Sekretarz Obrony Pete Hegseth w zeszłym tygodniu zaprezentował ustawodawcom, jak amerykańska gospodarka wojenna gwałtownie odżywa pod rządami administracji Donalda Trumpa. Przekaz był jednoznaczny: „inteligentne transakcje biznesowe” prezydenta wysłały sektorowi przemysłowo-obronnemu sygnał popytu – budujcie więcej, budujcie szybciej i przygotujcie się na trwałe zakupy. To nie jest jednorazowy zastrzyk gotówki, lecz zaproszenie do długofalowej współpracy, w której Pentagon występuje jako stabilny i głodny klient.
Liczby przedstawione przez Hegsetha mają robić wrażenie i robią je skutecznie. Jak oświadczył sam sekretarz, „Departament pomógł stymulować ponad dwieście pięćdziesiąt prywatnych umów inwestycyjnych w trzydziestu dziewięciu stanach, 180 miastach i 150 firmach o wartości ponad 50 miliardów dolarów”, dodając, że „zaowocowało to powstaniem 280 nowych lub rozbudowanych zakładów o powierzchni 18 milionów stóp kwadratowych amerykańskiej produkcji i ponad 70 tysiącami nowych miejsc pracy w sektorze obronnym”. Mapa inwestycji rozkłada się więc na niemal cały kraj, co politycznie czyni cały projekt wyjątkowo trudnym do zatrzymania przez kogokolwiek w Kongresie.
Cudzym kapitałem, nie funduszami Wujka Sama
Hegseth podkreślił, że istotą zmiany jest sposób finansowania całej operacji, a nie tylko jej skala. „Zmieniając model biznesowy naszego departamentu, amerykańskie firmy inwestują w Amerykę własne pieniądze, własny kapitał” – zauważył sekretarz. Określił to mianem „historycznej demonstracji rewitalizacji amerykańskiej produkcji i obronności”, dwukrotnie zaznaczając, że odbywa się ona przy użyciu pieniędzy firm, a nie funduszy Wujka Sama.
CYNICZNYM OKIEM: Firmy „same” inwestują miliardy z dobroci serca, a Pentagon tylko grzecznie kibicuje. W rzeczywistości to państwo wystawia gwarantowane zamówienia na dekady i nazywa to wolnym rynkiem.
Cała narracja wpisuje się w trend opisywany już wcześniej w publikacjach poświęconych odradzaniu się amerykańskiej bazy przemysłowej. Pentagon liczy między innymi na producentów samochodów przy odbudowie arsenału, od ciężarówek po czołgi, a wyścig o uzupełnienie zapasów broni ma jeszcze mocniej doładować gospodarkę wojenną. Komentarze sekretarza nie są więc nowością, lecz kolejnym potwierdzeniem kursu obranego od początku drugiej kadencji.
Arsenał Wolności na grafice Departamentu Wojny
Po przesłuchaniu Hegsetha przed ustawodawcami Departament Wojny opublikował w serwisie X grafikę zatytułowaną „Arsenał Wolności”. Wizualizacja mapuje inwestycje departamentu w przemysł obronny od 20 stycznia 2025 roku, czyli od dnia zaprzysiężenia Trumpa na drugą kadencję.

Materiał ma być dowodem na to, że dynamika wzrostu nie jest retoryczną figurą, lecz mierzalnym zjawiskiem rozlewającym się po 39 stanach. Już sam fakt, że resort obrony zaczyna oficjalnie posługiwać się określeniem „Departament Wojny”, sygnalizuje zmianę języka, w jakim Waszyngton mówi o swoim sektorze zbrojeniowym. Dawne eufemizmy ustępują miejsca bardziej dosłownej terminologii.
Konkluzja Hegsetha brzmi krótko i niemal manifestacyjnie. „Witajcie w gospodarce wojennej” – te słowa zamykają jego wystąpienie i jednocześnie otwierają nowy rozdział w sposobie, w jaki administracja Trumpa opisuje sama siebie. To deklaracja tożsamości polityki przemysłowej, nie tylko jej skuteczności.



