Inflacja najniższa od 6 lat. Polska gospodarka na kursie stabilności

Gospodarka rośnie szybciej niż ceny. Ulga jest prawdziwa, ale czasowa

Jarosław Szeląg
5 min czytania

Polska gospodarka robi coś, co jeszcze rok temu wydawało się science fiction: inflacja spada, wzrost gospodarczy pozostaje stabilny, a stopy procentowe lecą w dół bez dramatów. Rada Polityki Pieniężnej (RPP) obniżyła w listopadzie stopy procentowe o kolejne 25 punktów bazowych – do poziomu 4,25%, kończąc w ten sposób mini-maraton łagodzenia polityki pieniężnej, który trwa od wiosny.

Choć formalnie NBP nie chce mówić o „luzowaniu”, to fakty są jednoznaczne – kredyt powoli tanieje, a gospodarka wchodzi w fazę spokojnego oddechu po latach napięć.

Inflacja najniższa od sześciu lat. Projekcja, która daje oddech

Wskaźnik inflacji CPI wyniósł w październiku zaledwie 2,8% rok do roku, przy inflacji bazowej (bez żywności i energii) na poziomie 2,9%. To mniej, niż spodziewali się analitycy – i najmniej od 2019 roku. Innymi słowy: po raz pierwszy od dawna ceny przestały rosnąć szybciej niż nadzieje ekonomistów.

To spowolnienie inflacji daje RPP komfort działania. Jak zauważa prezes NBP, „poziom 4% można uznać za właściwy dla gospodarki.” Brzmi to jak deklaracja gotowości do pauzy – albo, jak kto woli, chwilowego odpoczynku po latach walki z inflacyjnym potworem.

CYNICZNYM OKIEM: Kiedy ekonomista mówi, że inflacja jest „w celu NBP”, to znaczy, że po latach chaosu wreszcie potrafi spojrzeć na wykres bez bólu zębów.

Nowa projekcja NBP na lata 2025–2027 wygląda niemal jak podręcznikowy przykład równowagi. Inflacja ma się utrzymywać blisko celu (3,7% w 2025, 2,9% w 2026 i 2,5% w 2027 roku), podczas gdy wzrost PKB pozostanie solidny – od 3,4 do 3,7% rocznie.

To oznacza, że gospodarka rośnie szybciej niż ceny, a to w ekonomii sytuacja niemalże idealna. Według NBP część wzrostu w 2026 roku napędzą przesunięte w czasie inwestycje unijne, które mają wejść w fazę realizacyjną w przyszłym roku.

Jednocześnie rynek energii – dotąd największy wróg stabilizacji – chwilowo odpuszcza. Ceny prądu są zamrożone do końca 2025 roku, co tłumi presję inflacyjną. Ale to tylko wierzchnia warstwa spokoju: system ETS2 i nowe regulacje emisyjne mogą od 2027 roku ponownie podbić ceny energii o około 2 punkty procentowe.

Mówiąc prościej – ulga jest prawdziwa, ale czasowa.

RPP między rozsądkiem, a ostrożnością

Od maja do listopada RPP obniżyła stopy w sumie o 150 punktów bazowych. Na tle wielu banków centralnych Europy Polska pozostaje jednak umiarkowanie konserwatywna – realna stopa procentowa wciąż jest dodatnia, co oznacza, że pieniądz zachowuje wartość w czasie.

To sytuacja, której przez lata brakowało. Po zbyt głębokim luzowaniu w pandemii i późniejszym zacieśnianiu w panice, dziś NBP wreszcie prowadzi politykę, którą można nazwać zrównoważoną.

Rynek odczytał listopadową obniżkę jako sygnał: „robimy przerwę, ale nie kończymy gry”. Kolejne decyzje zależeć będą od danych o inflacji na początku 2026 roku.

CYNICZNYM OKIEM: RPP przypomina teraz kierowcę, który po czterech latach hamowania i przyspieszania postanowił w końcu jechać zgodnie z przepisami.

Energia słabnie, gospodarka rośnie

W krótkiej perspektywie koszty energii schodzą z podium ryzyk gospodarczych. Decyzje rządu o utrzymaniu taryf ochronnych na prąd w 2025 roku i stabilizacja cen surowców dają przestrzeń dla przemysłu i gospodarstw domowych.

Co więcej, mniejsza presja kosztowa i niższe stopy procentowe mogą odblokować inwestycje, które przez ostatnie lata tkwiły w fazie planów. Zadziała tu efekt psychologiczny: po okresie niepewności menedżerowie zaczynają planować odważniej.

NBP ocenia, że w 2025 roku wzrost napędzą konsumpcja wewnętrzna i inwestycje publiczne, a w 2026 – efekt wykorzystania środków unijnych. Jeśli ta spirala pozytywnego sprzężenia się utrzyma, Polska może wreszcie wyrwać się z pułapki niestabilności fiskalno-monetarnej.

Na papierze wszystko wygląda dobrze: inflacja w normie, wzrost stabilny, stopy na poziomie akceptowalnym. Ale ekonomiści przypominają, że globalna gospodarka od dawna nie zna pojęcia „spokoju”.

Każdy nowy cykl stabilizacji ma swoją pułapkę – wysokie koszty pracy, opóźnione inwestycje prywatne, polityczne ryzyka i możliwy powrót presji surowcowej.

Na razie jednak, po latach inflacyjnych szoku i monetarnego rollercoastera, Polska gospodarka dostaje moment wytchnienia. Inflacja wreszcie przestała być wrogiem, a stopy procentowe – karą.

I to już mały cud w kraju, gdzie przez dekadę słowo „równowaga” występowało tylko w podręcznikach ekonomii.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *