Medialna narracja o przygotowywanej inwazji lądowej USA na Iran robi wrażenie – 50 000 amerykańskich żołnierzy w regionie brzmi jak potężna siła uderzeniowa. Problem w tym, że ta liczba jest fundamentalnie myląca, a rzeczywisty potencjał bojowy dostępny do operacji lądowej jest ułamkiem tego, co sugerują nagłówki gazet. Różnica między „żołnierzami w regionie” a „zorganizowaną siłą bojową zdolną do inwazji” jest przepaścią, której żadna retoryka wojenna nie jest w stanie zasypać.
Do niedawna na Bliskim Wschodzie stacjonowało około 40 000 amerykańskich żołnierzy, stanowiących głównie mieszankę sił powietrznych, lądowych i marynarki wojennej. Co kluczowe – było wśród nich niewielu żołnierzy bojowych wojsk lądowych czy piechoty morskiej, choć z pewnością znajdowały się tam pewne siły specjalne. Te ostatnie są jednak mało przydatne w operacjach bojowych na dużą skalę, do których potrzebne są zorganizowane jednostki – bataliony, brygady, pułki i dywizje. Jak mawiał Napoleon: „Bóg jest po stronie silnych batalionów”.

Licząc bagnetami, nie nagłówkami
Prezydent Trump wysłał ostatnio na Bliski Wschód około 2000 żołnierzy bojowych z 82. Dywizji Powietrznodesantowej oraz 31. Jednostkę Ekspedycyjną Piechoty Morskiej (MEU) liczącą około 2500 żołnierzy. Kolejna MEU – 11. – jest w drodze z Kalifornii z analogiczną liczbą ludzi. Oczekuje się, że ta jednostka dotrze na miejsce dopiero w połowie kwietnia.
Oznacza to, że po połowie kwietnia w zorganizowanych jednostkach bojowych będzie łącznie około 7000 żołnierzy, a przed tym terminem – zaledwie 4500. Mówi się o wysłaniu kolejnych 10 000 żołnierzy bojowych, ale jak dotąd to się nie wydarzyło.
Nawet jeśli tak się stanie, powstała siła nadal liczyłaby tylko 17 000 żołnierzy bojowych. Warto zauważyć, że w inwazji nie wezmą udziału żadne siły izraelskie.
CYNICZNYM OKIEM: Pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy w regionie brzmi groźnie – dopóki nie odkryjesz, że większość z nich obsługuje klimatyzację w bazach, a nie karabiny na linii frontu.
Siedem powodów, dla których ta matematyka jest samobójcza
Lista przeszkód stojących przed potencjalną inwazją lądową jest przytłaczająca. Wszystkie wysłane jednostki to lekka piechota. Nie przygotowywały się do tej konkretnej wojny i działają „z marszu”, a wsparcie logistyczne dla nich podczas walki będzie niezwykle trudne.
Po drugiej stronie czeka Iran, który zmobilizował armię liczącą około miliona ludzi. Irańska armia prawdopodobnie stawi zaciekły opór – nie tylko będzie bronić świętej ziemi, ale walczące siły z pewnością zrozumieją, że stoją w obliczu egzystencjalnego zagrożenia.
Niebo nad amerykańskimi żołnierzami prawdopodobnie wypełnią zabójcze drony – wystarczy pomyśleć o Ukrainie, gdzie żołnierzom obu stron trudno poruszać się na otwartej przestrzeni bez ryzyka śmierci. Do tego irańskie pociski balistyczne, rakiety i artyleria zostaną skierowane przeciwko siłom USA.
Jest jeszcze problem baz. Siły bojowe z 82. dywizji po przybyciu muszą gdzieś stacjonować, tymczasem Irańczycy w zasadzie zniszczyli lub poważnie uszkodzili 13 głównych amerykańskich instalacji w regionie. Gdzie więc się udadzą – i czy chiński oraz rosyjski wywiad ich nie wyśledzi, gdziekolwiek by nie byli, przekazując informacje Irańczykom?
Z kolei Marines znajdują się na gigantycznych okrętach desantowych – USS Iwo Jima i USS Boxer. Czy takie statki mogą znajdować się w pobliżu Zatoki Perskiej, a tym bardziej w samej Cieśninie? Wszystkie duże okręty marynarki wojennej są dziś zaparkowane z dala od Zatoki nie bez powodu – byłyby łatwym celem.
CYNICZNYM OKIEM: Planowanie inwazji z siłami mniejszymi niż obsada jednego dużego festiwalu muzycznego przeciwko milionowej armii na jej własnym terytorium – to nie strategia, to scenariusz do filmu katastroficznego bez happy endu.
Może przy odrobinie szczęścia udałoby się zająć małą wysepkę w Zatoce Perskiej, ale utrzymanie jej byłoby wątpliwe, a nawet gdyby się to udało, miałoby to znikomy wpływ na przebieg wojny. W tym procesie wielu Amerykanów zginęłoby za sprawę, której arytmetyka od samego początku nie pozostawia złudzeń – 7000 lekkich piechurów przeciwko milionowi obrońców na ich własnej ziemi to nie plan wojenny, to równanie bez rozwiązania.



