Prognozy George’a Orwella dotyczące przyszłości autorytaryzmu konsekwentnie okazują się trafne, a ograniczała je jedynie jego niezdolność do przewidzenia powstania pewnych technologii, które tę przyszłość czynią jeszcze bardziej ponurą. Powodem, dla którego jego książki takie jak „Rok 1984″ czy „Folwark zwierzęcy” są uważane za klasykę literatury, jest ich ponadczasowość. Ostrzeżenia i przesłania pozostają aktualne dziś i prawdopodobnie będą aktualne za setki lat, dlatego każda kolejna ekranizacja staje się ideologiczną próbą ognia dla swoich twórców.
„Folwark zwierzęcy”, opublikowany po raz pierwszy w 1945 roku, to opowieść napisana specjalnie jako alegoria rewolucji bolszewickiej i wzrostu radzieckiego komunizmu. Mimo że bohaterami są mówiące zwierzęta, tematyka jest mroczna i niepokojąca – to historia o naiwności „niższych warstw”, o wyzysku „biednych” przez komunistów dążących do wykorzystania łatwowiernych ludzi jako broni. Książka niszczy pojęcie „równości” i obnaża prawdę, że nie istnieje coś takiego jak socjalistyczna utopia, może istnieć jedynie socjalistyczna dystopia. Przesłanie to stało się kultowe dzięki słynnemu zdaniu z książki: „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych…”.
Andy Serkis przepisuje Orwella na własną modłę
Nowa animowana adaptacja jest reklamowana jako przyjazna dzieciom wyprawa w koncepcje autorytaryzmu, lecz w rzeczywistości wywraca przesłanie Orwella o komunizmie i zamiast tego demonizuje kapitalizm. Film jest dystrybuowany przez Angel Studios, które przedstawia się jako firma o profilu chrześcijańskim i konserwatywnym, jednak twórcy filmu – reżyser Andy Serkis i The Imaginarium Studios – są całkowicie lewicowi. Biorąc pod uwagę zaangażowane osoby, autor materiału twierdzi, że studio powinno przewidzieć katastrofę.
Profil reżysera mówi sam za siebie. Andy Serkis to były członek Socjalistycznej Partii Robotniczej, trockistowskiej grupy w Anglii w latach 90., który nadal uważa się za lewicowca, a jego odejście od politycznych prowokacji wynikało głównie z konfliktów z karierą aktorską. Zaangażowanie zatwardziałego socjalisty do wyreżyserowania „Folwarku zwierzęcego” wydaje się celowym afrontem wobec konserwatystów, dla których ta historia była ostrzegawczym okrzykiem bojowym przeciwko ruchom lewicowym. Film został nawet wydany w Święto Pracy 1 maja, które jest świętem komunistycznym.
Pracując nad filmem już w 2013 roku, Serkis – będący wówczas na fali sukcesu po roli Golluma w trylogii „Władca Pierścieni” – otwarcie przyznał, że nie zamierza trzymać się krytyki komunizmu. Reżyser oświadczył: „Przede wszystkim nie robimy filmu o komunizmie i stalinizmie, ponieważ gdyby Orwell pisał tę historię dzisiaj, mówiłby o innych istotnych tematach, takich jak globalizacja i korporacyjna chciwość…”. Autor materiału komentuje to jednoznacznie – Serkis, jak większość komunistów, chce napisać historię na nowo na korzyść swojej ideologii.

CYNICZNYM OKIEM: Trockista bierze antykomunistyczną alegorię i tłumaczy widzom, że Orwell – gdyby tylko żył – napisałby ją dziś inaczej. Nieboszczyk stawia mały opór, więc każdy może go cytować po swojemu.
Frieda Pilkington, różowy Cybertruck i nowa rewolucja
Sednem ideologicznej operacji jest dodanie do fabuły postaci, której u Orwella nie było. Wiele postaci z książki pozostaje takich samych, a zwierzęta wciąż buntują się przeciwko rolnikom. Świnie, które w książce reprezentują komunistycznych manipulatorów, w filmie nie są jednak złe – zostają skorumpowane i skłonione do złych czynów przez bezwzględną miliarderkę Friedę Pilkington i jej korporację.
Frieda to typowa zła, bogata biała osoba z lewicowej mitologii. Niektórzy krytycy argumentowali, że postać wygląda uderzająco podobnie do matki Elona Muska, Maye Musk, a nawet jeździ pojazdem przypominającym różowego Cybertrucka. Zamiast pokazać świnie jako przebiegłe i złośliwe od samego początku, Frieda korumpuje je obietnicą bogactwa, a jej planem jest wykorzystanie świń jako środka do przejęcia kontroli nad folwarkiem.
W finale fabuła robi pełny obrót względem oryginału. Zwierzęta uświadamiają sobie swój błąd, a ich rozwiązaniem jest kolejna komunistyczna rewolucja, co całkowicie odwraca pesymistyczny morał Orwella. Przesłanie nowej wersji brzmi: komunizm psuje się tylko wtedy, gdy źli kapitaliści wpływają na wynik, a ideologia kolektywistyczna jest z natury dobra. Lewicowcy nie są psychotycznymi ideologami pragnącymi władzy i kontroli, lecz czasami po prostu zostają sprowadzeni na manowce.
Autor materiału zwraca uwagę na rzadkość Orwellowskiego głosu w popkulturze. Z Hollywood wychodzi mnóstwo tendencyjnych filmów szkalujących kapitalizm, istnieje natomiast niewiele – o ile w ogóle jakiekolwiek – takich, które zgłębiają koszmary komunizmu i lewicowego kolektywizmu. „Folwark zwierzęcy” Orwella był jedną z nielicznych historii oddających podstępną naturę „równości” i „samobójczej empatii” przenikających społeczeństwa komunistyczne, dlatego ideologiczne odwrócenie tego tytułu boli krytyków szczególnie mocno.
CYNICZNYM OKIEM: Hollywood od dekad rozprawia się z miliarderem w roli głównego złoczyńcy, lecz świnie w komunie wciąż mają najczystsze ryjki. Frieda w różowym Cybertrucku to nie ekranizacja Orwella, tylko reklama następnej rewolucji.
Konserwatywne studio, lewicowy reżyser i kasowy zonk
Drugą warstwą skandalu jest sposób promocji filmu. Angel Studios sięgnęło do kieszeni konserwatywnych i libertariańskich influencerów, w tym Tuckera Carlsona, aby sprzedać ten film, a autor materiału sugeruje, że większość z nich prawdopodobnie nigdy nie obejrzała produkcji przed jej wypromowaniem. Jeśli faktycznie ją obejrzeli, być może nadszedł czas, aby zakwestionować ich motywy.
Werdykt rynku okazał się jednak bezlitosny. Zarówno krytycy, jak i publiczność wystawili „Folwarkowi zwierzęcemu” miażdżącą ocenę, a widzowie na całym świecie nie kryją niezadowolenia z manipulacji oryginalnym przesłaniem. Próba sprzedania konserwatywnej widowni filmu wykonanego przez byłego trockistę i ozdobionego scenami pochwały kolejnej rewolucji okazała się dokładnie tak skuteczna, jak można się było spodziewać.
Na koniec autor materiału przypomina paradoks całej operacji. Angel Studios to ta sama firma, która wprowadziła do kin „Sound of Freedom” – film zawzięcie i podejrzanie atakowany przez polityczną lewicę za naświetlenie problemu handlu dziećmi i siatek pedofilskich. Tym bardziej dziwi go, że studio złożyło projekt Orwella w ręce dokładnie tej samej lewicowej społeczności, która próbowała je zniszczyć kilka lat wcześniej.
Wynik ideologicznej alchemii Hollywood jest zatem podwójnie gorzki. Z jednej strony Orwellowska krytyka komunizmu została wymazana, a z drugiej konserwatywne studio dystrybuujące ten film zostało wciągnięte w promowanie produkcji obrażającej własną widownię. Autor traktuje to jako kolejną ilustrację tezy ze samej powieści – „niektóre zwierzęta są równiejsze od innych” – tyle że tym razem bardziej równi okazali się ci, którzy przejęli kontrolę nad samą metaforą i wywrócili ją tak, by nie celowała już w nich, lecz w tych, którzy o niej kiedyś czytali jako o ostrzeżeniu.



