Iran postanowił przypomnieć światu, że pod powierzchnią Zatoki Perskiej kryje coś więcej niż ryby i ropa. Na antenie państwowej telewizji Teheranu zaprezentowano sieć „podwodnych tuneli rakietowych”, zdolnych – jak twierdzi Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) – do odpalania pocisków manewrujących w zasięgu ponad 1000 kilometrów. Na nagraniach widać komandora marynarki IRGC, Alirezę Tangsiriego, przechadzającego się wśród szeregu błyszczących pocisków, gotowych – przynajmniej symbolicznie – do wystrzału.

Tangsiri z dumą oświadczył, że „nasze możliwości stale się rozwijają” i że siły Iranu są gotowe „na każdy poziom zagrożenia i w każdej geografii”. Przetłumaczone z retoryki na realia, oznacza to – sprawdzajcie, czy atomowa „piękność” Trumpa, jak nazwał swój lotniskowiec USS Abraham Lincoln, nie zaszedł za daleko.
Hormuz – gardło świata i karta przetargowa Iranu
Polityczny sens tych gróźb jest oczywisty. Cieśnina Ormuz to gardło światowego handlu ropą – płynie tędy aż 37 procent globalnego transportu naftowego. Zamknięcie jej choćby na kilka dni byłoby ciosem w gospodarkę Zachodu większym niż sankcje czy cyberataki.
Oficer IRGC Mohammad Akbarzadeh stwierdził, że Iran dysponuje „realnym rozpoznaniem z nieba, powierzchni i spod wody”, co w praktyce brzmi jak ostrzeżenie: wiemy, gdzie twoje statki śpią.
Podczas dwunastodniowej wojny USA i Izraela przeciw Iranowi w czerwcu Teheran nie zdecydował się na blokadę, ale dziś wyraźnie sugeruje, że cierpliwość się kończy. Szef irańskiego MSZ Abbas Araghchi, przebywający w Turcji na rozmowach mających zapobiec eskalacji, powtarza, że Iran wojny nie chce – lecz uderzy we wszystkie amerykańskie bazy w regionie, jeśli zostanie zaatakowany.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy Iran mówi, że nie chce wojny, oznacza to, że właśnie kończy montować kamery w rakietowych tunelach – po to, by cały świat mógł to zobaczyć w rozdzielczości HD.
Groźby, demonstracja, rytuał
Waszyngton reaguje po swojemu – wysyła więcej okrętów i myśliwców, a Trump ogłasza, że „piękna armada” płynie w stronę Iranu. Dla obu stron to nie tyle przygotowanie do wojny, ile rytuał odstraszania, w którym każdy gest ma znaczenie medialne, a każdy ruch floty to komunikat dla rynków.
Araghchi zapewnia, że irańskie wojsko „z palcem na spuście” odpowie „natychmiast i potężnie” na każdy atak. A misja Iranu przy ONZ ostrzega, że odpowiedź będzie „jak nigdy dotąd”. W tej grze nikt nie chce być pierwszym, kto pociągnie za spust – ale każdy chce, żeby przeciwnik uwierzył, że zrobi to bez wahania.
CYNICZNYM OKIEM: Teheran chowa rakiety pod ziemię, Waszyngton demonstruje je na pokładzie lotniskowców. Wspólny mianownik? Obie strony najbardziej boją się, że nikt już nie bierze ich gróźb na poważnie.


