Amerykańscy i chińscy oficerowie wojskowi zasiedli do rzadkich rozmów na temat zapobiegania konfliktom na Hawajach, niedługo po zeszłomiesięcznym szczycie Trump-Xi w Pekinie. Według wydanego późnym wieczorem w poniedziałek oświadczenia chińskiej marynarki wojennej, oba supermocarstwa odbyły wymianę zdań określoną jako „szczera i konstruktywna”, podczas dwudniowego spotkania za zamkniętymi drzwiami. Jak ujawniły nowe raporty, miało ono miejsce w poprzednim tygodniu w Honolulu. Strony zakończyły rozmowy zgodą co do tego, że usprawniona komunikacja może skutecznie ograniczyć taktyczne błędy w kalkulacjach oraz zwiększyć profesjonalizm na wysoce spornym obszarze wód i przestrzeni powietrznej regionu Indo-Pacyfiku.
Tłem dla tych rozmów jest rosnąca aktywność wojskowa wokół samorządnej wyspy. Niedawno odnotowano wzrost liczby ćwiczeń wojskowych chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w pobliżu Tajwanu, a samoloty bojowe często krążą wokół wyspy. Waszyngton reaguje jednak stosunkowo powściągliwie na te wydarzenia, które często stawiają siły zbrojne Tajpej w stan najwyższej gotowości.

Strategiczna niejednoznaczność i milczenie Białego Domu
Nagłe wznowienie dialogu wojskowego między USA a Chinami ma wyraźnie na celu złagodzenie niepokojów dyplomatycznych. Dzieje się to zwłaszcza po tym, jak czołowi chińscy urzędnicy wojskowi w weekend w widoczny sposób zbojkotowali prestiżowe forum obronne Shangri-La Dialogue w Singapurze. Wznowienie kontaktów stanowi więc swoiste odwrócenie wcześniejszego chłodu.
Prezydent Trump dał w międzyczasie jasno do zrozumienia, że nie będzie utrzymywał bezpośrednich kontaktów z prezydentem Tajwanu Lai Ching-te. Decyzja ta jest zgodna z długofalową polityką utrzymywania obecnego stanu rzeczy. Brak rozmowy z wybranym przywódcą Tajwanu jest w istocie normą.
U podstaw tej powściągliwości leży utrwalona doktryna dyplomatyczna. Postawa Waszyngtonu opiera się na polityce strategicznej niejednoznaczności oraz oficjalnym uznawaniu zasady „jednych Chin”. Trump wysyła silny sygnał, że na razie to się nie zmieni.
Historyczny kontekst pokazuje, jak wyjątkowy jest ten dystans. Żaden urzędujący prezydent USA nie rozmawiał bezpośrednio z tajwańskim przywódcą od 1979 roku. Wyłomem był jedynie grudzień 2016 roku, gdy Trump jako prezydent-elekt odebrał telefon z gratulacjami od ówczesnej prezydent Tajwanu Tsai Ying-wen.
CYNICZNYM OKIEM: Dwa nuklearne mocarstwa nazywają rozmowy „szczerymi i konstruktywnymi”, a sednem tej szczerości jest ustalenie, jak grzecznie nie wpaść na siebie nawzajem. Tajwan tymczasem ma być widziany, ale nie słyszany.
Strona tajwańska nie kryje, że chciałaby przedstawić Waszyngtonowi własną perspektywę. „Myślę, że Lai, gdyby miał czas, bardzo chciałby przedstawić mu naszą stronę medalu, historię Tajwanu, która jest opowieścią o odporności państwa stawiającego opór chińskiej agresji”, powiedział 17 maja Alexander Yui, przedstawiciel Tajwanu w USA. Słowa padły w programie „Face the Nation z Margaret Brennan”.
Sam szczyt przywódców przyniósł deklaracje o wspólnym kierunku. Xi i Trump rzekomo zgodzili się dążyć do „konstruktywnych relacji opartych na stabilności strategicznej”. Analitycy geopolityczni interpretują to jako próbę ostatecznego ustalenia praktycznych granic interakcji między dwoma nuklearnymi tytanami na arenie międzynarodowej.
Eksperci dostrzegają w tym jakościową zmianę charakteru relacji. Wang Dong, profesor studiów międzynarodowych na Uniwersytecie Pekińskim, mówił agencji Reuters o przejściu poza reaktywne zarządzanie kryzysowe. Wspólne ramy strategiczne mają jego zdaniem prowadzić w stronę bardziej celowego, zorientowanego na przyszłość budowania stabilności.
Optymizm płynie również z Pentagonu, choć nie wszyscy muszą go podzielać. Szef Pentagonu Pete Hegseth złożył ostatnio zaskakującą deklarację wskazującą, że relacje między USA a Chinami są lepsze niż od wielu lat. Może to być jednak nowością dla Pekinu, a jeśli Biały Dom nadal będzie zachowywał względne milczenie w kwestii Tajwanu, Chiny z pewnością uznają to za swój sukces.



