Czołowy bank opublikował badanie, które stawia tezę bardzo niewygodną dla tradycyjnego establishmentu Wall Street. Inwestorzy detaliczni odpowiadają obecnie za 20% wolumenu obrotu, dorównując tym samym instytucjom finansowym, a definicja tej grupy obejmuje każdą osobę fizyczną inwestującą własne pieniądze. Dzięki powszechnemu dostępowi do informacji oraz komercyjnych platform transakcyjnych nie są już oni traktowani jako „głupi pieniądz”, jak miało to miejsce w przeszłości.
Przełomowym momentem dla tej zmiany była pandemia Covid, gdy znaczenie sektora detalicznego gwałtownie wzrosło. Ludzie mieli wówczas nadmiar czasu oraz czeki stymulacyjne do zainwestowania, a wielu obserwatorów zakładało, że to zjawisko przejściowe. Praktyka pokazała coś przeciwnego, ponieważ aktywność detaliczna stała się siłą strukturalną na rynkach. Dostęp do informacji oraz sztuczna inteligencja zmieniły zasady gry, formułowanie opinii o akcjach i podejmowanie działań jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek, a systemy transakcyjne są dostępne nawet w telefonach przy znacznie niższych kosztach.
Czy detal jest bardziej zwinny od instytucji?
Raport zwraca uwagę na zaskakującą cechę nowej grupy uczestników rynku. Inwestorzy detaliczni są często bardziej zwinni niż instytucje w wchodzeniu i wychodzeniu z trendów, czego dowiodli podczas styczniowej bańki na złocie i srebrze. Zapewnili wówczas mocne wsparcie dla rajdu cenowego, wyprzedzając ruchy zarządzających dużymi portfelami.
Media społecznościowe stały się przy tym narzędziem prognostycznym. Akcje o wysokiej liczbie wzmianek mają tendencję do osiągania dobrych wyników w horyzoncie 20-dniowym, co tłumaczy efekt momentum widoczny w rajdach na „akcjach memicznych”. Inwestorzy często głośno mówią o swoich zamiarach i śledzą influencerów w poszukiwaniu pomysłów.
Mechanizm działa jednak w drugą stronę przy spółkach o dużej kapitalizacji. Sentyment detaliczny jest dla nich sygnałem powrotu do średniej, ponieważ akcje z trendującym sentymentem w ciągu pięciu dni mają tendencję do gorszych wyników. Uwypukla to dyslokacje, w których inwestorzy są nadmiernie wyeksponowani, co prowadzi do korekt.

CYNICZNYM OKIEM: Wczorajszy „głupi pieniądz” okazał się na tyle inteligentny, by przewidzieć dołek lepiej niż instytucjonalne biurka analityczne. Buffett przewracający kartki sprawozdań finansowych przegrywa dziś z nastolatkiem skrolującym kanał z memami.
Jak wykorzystać instynkt stadny do market timingu?
Przykładem praktycznego znaczenia tej kohorty jest niedawna wyprzedaż wywołana sytuacją w Iranie. Instytucje skapitulowały na początku marca, podczas gdy inwestorzy detaliczni wytrzymali kilka tygodni dłużej i skapitulowali dopiero pod koniec marca, co zbiegło się dokładnie z dołkiem na indeksie SPX. Stanowiło to kluczowy sygnał odwrócenia trendu.
Wniosek dla zarządzających portfelami jest jednoznaczny w wymowie. Kohorta detaliczna jest wystarczająco duża, by poruszać rynkami i nie należy jej ignorować, a obserwacja zarówno zakupów, jak i momentów sprzedaży staje się użytecznym narzędziem wyczucia rynku.

Strukturalna zmiana niesie też głębsze konsekwencje dla filozofii inwestycyjnej. Autorzy raportu twierdzą, że osłabia ona przewagę „inwestowania w wartość” w stylu Warrena Buffetta, ponieważ uczestnicy detaliczni wolą narracje i impet od fundamentów. Cena może w efekcie pozostawać oderwana od fundamentów przez dłuższy czas.
Z tego mechanizmu wynika charakterystyczny rytm współczesnych rynków akcji. Oscylują one między gorączkową pogonią za trendem, a gwałtownymi wyprzedażami, gdy pozycjonowanie zbyt mocno odbiega od fundamentów i momentum się załamuje. Identyfikacja tych właśnie punktów zwrotnych jest tym, co sprawia, że market timing nadal może działać.



