Amerykańsko-izraelskie bomby spadają na Iran drugi dzień z rzędu, „bez przerwy”, jak obiecał prezydent Trump. W tym piekle ajatollah Ali Chamenei, najwyższy przywódca Islamskiej Republiki, został zgładzony w pierwszej fali ataków. Media państwowe potwierdziły śmierć, powołując tymczasową Radę Przywództwa.
Alireza Arafi, 67-letni duchowny z Komu, członek Rady Strażników i Zgromadzenia Ekspertów, dołączył do prezydenta Masuda Pezeszkiana i szefa sądownictwa Gholamhosseina Mohseniego Edżeiego.

Arafi, były dyrektor seminariów islamskich, symbolizuje kontynuację twardego kursu – lojalny wobec Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), ma zapewnić przetrwanie reżimu.

W tle ciężkie bombardowania centrów dowodzenia w Teheranie. Izrael potwierdza: „większość wyższego dowództwa IRGC – około 40 osób – zginęła”. USA chwalą się dominacją w powietrzu po zniszczeniu radarów i obrony przeciwlotniczej. Iran melduje co najmniej 200 ofiar, w tym 85 dziewcząt w szkole zbombardowanej „przypadkowo”.
„Szok i przerażenie” Trumpa: Teheran to gęsto zaludnione, nowoczesne, kosmopolityczne miasto liczące prawie 10 milionów mieszkańców. W całym obszarze metropolitalnym mieszka ponad 16 milionów osób.
Masowe naloty na Teheran:
Żałoba i gniew na ulicach
Prezydent Pezeszkian ogłosił siedem dni wolnych i 40-dniową żałobę. Tłumy lojalistów – setki tysięcy według telewizji państwowej – zebrały się na Placu Rewolucji w Teheranie. Skandowali „Allah Akbar!”, żądając zemsty. Jeden z urzędników obiecał „przerażające ciosy”, po których USA i Izrael będą błagać o litość.
Ceremonie żałobne mają się odbyć mimo bomb. Pezeszkian nazwał zabójstwo „wielką zbrodnią” i „wypowiedzeniem wojny szyitom świata”. W antyrządowych kręgach doniesienia o cichych świętowaniach, ale oficjalne media pokazują jedność.
Za sterami operacyjnymi – według plotek – stoi Ali Laridżani, wyznaczony przez Chameneiego na wypadek śmierci. Były dowódca IRGC ma koordynować odwet.
Według doniesień Izrael poniósł poważne straty, choć wielu analityków twierdzi, że izraelska cenzura wojskowa pracuje na pełnych obrotach, zapobiegając ujawnieniu lawiny informacji. Niemniej jednak nadal istnieje wiele potwierdzeń uderzeń irańskich rakiet balistycznych:
CYNICZNYM OKIEM: Chamenei ginie pod bombami, a lojaliści wychodzą na ulice, jakby to był pogrzeb celebryty. Żałoba w cieniu nalotów? Klasyka reżimów – umieraj godnie, by naród zapomniał o korupcji i biedzie.
Trump gra va banque: Zmiana reżimu za wszelką cenę
Trump nie kryje ambicji. Cele: zniszczenie IRGC i pełna wolność dla Iranu. „To nie akcja jednorazowa” – sugeruje, choć unika na razie wojsk lądowych. Wojna powietrzna i ostrzały z morza, bez strat po stronie koalicji.
Izrael melduje ataki „w sercu Teheranu”. IDF: „Usuwamy zagrożenia dla Izraela”. Iran odpowiada rakietami balistycznymi na bazy USA w Zatoce, hotele i lotniska arabskich sojuszników. Po raz pierwszy – hiperdźwiękowe pociski Fattah-2, donosi agencja Fars. Tel Awiw oberwał w nocy, syreny wyją w całym kraju.

Analitycy szacują: konflikt potrwa tygodnie. Trump żąda końca reżimu, co oznacza inwazję lądową. Problem? Teheran to nie Irak 2003.
W ciągu kilku godzin po ogłoszeniu śmierci Chameneiego amerykańskie konsulaty generalne w Karaczi i Lahore zostały zaatakowane przez rozgniewane tłumy. „Według agencji AP, w niedzielę w pakistańskim mieście portowym Karaczi doszło do gwałtownych starć między protestującymi, a siłami bezpieczeństwa, w wyniku których zginęło co najmniej dziewięć osób, a ponad 50 zostało rannych, po tym jak setki demonstrantów próbowały szturmować konsulat USA”.
Globalne reperkusje: Od Bagdadu po Karaczi
Atak rozpalił Bliski Wschód. Irańskie rakiety uderzyły w sojuszników USA. Ataki na placówki dyplomatyczne:
- Karaczi i Lahore (Pakistan): Tłumy szturmowały konsulaty USA, 9 zabitych, ponad 50 rannych.
- Bagdad: Setki szyitów atakują ambasadę USA, rzucają kamieniami, ściągają spychacze. Irakijskie siły używają gazu łzawiącego.
Irak, z szyicką większością, lojalny wobec Teheranu – spuścizna obalenia Saddama przez neokonserwatystów. Zielona Strefa pod oblężeniem.
CYNICZNYM OKIEM: Trump bombarduje, by „wyzwolić” Iran, a w Pakistanie i Iraku tłumy palą flagi USA. Klasyczny efekt motyla – jedna bomba w Teheranie, a Zatoka w ogniu. Wolność? Raczej chaos na sterydach.
Tymczasowa rada kontra bomba atomowa
Rada z Arafi ma zapewnić ciągłość. Arafi łączy tradycję z modernizacją, ale IRGC widzi w nim gwarancję twardej linii. Problem: bomby niszczą centra dowodzenia, reżim radykalizuje się. Irańczycy „nie mają nic do stracenia”.
Pezeszkian żąda zemsty jako „obowiązek”. Ale czy przetrwają? Zgromadzenie Ekspertów musi szybko wyznaczyć stałego następcę, zanim Trump zmusi do kapitulacji. Wojna powietrzna to preludium – lądowa inwazja oznaczałaby masakrę w 16-milionowej metropolii.
Izrael blokuje informacje o stratach, ale rakiety dotarły. USA chwalą się bez strat, lecz Zatoka krwawi.
Śmierć Chameneiego to wstrząs. Reżim próbuje się trzymać – Rada, żałoba, obietnice odwetu. Ale bomby Trumpa i Netanjahu zmieniają reguły. Zmiana reżimu wisi w powietrzu, choć analitycy ostrzegają przed Irakiem 2.0.
Trump widzi w tym szansę na „wolny Iran”. Irańczycy – zbrodnię wojenną. Świat patrzy: czy Teheran padnie, czy rozpali globalny pożar? Historia szyitów pełna jest męczenników – Chamenei może stać się ich sztandarem.
Dla Kremla i Pekinu to okazja do testu sojuszy. Wojna trwa, bomby spadają, a tymczasowy lider Arafi musi dowieść, że przetrwanie jest możliwe pod gradem stali.
CYNICZNYM OKIEM: Ayatollah ginie, rada powstaje, Trump salutuje „wolności”. A na ulicach Teheranu tłumy skandują zemstę. Pokój przez bomby? To recepta na wieczną wojnę, gdzie zwycięzcy liczą gruzy, a przegrani – męczenników.


