Rok 2025 przyniósł zaskoczenie, które może przejść do podręczników ekonomicznych: dominująca wśród analityków i ekonomistów keynesowska narracja dotycząca nieuchronnej recesji i stagflacji w Stanach Zjednoczonych okazała się kompletnie błędna. Mimo wcześniejszych przewidywań o stagnacji lub wręcz kurczeniu się gospodarki, rzeczywistość ujawniła ekonomiczną siłę USA przewyższającą kilka porównywalnych mocarstw: Wielką Brytanię, Niemcy, Francję, Włochy, Japonię czy całą strefę euro.
Gospodarka, która się nie poddaje. Skurcz, odbicie i solidne fundamenty
Zaskakujące jest to, że amerykańska gospodarka prezentuje prognozy wzrostu PKB wyższe niż najlepsze kraje zachodnie, z równoczesnym utrzymaniem niskiego bezrobocia i wzrostem realnych płac, co niesie ze sobą zastrzyk optymizmu dla inwestorów i konsumentów.

Na tle rozczarowujących wyników strefy euro, rosnących rentowności ich obligacji mimo działań Europejskiego Banku Centralnego oraz utrzymującej się stagnacji Japonii i Wielkiej Brytanii, USA zdają się trwać w dynamicznym wzroście.
CYNICZNYM OKIEM: Modelarze z Fedu stawiali na regres, a rynek i rzeczywistość pokazały, że amerykański smok jeszcze raz zionął ogniem wzrostu – choć chaos nadal czyha za rogiem.
Po krótkim załamaniu na początku roku, wzrost PKB w drugim kwartale osiągnął imponujące tempo rzędu 3–3,3% rocznie, a model Atlanta Fed GDPNow przewiduje na trzeci kwartał stabilny wzrost bliski 3%.
Stało się to dzięki konsumpcji, wzrostowi importu, inwestycjom firm, przy jednoczesnym utrzymaniu wydatków rządowych pod kontrolą.
Inflacja pod kontrolą. Rynek pracy i płace – ryzykowny optymizm
Dane CPI i PPI za sierpień rozwiewają lęki dotyczące wpływu taryf handlowych na inflację. Indeksy utrzymują się na poziomach zbliżonych do lub poniżej oczekiwań. Nie odnotowano znaczącego wzrostu cen dla dóbr trwałych i nietrwałych, a nawet spadły ceny energii oraz importowanych części.

Choć sektor prywatny utrzymał tendencje wzrostowe w zatrudnieniu i płacach w pierwszych ośmiu miesiącach roku, wcześniejsze negatywne rewizje danych z 2024 roku wskazały na recesję sektora prywatnego, tłumacząc pesymizm społeczeństwa.
Jednak realne wzrosty płac przekraczają inflację – zarobki godzinowe wzrosły o 1,2%, tygodniowe o 1,4%, co zwiększa siłę nabywczą klasy średniej i wspiera stabilny popyt detaliczny.

CYNICZNYM OKIEM: Choć liczby dobrze wyglądają, pod powierzchnią wciąż czają się uboczne ryzyka – kurcząca się siła robocza i presje cenowe mogą w każdej chwili przewrócić tę sielankę na głowę.
Rynki finansowe i modele Fedu – analiza, która zawodzi
Uwidoczniające się oznaki stabilizacji odstraszają Fed od pochopnych działań. Obserwuje się spadek rentowności obligacji amerykańskich i rosnące oczekiwania rynkowe na obniżkę stóp procentowych w najbliższych miesiącach.
Fed stoi więc pod presją, by dostosować politykę do danych, a nie ideologicznych scenariuszy, które przeważały w ubiegłym roku i wprowadziły niepotrzebny pesymizm.
Podstawowym narzędziem Fedu jest krzywa Phillipsa, według której inflacja i bezrobocie mają korelację odwrotną. Model ten jednak w praktyce wielokrotnie zawodzil, gdy fakty pokazały brak jednoznacznej korelacji.
Autor poleca: Czy Fed kontroluje gospodarkę USA? Mit niezależności i potęgi
Dodatkowo wiarę w tzw. „premię terminową” jako wyjaśnienie różnic w stopach procentowych można uznać za bezpodstawną. Długoterminowe stopy ustalane są bowiem przez rynek, a nie przez hipotetyczne szeregi krótkoterminowych stóp.
CYNICZNYM OKIEM: Fed wikła się we własne modele, tworząc iluzję kontroli, podczas gdy rynkowa rzeczywistość i dynamika gospodarcza pędzą obok niego.
Niezależność Fedu – legenda czy fikcja?
Historia pokazuje, że Fed nigdy nie był niezależny. Od początków istnienia, przez okresy wojenne i kryzysy, był pod silnym wpływem politycznych decyzji i nacisków prezydentów USA. Słynne przykłady presji ze strony Johnsona i Nixona są tego najlepszym dowodem.
Aktualne napięcia wokół zwolnienia gubernator Lisy Cook i nominacji nowych członków rady pokazują, jak polityka i ekonomia wciąż mieszają się w działania banku centralnego.
Chęć Donalda Trumpa do kontrolowania rady Fedu i stanowiska jej przewodniczącego ma ogromne znaczenie, ale może okazać się zręcznym teatrem – bo realną siłą rządzi nie władza polityczna, lecz rynkowa dynamika ekonomiczna.
Stopa funduszy federalnych prawdopodobnie spadnie do około 2% w nadchodzącym roku, co może oznaczać „sukces”, ale konsekwencje recesji i spadających rynków to wyzwania, z którymi decydenci będą musieli się zmierzyć.
CYNICZNYM OKIEM: Niezależność Fedu jest iluzją, polityczne gry rozgrywane przez prezydentów to tylko kolejna warstwa rozrywki na tle poważnych problemów gospodarczych.
Fed musi przestać ulegać własnym mitom i dostosować się do rzeczywistości, jeśli chce skutecznie prowadzić politykę, zamiast zamieniać się w aktora w przedstawieniu, które coraz mniej kogo przekonuje. Kluczem do sukcesu będzie elastyczność, analiza danych i rezygnacja z dogmatów na rzecz pragmatyzmu, zanim rynek sam wymusi zmiany – być może kosztowne i bolesne.


