Upadek Rzymu od dawna funkcjonuje jako wygodna metafora kondycji współczesnego Zachodu, ale przy bliższym oglądzie okazuje się czymś więcej niż retoryczną figurą. Kolaps zachodniej części imperium w V wieku był skutkiem splotu czynników, które brzmią dziś niepokojąco znajomo: kryzysu gospodarczego, administracyjnego podziału państwa, uzależnienia od zagranicznych najemników w sprawach bezpieczeństwa, niekontrolowanej masowej imigracji oraz finalnej inwazji barbarzyńców. Złupienie Rzymu nie było jedynie militarną katastrofą, lecz przede wszystkim utratą stuleci ludzkiego dorobku intelektualnego i technicznego, który rozproszył się w ogniu i czasie.
Współcześni historycy chętnie bagatelizują ten aspekt, a właśnie on jest najbardziej dojmujący. Za każdym razem, gdy Zachód upadał, gatunek ludzki cofał się o stulecia, tracąc nie tylko miasta i ludzi, lecz także wiedzę, której odzyskanie wymagało potem życia kolejnych pokoleń. Strata czasu jest prawdopodobnie największą tragedią ze wszystkich – większą niż zniszczone akwedukty i spalone biblioteki. Cztery wieki dzieliły upadek Rzymu od odrodzenia świata zachodniego pod chrześcijańskimi rządami, a gdy ten wreszcie zaczął się dźwigać, w IX wieku uderzyli kolejni najeźdźcy – tym razem muzułmańskie hordy.

Plemiona Ładu kontra Plemiona Chaosu
Historia jest oczywiście złożona, ale pewne wzorce powtarzają się z napawającą bezczelnością regularnością. Cywilizacja zachodnia trwa, tworzy, generuje bogactwo, a następnie Trzeci Świat dokonuje inwazji, próbując ją ograbić ze zgromadzonego dorobku. Próby splądrowania Rzymu, Europy i szeroko pojętego chrześcijaństwa powtarzały się przez całe tysiąclecie z monotonną przewidywalnością.
Istniały oczywiście inne cywilizacje, które spotkał podobny los, choćby imperia epoki brązu, chińska dynastia Han upadła w III wieku z powodu korupcji, rebelii i najazdów plemion mongolskich, a Imperium Guptów w Indiach zostało rozbite przez Hunów. Jednak na dłuższą metę tylko Zachód przetrwał i tylko Zachód pozostaje dziś celem demontażu w epoce nowożytnej.
Autor tekstu źródłowego proponuje podział ludzkich dążeń na dwie kategorie. Plemiona Ładu to ci, którzy budują, wynajdują, utrzymują i dążą do przetrwania poprzez zasługi, samodyscyplinę oraz pracowitość – Ayn Rand nazwałaby tę grupę po prostu producentami. Plemiona Chaosu, czyli barbarzyńcy, to ci, którzy przeżywają dzięki brutalności, piractwu i oszustwu, czekając cierpliwie, aż bogactwo zostanie zgromadzone przez innych, by potem je odebrać. O wiele łatwiej jest niszczyć i kraść, niż planować oraz wprowadzać innowacje – to elementarna ekonomia wysiłku.
Skąd bierze się ten mentalitet? Jedni argumentują, że jest on uwarunkowany genetycznie, inni widzą w nim produkt kultury, jeszcze inni przypisują go niskiemu ilorazowi inteligencji lub ograniczonej zdolności do kreatywnego myślenia. Autor skłania się ku przekonaniu, że to mieszanka wszystkich tych czynników – rzadko bowiem zjawiska społeczne dają się wyjaśnić jednym suwakiem.
CYNICZNYM OKIEM: Producenci budują katedry przez stulecia, barbarzyńcy palą je przez weekend. Asymetria nakładu pracy do efektu czyni grabież najbardziej racjonalnym modelem biznesowym, jaki kiedykolwiek wymyślono.
Jak krucjaty rozwiązały problem barbarzyńców
W historii istnieje moment, w którym barbarzyńskie plądrowanie Zachodu zaczęło słabnąć, a był nim rok 1096 i Pierwsza Krucjata Chrześcijańska. Był to w pewnym sensie akt samoobrony poprzez kolonizację – zamiast pozwalać najeźdźcom kręcić się u progu Europy i zajmować terytoria, kiedy im się żywnie podoba, Święte Krucjaty dążyły do odepchnięcia ich oraz pokonania na ich własnym gruncie.
Wieki później, gdy muzułmanie zostali w większości powstrzymani, europejskie wyprawy doprowadziły do powstania kolonii w Azji i Afryce. Nienasyconej żądzy przejmowania osiągnięć Plemion Ładu przeciwdziałano poprzez zwykłe DAWANIE tym ludziom zachodnich osiągnięć – i jednoczesne odbieranie im zdolności do projekcji siły. Kiedy Zachód rozszerzył wpływy i przejął zarządzanie Trzecim Światem, inwazje ustały, a tamtejsze populacje zostały wprowadzone w bogactwo modernizacji bez konieczności jego kradzieży.
Można argumentować, że zachodnia kolonizacja była dla świata korzyścią netto. Nie przypadkiem skrajnie lewicowi ideolodzy i komuniści tak konsekwentnie ją demonizują – robią to, ponieważ wiedzą, że kolonizacja działa, i sami posługują się jej narzędziami, tyle że odwróconymi.
Powrót hord pod sztandarem wielokulturowości
W miarę jak Zachód przyjmuje liberalizm i socjalizm, inwazje z Trzeciego Świata powracają z dokładnością zegarka. Jesteśmy jedyną kulturą, która odczuwa wstyd z powodu własnych historycznych sukcesów do tego stopnia, że wielu ludzi jest przekonanych, iż zasługujemy na karę za dawne kolonie.
Największym czynnikiem napędzającym ten program zawstydzania jest globalistyczna agenda wymazywania granic narodowych i tożsamości poprzez wielokulturowość. Globaliści nie zmuszają jednak ludzi z Trzeciego Świata do imigracji – ci ludzie sami CHCĄ tu przyjechać, a globaliści po prostu otwierają bramy, by ich wpuścić.
Dlaczego podróżują z krajów, w których ich kultura dominuje? Po co przyjeżdżać do Europy czy Stanów Zjednoczonych, gdzie ich wartości nie są spójne, ich języki nie funkcjonują, a plemienne myślenie jest niedopasowane? Można wyciągnąć człowieka z barbarzyństwa, ale nie da się wyciągnąć barbarzyństwa z człowieka – przybywają, bo widzą okazję do splądrowania Zachodu po stuleciach własnych niepowodzeń.
Autor odwołuje się do swojego wcześniejszego tekstu „Trzeci Świat wiecznie goni białego człowieka”, w którym analizował nawyk populacji Trzeciego Świata do wydzierania kawałka Pierwszego Świata zamiast poprawiania warunków we własnym domu. Poruszył tam także nawyk lewicowych mniejszości do przywłaszczania sobie zachodniej kultury i udawania, że to oni zbudowali ją jako pierwsi. Przykładem jest somalijska demokratka Ilhan Omar, wielokrotnie głosząca, jakoby Ameryka została zbudowana przez muzułmanów.
Ci ludzie nie chcą rozwijać własnych osiągnięć, własnych historii ani własnych odkryć. Chcą cudzych – i to jest właśnie istota barbarzyńskiego mentalitetu, sprowadzona do najprostszej formuły.
Szczególnie wymowne wydaje się spostrzeżenie afrykańskiego komentatora Francka Zanu, który przedstawił teorię, dlaczego społeczeństwa afrykańskie „nigdy nie rozwiną się” bez pomocy zachodniej kolonizacji. Zauważył on, że w językach afrykańskich nie istnieje słowo oznaczające utrzymanie, czyli konserwację – to pojęcie po prostu nie funkcjonuje w tamtejszym słownictwie.
To głębokie spostrzeżenie o różnicy między Trzecim Światem a Zachodem. Akt utrzymania jest kluczowym elementem definiującym Plemiona Ładu, ponieważ bez dbałości o konserwację nie da się zbudować żadnego trwałego dziedzictwa. Zamiast tego ludzie nadal grzebią w ziemi lub czekają, aż ktoś inny zbuduje system, do którego będą mogli się podpiąć i z niego czerpać.
Problem ten jest fundamentalną lekcją filmu dokumentalnego „Empire of Dust”, w którym chińscy inżynierowie udają się do Afryki, by budować drogi oraz infrastrukturę. Są tam stale blokowani przez leniwą populację, która dąży jedynie do otrzymania zapłaty za jak najmniejszy wysiłek, a w wielu przypadkach sabotuje własne wysiłki budowlane, by przeciągnąć proces. Jako kultura nie widzą wartości w budowaniu czegoś o trwałym znaczeniu, a chińscy inżynierowie pozostają zdezorientowani.
Dowodów dostarczają same niegdyś skolonizowane narody afrykańskie. Przekazano im miliardy dolarów w infrastrukturze, a w krajach takich jak RPA czy Zimbabwe, dawna Rodezja, pozwolono temu wszystkiemu zgnić zamiast utrzymywać. Nie rozumieją bogactwa, jakie niesie uporządkowany naród, myślą tylko w kategoriach łupu, który można rozkraść w obliczu chaosu.
Komunizm jako zorganizowany chaos
Brzmi to paradoksalnie, ale filozofia komunizmu jest formą „zorganizowanego chaosu”, czyli chaosu zaprojektowanego dla osiągnięcia konkretnego celu. Globalizm należy dodać do tego równania, ponieważ jest on ostatecznie pragnieniem globalnie scentralizowanej formy komunizmu działającej na podobnych mechanizmach.
Do kogo ta filozofia przemawia najmocniej na Zachodzie? Zazwyczaj są to bezcelowi ideolodzy z niewielką lub zerową zdolnością przetrwania w świecie, gdzie ceni się zasługi i siłę – aktywiści woke, feministki, zwolennicy DEI. Oraz ci, którzy uważają się za wykluczonych – użyteczni idioci i emocjonalni neurotycy przekonani, że za wszystkie niepowodzenia ich nędznego życia odpowiada ustawiony system.
Są oni przekonani, że społeczeństwo ukradło im osiągnięcia, że karty rozdano przeciwko nim, a lśniące miasto na wzgórzu śmieje się z nich w głos. Gdyby tylko system został zmuszony do bycia bardziej sprawiedliwym, gdyby bogactwo zostało odpowiednio redystrybuowane, byliby bogaci, sławni i odnieśliby sukces – przynajmniej tak im się wydaje.
Polityczna lewica żeruje na tym narcystycznym pragnieniu niezasłużonego wyróżnienia. Mówi ludziom, że dla dobra ludzkości muszą spalić wszystko do gruntu, by dostać to, czego chcą – są więc barbarzyńcami w ubraniach z Pierwszego Świata, urodzonymi w obrębie bram, ale wciąż barbarzyńcami z ducha.
To w tym punkcie komuniści i ludzie z Trzeciego Świata spotykają się jako część tego samego Plemienia Chaosu. Właśnie dlatego lewacy tak desperacko dążą do otwarcia granic dla masowej imigracji, dlatego polityka skrajnie lewicowych Demokratów wydaje się pomagać w grabieży dokonywanej przez migrantów, jak somalijscy oszuści w Minnesocie czy Kalifornii, i dlatego lewacy wydają się wręcz obsesyjnie dążyć do umożliwienia islamskiej inwazji na Europę.
CYNICZNYM OKIEM: Otwarte granice to nie humanitaryzm, lecz zaproszenie na bankiet, na którym gospodarz jest jednocześnie głównym daniem. Lewica nie myli się w diagnozie – myli się tylko co do tego, kto powinien siedzieć przy stole.
Wszystko kręci się wokół chaosu i łupienia społeczeństw ceniących ład. Globaliści również są członkami plemienia chaosu, ale postrzegają siebie jako stojących na granicy obu światów. Ich wizja nowego porządku świata może zostać osiągnięta wyłącznie poprzez zniszczenie starego świata, wymazanie przeszłości, przepisanie historii, pamięci oraz moralności. Są groteskowymi grabieżcami czasu.
Jeśli postawią na swoim, barbarzyński mentalitet stanie się normą. Ludzie ładu i zasług, producenci, będą wiecznie zniewoleni przez kaprysy pasożytów w niekończącym się cyklu zmagającego się z trudnościami przemysłu, po którym nastąpi upadek – powrót do wieków ciemnych skondensowany w straszliwą lekcję. Społeczeństwa będą pracować, by budować i budować na nowo, podczas gdy ręce hordy będą nadbiegać, by to wszystko zburzyć oraz obgryźć kości do czysta. Bez agresywnych działań w celu ochrony własnego plemienia, nic, co Zachód stworzy, nigdy nie będzie do niego należeć – i to jest być może najbardziej niewygodna teza całego rozumowania.



