Gdy większość armatorów wstrzymuje oddech i cumuje z dala od Cieśniny Ormuz, George Procopiou idzie pod prąd – dosłownie. Grecki miliarder, którego majątek Forbes wycenia na 4,7 miliarda dolarów, wysłał co najmniej pięć tankowców przez ogarniętą konfliktem cieśninę, inkasując stawki czarterowe sięgające 440 000 dolarów dziennie – czterokrotność poziomów sprzed wojny. Ryzyko jest realne, zyski – spektakularne.
Kalkulacja Procopiou opierała się na dwóch filarach. Po pierwsze – kraje importujące ropę są gotowe zapłacić niemal każdą cenę za zabezpieczenie dostaw. Po drugie – producenci ropy potrzebują pływających magazynów, gdy lądowe zbiorniki się przepełniają. Tankowce w strefie konfliktu pełnią więc podwójną funkcję: transportową i składową, a każda z nich generuje przychód.
CYNICZNYM OKIEM: Wojna to tragedia dla jednych i arkusz kalkulacyjny dla drugich. Procopiou nie wynalazł cynizmu – on po prostu wycenił go na 440 000 dolarów za dobę.
Ryzyko wkalkulowane w cenę
Aby zmniejszyć ekspozycję na irańskie ataki, statki wyłączyły transpondery i zabrały na pokład uzbrojoną ochronę. The Wall Street Journal studzi jednak entuzjazm: tankowce „prawdopodobnie szybko by zatonęły w przypadku uderzenia pociskiem lub dronem”. Załogi podejmujące te rejsy otrzymują wyjątkowo wysokie wynagrodzenie – bo i stawka jest najwyższa z możliwych.
Procopiou kontroluje kilka firm żeglugowych – Dynacom Tankers Management, Sea Traders oraz Dynagas – a samo Dynacom obsługuje około 70 jednostek. Greccy armatorzy jako grupa kontrolują największą na świecie flotę tankowców, co w warunkach gwałtownego wzrostu popytu i kurczącej się podaży przekłada się na dźwignię cenową, o jakiej inne branże mogą tylko marzyć.
Nie tylko Grecy
Procopiou nie jest jedynym, który dostrzegł okazję. Koreańska firma Sinokor Merchant Marine, która kupiła dziesiątki tankowców jeszcze przed wybuchem konfliktu, wydzierżawiła część z nich firmie Abu Dhabi National Oil Company jako morskie magazyny – po stawkach sięgających 500 000 dolarów dziennie. Kilka jednostek Sinokor wpłynęło do Zatoki zanim jeszcze padły pierwsze strzały, co w branżowych kręgach rodzi pytania o to, kto wiedział co i kiedy.
CYNICZNYM OKIEM: Sinokor kupił tankowce przed wojną i wysłał je do Zatoki przed konfliktem. Szczęście sprzyja przygotowanym – albo dobrze poinformowanym.
Rynek frachtowy w strefie Ormuz funkcjonuje teraz według własnej logiki: im większe niebezpieczeństwo, tym wyższa cena, tym mniejsza liczba chętnych – i tym większa premia dla tych, którzy się zdecydują.


