Z każdą kolejną próbą gigantów filmu i streamingu wprowadzenia nowoczesnej, progresywnej agendy do historii i narracji, jedyne co się zmienia to poziom pretensji i rozczarowania widzów. Najnowszy przykład? Serial „Spartacus: House Of Ashur” od stacji STARZ, który zamiast oryginalnego Spartakusa „rozpędza” woke’ową obsesję na temat kobiet jako wszechmocnych wojowniczek. Tym razem chłopcy zostają z boku, a na piedestale staje nie mniej wyświechtany typ Mary Sue – kobieta-boss gladiatorka, zdolna do wszystkiego.
Historia zmieniana na potrzeby agendy – prawda to tylko przeszkoda
W centrum globalistycznego myślenia jest przekonanie, że historia nie jest sztywna, lecz „to narzędzie do realizacji większego ruchu”. Kiedy prawdziwe fakty przeszkadzają w narracji, stają się uciążliwe, a dowody wyginają się pod strategię. W tym duchu „House Of Ashur” podąża za modelem hollywoodzkim, w którym świat starożytny ma służyć współczesnym ideologicznym celom.
Można by pomyśleć, że lekcje z klapy kasowej i merytorycznej kity, jaką była „Kobieta Król” (2022), Śnieżka (2025) z Rachel Zegler w roli głównej i wiele innych w ostatnich latach, przekonają Hollywood do refleksji. Jednak nic z tych rzeczy. Ten serial, choć promowany jako oparcie o prawdziwe wydarzenia o wojowniczkach Dahomejów, okazał się wyimaginowaną opowieścią, przefiltrowaną przez pryzmat propagandy DEI i płasko podporządkowaną „woke’owej” mantrze.
Rzeczywistość historyczna kontra filmowa fikcja
- Armia Dahomejów była przeważnie męska, a kobiety w królewskiej straży haremowej traktowane były drugorzędnie, a czasem nawet pogardzane jako „trzecia klasa” żon króla.
- Dahomejowie to brutalni handlarze niewolników, którzy terroryzowali sąsiednie ludy – nie bohaterowie walki z kolonializmem, jak pokazuje kino.
- Francuzi i Brytyjczycy byli tymi, którzy w końcu rozbili ich sieć handlu.
Wikingowie i kobiety-wojowniczki – archeologia do usług narracji
Podobny mechanizm działał wokół głośnego nagłówka o „kobietach wikingach z bronią” w Birce.
Woke’owi ideolodzy z entuzjazmem interpretowali znalezione szczątki jako dowód, że kobiety dzieliły arenę walk z mężczyznami. Tymczasem:
- Brak jest archeologicznych dowodów na to, że kobiety szkoliły się oficjalnie jako wojownicy w wikingowskich szkołach.
- Literatura antyczna mówi raczej o aktach przedstawień czy pokazach, a nie realnej walce.
- Historycy zgadzają się, że to czysto teoretyczne interpretacje, a nie fakty.
Hollywood jak bumerang – powtarzające się błędy i klęski
Serial nie koncentruje się na Spartakusie, lecz na nowej bohaterce – wojowniczej kobiecie, która jest „bossem”.
Jego podstawą są nieliczne i często niepewne dowody, jak marmurowe płaskorzeźby przedstawiające dwie uzbrojone kobiety walczące czy statuetka gladiatorki.
Historyczna rzeczywistość jest bezwzględna: walczące kobiety to rzadkość i na ogół zabawy widowiskowe. Gdy kobiety pojawiały się na arenach, były to przeważnie formy rozrywki, nie prawdziwe walki na śmierć i życie.
Ta produkcja to kolejny przykład desperackiej próby udowodnienia, że kobiety mogą zastąpić mężczyzn w ich tradycyjnych rolach – mimo braku twardych faktów.
„House Of Ashur” już zebrał falę krytyki i szyderstw ze strony fanów i ekspertów historycznych.

Prawdopodobnie szybko zostanie zapomniany, podobnie jak „Kobieta Król” czy współczesna „Śnieżka”. Hollywood jednak nie uczy się na swoich błędach i wciąż walczy o narzucenie woke’owej wizji – nawet jeśli odbiorcy pokazują, że takie produkcje nie sprzedają się i nie przekonują.
CYNICZNYM OKIEM: Hollywood w swojej desperacji sięga dna historycznej beczki, wyciągając pojedyncze naciągane fakty, by stworzyć fałszywe pomniki współczesnej ideologii i przekonywać, że kobiety to nowi cesarze świata… choć prawda jest, że ani historia, ani widzowie tego nie kupują.
Serial jest symbolem fenomenu, który nie zniknie tak łatwo w Hollywood: chęci wpisania każdej opowieści w aktualny dyskurs wokizmu, bez względu na cenę prawdy, logiki i jakości. To kolejny rozdział w księdze fabrykowania historii na potrzeby politycznych strategii, a nie autentycznej narracji.
Fani kina i seriali, którzy pragną wartościowego widowiska, mogą doświadczyć kolejnego rozczarowania – gdy „dziewczyna-boss” raz jeszcze próbuje podbić arenę, ale zamiast siły wnosi tylko pustkę przepisów i kalkę z propagandy.
Hollywood nie uczy się, lecz trwa – ale czy na dłuższą metę stać je na powtarzanie tych samych błędów i tracenie widzów?
To pytanie zostawiam Wam.



Ta murzynka (może być nawet fioletowa, kolor skóry nic nie zmienia) wytrzymałą by z prawdziwym facetem jakieś 5 sekund a później by zdechła od przecięcia mieczem
Cześć Ewa, no trudno się nie zgodzić. Oczywiście kinematografia ma to do siebie, że potrafi naciągać pewne fakty, ale to co się ostatnio dzieje w tej sferze przekracza wszelkie granice rozsądku i racjonalności. Dobra wiadomość jest taka, że koniec końców wolny rynek wszystko weryfikuje i jeśli do niektórych producentów nie przemawiają argumenty to na pewno przemówi jedna rzecz – pieniądze, a raczej ich brak. Pozdrawiamy!