Stuletnia gospodarka rozrywkowa imploduje na oczach całego świata, a porównania z upadkiem Detroit przestają być metaforą i zaczynają być diagnozą. Nowy raport „Wall Street Journal” opisuje rynek pracy w Hollywood jako będący w trybie „zapaści” – zatrudnienie w branży spadło o 30% w stosunku do szczytu z końca 2022 roku, a pracownicy związkowi pracujący za kulisami przepracowali w zeszłym roku o 36% mniej godzin niż dwa lata wcześniej. Dwa wykresy, jedna historia – przemysł, który przez dekady dyktował światu, co oglądać, sam staje się widowiskiem rozkładu.

Główne przyczyny są brutalne w swojej prostocie. Studia produkują mniej seriali i filmów, a coraz większa część tego, co powstaje, jest kręcona za granicą lub w innych stanach USA, które oferują lepsze ulgi podatkowe. Kalifornia, niegdyś bezkonkurencyjna stolica globalnej rozrywki, traci produkcje na rzecz lokalizacji oferujących warunki, z którymi Sacramento nie jest w stanie konkurować.

Ulgi podatkowe nie uratują tego, czego widz nie chce oglądać
Zapaść na rynku pracy doprowadziła do coraz częstszych wezwań o federalną ulgę podatkową na produkcję. Lobbyści powiązani ze studiami twierdzą, że 15-procentowa zachęta federalna, nałożona na dotacje stanowe wynoszące zazwyczaj od 20% do 40%, mogłaby pomóc przełamać cykl zapaści i przywrócić produkcje do kraju.
Jednak same ulgi podatkowe nie rozwiążą kryzysu, który ma głębsze korzenie. Młodsi odbiorcy masowo migrują na YouTube, TikToka i Instagrama, konsumując wideo w formatach, które Hollywood nie potrafi – lub nie chce – produkować. Jednocześnie rosnąca liczba Amerykanów bojkotuje filmy i programy telewizyjne, które postrzega jako przesiąknięte ideologią progresywną.
CYNICZNYM OKIEM: Hollywood przez dekady pouczało Amerykę, jak żyć. Teraz Ameryka odpowiada jedynym językiem, który studia rozumieją – pustymi fotelami i anulowanymi subskrypcjami.
„Największym pytaniem jest teraz to, czy obecne spowolnienie jest tymczasowe” – pytają autorzy raportu WSJ. Odpowiedź może być jeszcze bardziej bolesna niż sam kryzys. Sztuczna inteligencja może wyeliminować kolejne miejsca pracy przy produkcji – lub wywołać nowy boom, jeśli technologia pozwoli na tańsze tworzenie treści. W obu scenariuszach tradycyjne Hollywood przegrywa.
„Sztuczna inteligencja może tymczasem wyeliminować więcej miejsc pracy przy produkcji lub wywołać nowy boom produkcyjny, jeśli technologia ta pozwoli na tańsze tworzenie treści” – czytamy w raporcie WSJ.
CYNICZNYM OKIEM: Branża, która latami zarabiała na opowiadaniu historii o apokalipsie, wreszcie dostała własną. Tyle że tym razem nie ma trzeciego aktu z happy endem.
Exodus z Kalifornii dotyczy nie tylko produkcji filmowych – masowy odpływ mieszkańców, firm i miliarderów technologicznych to szerszy symptom tego samego problemu. Straty miejsc pracy w świecie mediów korporacyjnych piętrzą się równolegle z zapaścią studyjną, tworząc obraz przemysłu, który traci jednocześnie twórców, widzów i sens istnienia w dotychczasowej formie.



