Dziś tradycyjne metody walki z recesją – cięcia podatków, obniżki stóp procentowych, zwiększanie wydatków rządowych – osiągnęły swoje granice i już nie działają tak, jak kiedyś.
Wielu twierdzi, że „tym razem jest inaczej” – i faktycznie jest, lecz nie tak jak chcieliby zwolennicy tej narracji.
Bajkowa wizja kontra brutalne dane
Często nazywa się mnie pesymistą, co bardziej świadczy o przywiązaniu krytyków do „bajkowego modelu gospodarki”, w którym każda innowacja technologiczna lub finansowa umożliwia niekończącą się konsumpcję i wzrost.
Fakty są bolesne:
- 68% majątku (113 bilionów dolarów) w USA należy do 13,5 miliona gospodarstw, czyli górnych 10%,
- Dolna połowa populacji (około 170 milionów ludzi) posiada zaledwie 2,5% majątku – 4 biliony dolarów,
- 19 najbogatszych gospodarstw domowych ma majątek wart 2,6 biliona dolarów – tyle co 110 milionów Amerykanów,
- Top 1% (3,4 mln osób) posiada 31% całkowitego majątku netto (52 biliony dolarów), więcej niż 136 milionów osób z przedziału 50%-90% razem wziętych,
- Top 10% generuje 50% wszystkich wydatków.

Płace i pracownicy – nędza rośnie w cieniu majątkowych fortun
41,7 miliona amerykańskich pracowników, czyli 31% siły roboczej, zarabia mniej niż 12 dolarów na godzinę.
Mediana godzinowej płacy 53 milionów pracowników (w wieku 18–64 lat) wynosi zaledwie 10,22 dolara, a roczne dochody z pracy na pełny etat to około 24 000 dolarów, podczas gdy mediana rocznych zarobków w USA to 62 000 dolarów.
Nawet podwyżki 10–20% w tym środowisku to zaledwie kropelka w oceanie potrzeb.
Gospodarka na kredyt i bańki
Udział wynagrodzeń w gospodarce gwałtownie maleje, a oficjalną reakcją jest poleganie na sztuczkach finansowych, które napędzają konsumpcję i wzrost PKB na kredyt.
Podaż pieniądza i zadłużenie rosną szybciej niż rzeczywista gospodarka. Niskie stopy procentowe zachęcają do zadłużania się, tworząc efekt majątkowy: rosnące aktywa umożliwiają dalsze zaciąganie długów i wydatków.
Jednak to właśnie ten system faworyzuje najbogatszych, którzy mają dostęp do taniego kredytu i już posiadają aktywa, wywołując rosnące nierówności majątkowe.
Mediana rocznych dochodów z aktywów finansowych w USA to raptem około 22 dolarów na mieszkańca, co oznacza, że większość inwestorów nie czerpie realnych korzyści z rynku.

Top 0,1% zbiera zdecydowaną większość niezarobionych przychodów z inwestycji, podczas gdy większość pozostaje z groszami.
Nasycenie zadłużeniem. Stopy procentowe obniżone do zera i co dalej?
Gospodarka traktuje dług jak pętlę – przychody są pochłaniane przez obsługę zadłużenia i podstawowe wydatki, nie pozwalając funduszom na dalszy wzrost zadłużenia.

To oznacza, że tradycyjne metody walki z recesją przestają działać, ponieważ wzrost długu również osiągnął granice.
Era Wielkiej Moderacji, gdy niskie stopy procentowe i tania produkcja z Chin podtrzymywały wzrost gospodarczy, minęła. Rosnące napięcia handlowe i ryzyko na rynkach zwiększają premię za pożyczanie kapitału, której nie da się już zbić do zera.

Fed nie może już ratować gospodarki ciągłym obniżaniem stóp, bo to prowadzi do stagnacji – jedynym rozwiązaniem byłoby pozwolenie bańkom pęknąć, ale to zabolałoby banki i bogatych posiadaczy długu, więc unika się tego scenariusza.
Co to oznacza dla większości?
- Obniżka stóp procentowych nie zmienia sytuacji dla biedniejszych warstw, które i tak mają wysokie oprocentowanie kredytów – karty kredytowe, pożyczki studenckie pozostaną drogie i niedostępne.
- Wielu właścicieli nieruchomości ma stałe stopy procentowe, więc boom na refinansowanie się skończył.
- Rząd federalny już pożycza tak, jakbyśmy byli w depresji, co oznacza dalsze zadłużanie.

Bogactwo na kredyt – iluzja, która wkrótce może zniknąć
Wartość majątku netto jest mocno zawyżona przez działania takich jak skup akcji czy sztuczne pompowanie podaży pieniądza i zadłużenia.
Gdyby wartość netto liczyć według inflacji, byłaby o połowę mniejsza niż obecnie, a nawet wtedy byłaby większa niż na początku XXI wieku.
Ostatnia prawdziwa recesja USA miała miejsce 45 lat temu – od tamtego czasu rynki były zasilane sztucznym wzrostem.
W realnej recesji zwolnienia powodują kolejne, a samorządy mają niewiele możliwości ratowania sytuacji poza cięciami zatrudnienia.
Jeśli AI zrealizuje swój potencjał, zastępując wielu pracowników, może to jeszcze bardziej zaostrzyć spiralę spadku zatrudnienia i zamykania firm.
Społeczna bomba zegarowa
Wiele gospodarstw, firm i samorządów jest słabo przygotowanych na spadki wartości majątku i stratę dochodów.
Polityka oparcia wzrostu na bańkach spekulacyjnych i długu wyczerpała się i grozi zapaścią, którą dla bogatych stanowi przedmiot strachu.
CYNICZNYM OKIEM: To smutna prawda, że wielu bogatych może nie odczuć kryzysu, bo żyją na innym poziomie, ale reszta jest na krawędzi i każdy kolejny wstrząs może zniszczyć ułudę stabilności.
Budując gospodarkę na iluzjach wzrostu, długu i bańkach finansowych, nie możemy się dziwić, że wraz z nadchodzącymi podmuchami wiatrów zmian świat może się zatrząść.
To ostrzeżenie, byśmy zrozumieli, że nadchodzi coś więcej niż recesja – dla wielu może to być prawdziwa depresja.
A ci, którzy myślą, że to bajka, będą pierwszymi, którzy obudzą się z ręką w nocniku.



