Ali Laridżani, szef irańskiego bezpieczeństwa, kategorycznie zaprzeczył doniesieniom „Wall Street Journal” o rzekomym kontakcie z Waszyngtonem poprzez Oman w sprawie rozmów nuklearnych. „Nie będziemy negocjować ze Stanami Zjednoczonymi” – rzucił twardo, zamykając drzwi do dyplomacji w momencie, gdy Bliski Wschód płonie. To deklaracja, która brzmi jak wyzwanie rzucone Trumpowi – negocjacje? Może po czterech tygodniach wojny.

Prezydent USA, nie tracąc impetu, wyjawił, że miał trzech lub czterech potencjalnych kandydatów na następców w Iranie, ale wszyscy polegli w pierwszej fali ataków. Uderzono w setki celów: obiekty Gwardii Rewolucyjnej, systemy obrony powietrznej, dziewięć okrętów i budynki marynarki wojennej. Trump szacuje, że operacja potrwa cztery tygodnie – „duży kraj, ale nasza siła wystarczy” – cytuje „Daily Mail”.
Trump i Netanjahu – marzenie o dominacji
„Washington Post” cytuje Benjamina Netanjahu, który triumfuje: bombardując Iran, Izrael zyskuje „wsparcie Stanów Zjednoczonych, mojego przyjaciela, prezydenta USA Donalda Trumpa oraz amerykańskiej armii”. To koalicja, do której dążył od 40 lat – i teraz, gdy CIA śledziła ajatollaha Chameneiego tygodniami, przekazując Izraelczykom dane wywiadowcze, wszystko się ziściło. Chamenei najwyraźniej nie ukrywał się – co tylko ułatwiało sprawę.
Tymczasem Wielka Brytania, lojalny sojusznik, grozi przystąpieniem do wojny – donosi „The Telegraph”. Premier Keir Starmer już udostępnił bazy do ataków na irańskie wyrzutnie. Tymczasem Iran kontruje: doniesienia o hipersonicznych rakietach na Jerozolimę, potężnym uderzeniu na bazę USA w Erbilu z ogromnymi pożarami.
CYNICZNYM OKIEM: Trump liczy tygodnie jak w reality show – „cztery lub krócej”. Netanjahu śni o 40 latach planów spełnionych dzięki „przyjacielowi Donaldowi”. A Iran? Zaprzecza negocjacjom, bo wie, że słowo raz dane Waszyngtonowi kończy się jak JCPOA – w śmietniku historii.
Chaos na peryferiach, Marines gotowi
Konflikt rozlewa się dalej: w Karaczi zamieszki przy konsulacie USA – uczestnicy przełamali linie perymetru bezpieczeństwa, liczba ofiar rośnie. Marines otworzyli ogień bezpośredni, co tylko dolewa oliwy do ognia antyamerykańskiego. Iran, choć osłabiony, pokazuje kły – hipersoniki na Jerozolimę, salwy na Erbil.
Trump gra va banque, szacując czas operacji na miesiąc – ale Iran nie pęka. Laridżani odrzuca rozmowy, podkreślając, że Teheran nie ugnie się pod presją. To patowa sytuacja: USA i Izrael wierzą w szybkie zwycięstwo, Zatoka liczy zestrzelone rakiety, a świat patrzy, jak cztery tygodnie Trumpa mogą rozciągnąć się w wieczność.
CYNICZNYM OKIEM: Szef bezpieczeństwa Iranu zaprzecza kontaktom z USA, jakby ktokolwiek w Teheranie wierzył w pokojowe wyjście. Trump ma „kandydatów” na tron – wszyscy martwi. Wojna trwa, bo negocjacje to słabość, a rakiety – jedyny język, który dziś ktoś rozumie.


