Nowa transza akt dotyczących Jeffreya Epsteina ujawnia kolejne nazwiska osób, które publicznie odcinały się od skompromitowanego finansisty, a mimo to utrzymywały z nim kontakty. Wśród nich znalazł się Howard Lutnick – miliarder, szef Cantor Fitzgerald i obecny sekretarz handlu w administracji USA.
Choć w wywiadach Lutnick twierdził, że już w połowie lat 2000. „był tak oburzony zachowaniem Epsteina, że nigdy nie chciał go więcej widzieć”, nowe dokumenty pokazują coś innego. Z e-maili wynika, że w grudniu 2012 roku Lutnick zaplanował wizytę na prywatnej wyspie Epsteina – tej samej, którą media nazywają „Pedo Island”.
Z korespondencji ujawnionej przez śledczych wynika, że biznesmen pisał do Epsteina: „Jestem z rodziną i przyjaciółmi na Karaibach, chcielibyśmy wpaść na posiłek – gdzie się zatrzymujesz?” Odpowiedź przyszła przez asystentkę finansisty: zaproszenie na lunch 23 grudnia. Dzień później Lutnick otrzymał podziękowanie od samego Epsteina – „Miło było cię zobaczyć”.

CYNICZNYM OKIEM: W amerykańskim biznesie „zerwanie kontaktów” wygląda jak wspólny lunch w tropikach.
Historia dwóch adresów
To nie pierwszy raz, gdy nazwisko Lutnicka splata się z biografią Epsteina. Już w 2019 roku magazyn „Crain’s” ujawnił, że nieruchomości miliardera na Manhattanie były powiązane z siatką firm, z których korzystał Epstein. Chodzi o słynny adres 9 East 71st Street – jego dom w Nowym Jorku – oraz sąsiedni budynek pod numerem 11, który dziś należy właśnie do Lutnicka.
Oba budynki w latach 80. i 90. przechodziły przez firmy należące do sieci spółek Lesliego Wexnera, mentora Epsteina. Symboliczna cena transakcji – „10 dolarów i inne korzyści” – sugerowała transfer w obrębie zamkniętego kręgu zaufanych współpracowników. Lutnick kupił nieruchomość w 1998 roku; w tym samym dniu zaciągnął hipotekę na 4 mln dolarów.
Kiedy teraz zapytano go o komentarz, powiedział „spędziłem z nim dokładnie zero czasu” i natychmiast się rozłączył. Akta mówią jednak coś innego.
CYNICZNYM OKIEM: Od lat wiadomo, że Manhattan to drogie sąsiedztwo. Ale żeby aż tak drogo kosztowało zapomnienie o dawnych znajomościach?
Sieć, która nie przestaje się plątać
Nowe akta potwierdzają, że sprawa Epsteina to nie historia jednego przestępcy, lecz mapa towarzyskich i finansowych powiązań elit, które przez lata umiały żyć z jego tajemnic. Każde kolejne nazwisko – polityk, filantrop, miliarder – to przypomnienie, że skandal, który miał umrzeć razem z jego głównym bohaterem, wciąż się toczy.
Z dokumentów, jak podkreślają komentatorzy, wyziera coś więcej niż moralna hipokryzja: system ochrony wpływowych ludzi, który przez dziesięciolecia potrafił przetrwać lawiny skandali. I choć dziś nikt nie chce przyznać, że kiedykolwiek przekroczył próg posiadłości Epsteina, papier – niestety – pamięta lepiej niż oni.


