W nagraniu, które stało się wiralem, indyjski student w Europie z wyraźną dumą opisuje swój układ: Unia Europejska zapewnia mu 1400 euro każdego miesiąca, co pokrywa czynsz, podróże i posiłki przy zerowym zadłużeniu studenckim, a on sam wciąż oszczędza 600 euro miesięcznie. Europa dosłownie płaci setki euro za „studiowanie”, podczas gdy jej własni studenci nie mają na czynsz i toną w długach. Przedstawia on to, co nazywa „sekretami elitarnych stypendiów” – wystarczy zwykły licencjat, ważny paszport i podstawowa znajomość angielskiego. Jak sam zaznacza: „IELTS nie zawsze jest obowiązkowy”, a certyfikat z jakiejś przypadkowej szkoły za granicą wystarczy.

Komentarz autora wpisu, który udostępnił nagranie, oddaje nastroje wielu Europejczyków: „Dosłownie przechwala się oszukiwaniem systemu za pomocą dyplomu, który na Zachodzie jest wart mniej niż świadectwo ukończenia szkoły średniej… całkowita dywersja naszego systemu edukacji, a to ty płacisz rachunek. Szczyt komedii”. W kolejnych wpisach wskazano, że ten sam student przyznaje otwarcie – nie trzeba być prymusem, by dostawać 1400 euro miesięcznie, a średnia 75 procent z uniwersytetu trzeciego świata to w europejskiej skali zaledwie mierne 6,5 na 10.
Tylne drzwi do Europy przez kampus uniwersytecki
To nie jest odosobniony przypadek, lecz odzwierciedlenie szerszego wzorca widocznego w sieci, gdzie niektórzy Hindusi traktują europejskie stypendia i wizy studenckie jako łatwą „tylną furtkę”. Inne posty odnosiły się do problemów z uwierzytelnianiem dokumentów w Indiach, włączając w to twierdzenia, że dyplomy i kwalifikacje można tam po prostu kupić i użyć ich do zdobycia miejsc na uczelniach w Europie wraz z wizą.
Ta sama dynamika od lat ma miejsce w Wielkiej Brytanii. Były minister ds. uniwersytetów Jo Johnson ostro krytykował wysoki odsetek rezygnacji ze studiów wśród studentów z Indii i Bangladeszu – najwyższy wśród kohort międzynarodowych. Wyrażał obawy, że „co czwarty” przerywa naukę, by podjąć pracę, pozostając na wizach studenckich.
Wezwał do zaostrzenia przepisów wymagających od studentów zagranicznych udowodnienia, że są w stanie utrzymać się przez cały okres trwania kursu. Niedawno brytyjska minister ds. Indo-Pacyfiku Seema Malhotra zasygnalizowała gwałtowny wzrost wniosków o azyl składanych przez studentów jako ewidentne nadużycie wizowe.
„Widzieliśmy nadużycia wizowe w przypadku legalnych ścieżek, gdzie ludzie przyjeżdżali legalnie, a następnie starali się o przedłużenie pobytu, gdy ich wizy nie były odnawiane” – stwierdziła Malhotra.
Oficjalne dane mówią same za siebie: około 16 000 studentów międzynarodowych wystąpiło o azyl w zeszłym roku po ukończeniu kursów, a kolejne 14 800 w pierwszej połowie 2025 roku.
CYNICZNYM OKIEM: Europejski system stypendialny miał przyciągać najzdolniejszych umysły świata. Przyciągnął najsprytniejszych graczy w systemie – a to jednak nie to samo, choć wymaga równie imponujących umiejętności.
460 000 wiz i mama w pakiecie
Lider Reform UK Nigel Farage wielokrotnie wytykał absurdalność ścieżki wizy studenckiej, w tym fakt, że pozwalała ona zagranicznym studentom sprowadzać dużą liczbę osób na utrzymaniu. Ujął to wprost: „Jeśli przyjeżdżasz na uniwersytet w Wielkiej Brytanii, nie możesz po prostu zabrać ze sobą mamy”.
Podkreślił, że w 2023 roku wydano 460 000 wiz studenckich wraz ze 144 000 wiz dla osób zależnych, opisując to jako „absolutnie szalone” i zauważając, że uniwersytety stały się „pijane zagranicznymi pieniędzmi”. Farage argumentował, że taki układ w niewielkim stopniu przynosi korzyści brytyjskim studentom i silnie przyczynia się do wskaźników migracji netto.
Wielokrotnie dowodził, że argument ekonomiczny za masową migracją upadł, wskazując, jak obniża ona PKB per capita i czyni przeciętnych Brytyjczyków biedniejszymi pomimo ogólnych wskaźników wzrostu.
Raport Centre for Migration Control ujawnił, że 1,6 miliona migrantów w Wielkiej Brytanii jest bezrobotnych lub biernych zawodowo, co kosztuje podatników 8,5 miliarda funtów rocznie. Kwota ta nie obejmuje nawet zakwaterowania dla azylantów ani dotacji dla zagranicznych studentów. Analiza opisała sytuację jako „samą definicję piramidy finansowej”.
CYNICZNYM OKIEM: Uniwersytety odkryły, że edukacja to świetny biznes – pod warunkiem, że klientem jest zagraniczna wiza, a produktem papier z pieczątką. Misja kształcenia elit jakoś zgubiła się gdzieś między arkuszem kalkulacyjnym a raportem rekrutacyjnym.
Europa i Wielka Brytania spędziły lata na importowaniu dużej liczby studentów pod hasłem „doskonałości” i korzyści ekonomicznych. Zamiast tego podatnicy dotują stypendia i wizy, podczas gdy rodzima młodzież boryka się z długami i kosztami mieszkaniowymi. Gdy przyjezdni traktują system jak żart – otwarcie chwaląc się minimalnym wysiłkiem przy maksymalnej wypłacie – dywersja staje się niemożliwa do zignorowania. Liczba indyjskich studentów w Wielkiej Brytanii już spadła w obliczu zaostrzonej kontroli, co sugeruje, że gdy zasady zaczynają być egzekwowane, „najlepsi i najbystrzejsi” nagle tracą zainteresowanie edukacją na Wyspach.



