Wojna z Iranem rozlewa się na cały region Zatoki Perskiej, a jej skutki uderzają w miejsca, których nikt nie wpisywał na mapę potencjalnych punktów zapalnych. We wtorek wściekły tłum wtargnął do konsulatu Kuwejtu w południowej irackiej prowincji Basra, po tym jak rakiety nadlatujące z kierunku Kuwejtu zabiły trzy osoby i raniły pięć kolejnych. Pocisk uderzył w dom w Khor al-Zubair w pobliżu Basry – jak przekazali Reutersowi przedstawiciele służb bezpieczeństwa i resortu zdrowia. Ani urzędnicy kuwejccy, ani iraccy nie wydali natychmiastowych oświadczeń, a sam incydent rakietowy pozostaje zagadką pod względem pochodzenia oraz motywów ataku. Jedna z hipotez mówi o rakiecie wystrzelonej z Iranu w stronę Kuwejtu, która omyłkowo przekroczyła granicę i spadła na irackie domy.
Protestujący nie czekali jednak na wyjaśnienia. Ich gniew ma konkretny adres – Kuwejt gości siły amerykańskie i rzekomo stanowi punkt wypadowy dla nalotów USA na Iran. Tłum przejął faktyczną kontrolę nad konsulatem, co oznacza gwałtowną eskalację wzdłuż jednej z najwrażliwszych granic w regionie.
Irak między Waszyngtonem, a Teheranem
Sytuacja ma głębszy kontekst geopolityczny. Irak posiada większość szyicką, a jego główni gracze polityczni pozostają przychylni losowi Iranu. To sprawia, że każdy cios wymierzony w Teheran odbija się echem na ulicach Basry i Bagdadu.
CYNICZNYM OKIEM: Kuwejt gości amerykańskie bazy, dostaje irańskie rakiety, a pretensje składa mu Irak. Geopolityka Zatoki Perskiej to gra w gorącego kartofla, gdzie każdy trzyma granaty.
Tymczasem sam Kuwejt znalazł się w dramatycznym położeniu. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nakazało blisko 5 milionom obywateli i mieszkańców pozostanie w schronach przez sześć godzin – od północy do godziny 6:00 rano czasu lokalnego w środę. Czas ten nie jest przypadkowy.
Pokrywa się z terminem wyznaczonym przez prezydenta Trumpa na godzinę 20:00 czasu wschodniego we wtorek, do którego Iran ma znieść blokadę cieśniny Ormuz. W Kuwejcie to 3:00 w nocy – sam środek okna zagrożenia. Ministerstwo poinstruowało obywateli, aby „pozostali w domach i unikali wychodzenia na zewnątrz, z wyjątkiem przypadków najwyższej konieczności”.
Odwet, który nie zna granic
Państwa Zatoki, obok Izraela, przyjęły na siebie główny ciężar irańskiego odwetu po ponad miesiącu od rozpoczęcia amerykańskiej operacji „Epic Fury”. Teheran zapowiada wprost – jeśli jego krytyczna infrastruktura, taka jak zakłady odsalania wody, zostanie zaatakowana, uczyni to samo sojusznikom Ameryki w regionie.
Szerszy region zmaga się z trwającymi od tygodni skutkami irańskich ataków dronów i rakiet wycelowanych w sąsiednie państwa. Kuwejt jest jednym z głównych celów, ale nie jedynym.
CYNICZNYM OKIEM: Być sojusznikiem Ameryki na Bliskim Wschodzie to jak siedzieć w pierwszym rzędzie na koncercie – świetny widok, ale kiedy coś wybuchnie, dostajesz pierwszy.
Incydent w Basrze pokazuje, że granica między wojną, a pokojem w tym regionie jest tak cienka jak ściana irackiego konsulatu – wystarczy jeden pocisk nieznanego pochodzenia, by tłum zamienił dyplomację w gruz.



