irańskich dronów Shahed, które terroryzowały sąsiadów Iranu.
„Po zaledwie kilku latach kontynuujemy udoskonalanie tego rozwiązania i sprawiamy, że staje się ono czymś, co możemy produkować masowo na wielką skalę” – powiedział Emil Michael, podsekretarz obrony ds. badań i inżynierii.
Firma SpektreWorks wyprodukowała dotychczas jedynie „dziesiątki” tych dronów. Nie jest jasne, ile z nich faktycznie użyto w walce.
Trump, NATO i Cieśnina Ormuz – sojusznicy odwracają się plecami
Donald Trump zapewnia, że wojna skończy się „wkrótce”, po czym „ceny ropy spadną jak kamień”. Jednocześnie przyznaje, że USA „nie są jeszcze gotowe na opuszczenie Iranu”, ale zrobią to w „bliskiej przyszłości”. Potencjał grzęzawiska w stylu wietnamskim? Zlekceważony jednym zdaniem.
Kwestia Cieśniny Ormuz staje się nowym polem napięć. Iran deklaruje się jej strażnikiem, ogłaszając, że statki mogą przepływać wyłącznie „w koordynacji” z Teheranem. Mówi się o zawieraniu oddzielnych umów ze stolicami krajów BRICS – co w praktyce oznaczałoby budowanie alternatywnego systemu kontroli najważniejszego szlaku naftowego świata.
Trump twierdzi, że nie potrzebuje NATO do zabezpieczenia Ormuz. Problem w tym, że kluczowe państwa Sojuszu same odmawiają udziału. Emmanuel Macron postawił sprawę jasno: „Nie jesteśmy stroną konfliktu, dlatego Francja nigdy nie weźmie udziału w operacjach mających na celu otwarcie Cieśniny Ormuz”. Brak zaufania do często zmieniającej się koncepcji operacji Trumpa jest oficjalnym powodem odmowy sojuszników.
CYNICZNYM OKIEM: Trump nie potrzebuje NATO, NATO nie potrzebuje Trumpa, a Iran nie potrzebuje nikogo – bo ma Cieśninę Ormuz. Jedyna strona, która naprawdę przegrywa, to ceny ropy.
Tymczasem Izrael wydał najszerszy nakaz ewakuacji dla Libanu od czasu wojny z 2006 roku, co sugeruje możliwość otwarcia kolejnego frontu. Trump wspomina też o opóźnionym spotkaniu z Xi Jinpingiem, które ma dojść do skutku „za pięć tygodni”.
Nowa faza atakowania irańskich celów naftowych trwa, a każdy kolejny dzień konfliktu pogłębia chaos w strukturach dowodzenia Teheranu i jednocześnie oddala perspektywę jakichkolwiek negocjacji. Paradoks tej wojny polega na tym, że im skuteczniej eliminuje się rozmówców po drugiej stronie, tym trudniej znaleźć kogokolwiek, kto mógłby powiedzieć: dość.



