W przeddzień kolejnej rundy pośrednich negocjacji z USA, Iran wysłał najbardziej jednoznaczny sygnał gotowości do ustępstw od lat.
Szef irańskiej Organizacji Energii Atomowej, Mohammad Eslami, oświadczył, że Teheran jest gotów rozcieńczyć swój najbardziej wzbogacony uran (do 60% czystości), jeśli w zamian Stany Zjednoczone zniosą wszystkie sankcje finansowe.
To propozycja, która – choć z pozoru techniczna – może stać się punktem zwrotnym w wieloletnim sporze o irański program nuklearny. Reuters zauważa, że chodzi o zapasy przekraczające 440 kilogramów uranu o wysokim stopniu wzbogacenia, czyli materiału niebezpiecznie bliskiego poziomowi umożliwiającemu konstrukcję broni jądrowej.
CYNICZNYM OKIEM: Iran nie oferuje pokoju z miłości do dyplomacji. Robi to, bo sankcje bardziej bolą niż jakikolwiek pocisk.
Uran za dolary
Propozycja Eslamiego jest logiczna w swojej prostocie – rozcieńczenie broniowego potencjału w zamian za oddech gospodarczy. Po miesiącach protestów i zamieszek wewnątrz kraju, wywołanych rosnącymi cenami i bezrobociem, władze w Teheranie poszukują czegokolwiek, co pozwoli złagodzić presję ekonomiczną bez utraty twarzy.
Waszyngton na razie nie odpowiedział, choć według źródeł w Omanie, gdzie toczą się rozmowy, Biały Dom rozważa „ograniczone porozumienie” – coś na kształt złagodzonej wersji układu JCPOA, którego Donald Trump jednostronnie wypowiedział w 2018 roku.
Iran z kolei odrzuca amerykańskie żądania dotyczące ograniczenia programu rakietowego i wspierania szyickich milicji w regionie. „Rozcieńczyć uran możemy – rozbroić się nie zamierzamy” – brzmi realny przekaz władz w Teheranie.
CYNICZNYM OKIEM: Z każdym rokiem geopolityka coraz bardziej przypomina targ. Różnica polega tylko na tym, że towar świeci w ciemności.
Polityka, siła i granice cierpliwości
Według analityków, w tym komentatora Moon of Alabama, Trump – mimo twardej retoryki – potrzebuje porozumienia, które można sprzedać jako sukces. Izrael z kolei patrzy na tę grę z narastającym niepokojem, obawiając się, że każda forma kompromisu umocni Iran jako regionalną potęgę.
Tymczasem w Zatoce Perskiej rośnie napięcie – USA rozmieszczają dodatkowe siły i transportowce w regionie, co przypomina etap „ciszy przed burzą”.
Jednak ekspert podkreśla: „Ameryka nie jest już tą samą potęgą, co 30 lat temu. Iran zbudował system obrony rakietowej i flotę dronów, które mogą sparaliżować amerykańskie bazy. Siła odstraszania działa w obie strony.”
W rezultacie – paradoksalnie – szanse na dyplomację rosną wraz z ryzykiem wojny.
Jeśli więc dojdzie do porozumienia, to nie dlatego, że strony sobie ufają – lecz dlatego, że obie dotknęły granic, których nie chcą przekroczyć: gospodarczej i militarnej.


