Jeszcze kilka lat temu korzystanie z Wi-Fi podczas lotu było źródłem frustracji: powolne, niestabilne połączenia i horrendalne ceny sprawiały, że pasażerowie bardziej cierpieli niż korzystali z internetu na pokładzie samolotu. Jednak wszystko zaczęło się zmieniać, gdy na niebo wkroczył Starlink – usługa satelitarnej sieci internetowej w niskiej orbicie Ziemi, stworzona przez SpaceX Elona Muska.
Dziś już nie tylko e-maile czy czytanie wiadomości to opcje dostępne w powietrzu – przełom w prędkości i jakości połączenia sprawia, że można grać w gry wideo online czy nawet korzystać z profesjonalnych narzędzi jak terminal Bloomberga w trakcie lotu.
Tfue wins a Fortnite game at 40,000 feet using Starlink on Qatar Airways pic.twitter.com/Se5roYjFqe
— Dexerto (@Dexerto) May 12, 2025Czołowe linie lotnicze wdrażają Starlink
Według informacji Bloomberga, usługa Starlink jest już wdrażana przez takie linie lotnicze jak United Airlines, Air France, Qatar Airways, Virgin Atlantic a wkrótce również Alaska Air. Na tapecie są też negocjacje z British Airways.
Dane techniczne robią wrażenie:
- prędkość pobierania do 200 Mbps,
- prędkość wysyłania od 8 do 25 Mbps,
- opóźnienia poniżej 99 ms.
To jakościowy przeskok w porównaniu do standardowego ok. 10 Mbps, które oferują tradycyjne onboard Wi-Fi.
Starlink planuje też ekspansję na rynku dalekiego zasięgu, chcąc objąć linie lotnicze z Zatoki Perskiej, w tym Emirates, FlyDubai, Gulf Air i Saudia, co otworzyłoby im drogę do dominacji na jednym z najważniejszych segmentów rynku lotniczego.
Ale kosmiczną ofensywę Elon Muska ostro komentuje rynek: Starlink zmierzy się z potężnymi graczami: EchoStar, Viasat, SES i Intelsat. Rynek telekomunikacji satelitarnej jest wart około 100 miliardów dolarów i przyspiesza przed nową dekadą.
Koszty i inwestycje dla linii lotniczych
Instalacja terminala Starlink to niemały wydatek:
- około 300 tys. dolarów dla Boeinga 737,
- aż pół miliona dolarów dla flagowego Boeinga 787 Dreamliner.
Dodatkowo linie płacą ponad 120 USD miesięcznie za miejsce pasażerskie za usługę, plus kolejne 120 dolarów za dostęp do telewizji na żywo.
CYNICZNYM OKIEM: Elon Musk nie rozdaje internetu za darmo, a luksus grania czy netfliksowania z 30 000 stóp kosztuje: najpierw wciąż gigantyczne nakłady inwestycyjne dla linii, potem wysokie opłaty dla pasażerów. To luksus dostępny dla nielicznych, który podsyca wyścig armii kosmicznych korporacji rozkładając koszty na resztę świata.
Starlink jako pionier i przyszły IPO
Starlink pozostaje filią SpaceX, bez formalnego debiutu na giełdzie. Musk wspominał o potencjalnym IPO „w pewnym momencie w przyszłości”, ale na razie nie ma konkretnego harmonogramu działań.
Nowością jest też wprowadzenie trybu „Standby” za 5 USD miesięcznie, umożliwiającego niskoprzepustowy dostęp do danych, SMS-y i szybką reaktywację usługi – strategia mająca zatrzymać abonentów i zwiększyć stabilność bazy klientów przed ewentualną ofertą publiczną.

Dzięki Starlinkowi loty mogą stać się zupełnie innym doświadczeniem – od teraz nie tylko przemieszczamy się z miejsca na miejsce, ale utrzymujemy pełną cyfrową aktywność. Gry, streaming, praca zdalna – to wszystko przestaje być marzeniem, a staje się standardem.
Konkurencja pozostaje otwarta, zwłaszcza że Amazon z projektem Kuiper czy inne podmioty przygotowują swoje oferty, jednak na tę chwilę Starlink wysuwa się na czoło wyścigu innowacji satelitarnych w lotnictwie.


