Jak blisko krawędzi przepaści można podejść, zanim się w nią wpadnie? Największy konflikt zbrojny w Europie od czasów II wojny światowej szykuje się do eskalacji w 2026 roku, Bliski Wschód tli się w oczekiwaniu na kolejny wybuch, Stany Zjednoczone otwarcie planują wojnę z Wenezuelą, a Chiny gotują się do reakcji na największy w historii pakiet broni dla Tajwanu. Psy wojny drapią bramę, a świat robi wrażenie dziwnie obojętnego. Szczególnie na Zachodzie. A to niesie ze sobą poważne ryzyko – bo zegar tyka, a polityczne ciało świata pokrywa się gorączką, która może spalić ostatnie złudzenia o pokoju.
Putin nazwał Europejczyków „świnkami”. Rosja nie odpuści
Europa przygotowuje się do wojny z Rosją – to nie spekulacja, lecz fakt. Od miesięcy europejscy przywódcy publicznie mówią o „przygotowaniach na bezpośrednie starcie z Moskwą„. Najwyraźniej Władimir Putin to usłyszał – i stracił cierpliwość. Podczas dorocznego spotkania ministerstwa obrony nazwał brytyjskiego premiera Keira Starmera „małą świnką”, a europejskich liderów zbiorowo określił mianem „prosiaczków”.
W oficjalnym wystąpieniu Putin oskarżył byłego prezydenta USA Joe Bidena o celowe rozpętanie konfliktu na Ukrainie i dodał: „Wszyscy myśleli, że zniszczą Rosję w krótkim czasie. I europejskie świnki natychmiast przyłączyły się do pomocy. Liczyły na zyski z rozpadu naszego kraju. Na odzyskanie tego, co utraciły w poprzednich epokach. Na zemstę. A jak już dla wszystkich jest oczywiste – wszystkie te próby, wszystkie te destrukcyjne plany wobec Rosji zakończyły się całkowitą klęską.”
Ton był brutalny, ale nie nieprzemyślany. To jasny sygnał: dalsze wsparcie dla Ukrainy będzie traktowane jako akt wrogości.
Na tym samym spotkaniu Putin ogłosił coś, co mogło zabrzmieć jak ultimatum. Cele Rosji na Ukrainie zostaną osiągnięte – albo dyplomatycznie, albo siłą. Ale ponieważ strona ukraińska i jej zagraniczni patroni nie wykazują gotowości do merytorycznej rozmowy, zadanie „wyzwolenia historycznych ziem” będzie realizowane konsekwentnie, metodami wojskowymi.
Mówił również o tworzeniu i poszerzaniu „strefy buforowej” – eufemizmu na nowe zajęcia terytorialne. Putin już nie ukrywa, że nie chodzi tu o tymczasowy konflikt, lecz o rozliczenie historyczne prowadzone na polu bitwy.
Ukraina ostrzega: to będzie „rok wojny”
Ukraina nie zamierza oddać tego, co Rosja chce zabrać. Prezydent Wołodymyr Zełenski wprost ostrzegł, że 2026 rok będzie „rokiem wojny”. W długim wpisie na platformie X zaznaczył, że sygnały z Moskwy mówią o przygotowaniach do kontynuacji konfliktu – i to nie tylko wobec Ukrainy.
„Te sygnały nie są skierowane tylko do nas. Nasi partnerzy muszą je zobaczyć, a zwłaszcza partnerzy w Stanach Zjednoczonych, którzy często mówią, że Rosja chce zakończyć wojnę.”
Zełenski ostrzega, że Moskwa nie szuka pokoju, lecz sposobu, by zamaskować pod językiem dyplomacji pragnienie zniszczenia Ukrainy i uzasadnienia kradzieży jej ziemi. Odwołał się również do przyszłości innych krajów w Europie, które Rosja może któregoś dnia nazwać „historycznymi ziemiami”.
Tymczasem na froncie Rosja skutecznie posuwa się naprzód. Siły rosyjskie są na skraju przejęcia Hulajpola, miasta strategicznego w obwodzie zaporoskim. Niemiecka gazeta Bild donosi, że grupy szturmowe działają już w centrum miasta, atakując je ze wszystkich stron. Większość wysokich budynków jest albo zniszczona, albo już pod kontrolą Rosji.
Estonia oskarża FSB o przekroczenie granicy
W Estonii, członku NATO, doszło do incydentu, który może stać się iskrą. Trzy osoby z FSB, rosyjskiego odpowiednika KGB, miały krótko wtargnąć na terytorium estońskie, przechodząc przez rzekę Narwę na poduszkowcu. Kamery monitoringu nagrały, jak „spacerują” po estońskim brzegu, a potem wracają. Estonia zwiększyła patrole graniczne i zażądała dyplomatycznych wyjaśnień.
W normalnych czasach to byłby incydent. Dziś to element gry nerwów NATO – Rosja, która trwa.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedyś granice strzegły całe armie. Dziś wystarczy poduszkowiec i trzej funkcjonariusze, by wywołać kryzys medialny. Świat stał się tak napięty, że przypadkowe wtargnięcie wygląda jak prowokacja planowana.
Izrael bombarduje pomimo zawieszenia broni
Izrael i Hezbollah teoretycznie zachowują zawieszenie broni. Ale teoria kończy się na papierze – w ciągu ostatniej doby Izrael przeprowadził serię nalotów na infrastrukturę Hezbollahu w południowym i północno-wschodnim Libanie.
Uderzono w magazyny broni, bazy szkoleniowe, wyrzutnie. Naloty miały miejsce tuż przed upływem terminu 31 grudnia, do którego Hezbollah powinien się rozbroić.
Nie rozbroił się. I nikt tego nie oczekiwał. Zawieszenie broni przestało być pokojem, a stało się kolejną rundą przygotowań.
Kongres USA głosował przeciw konstytucji
Izba Reprezentantów Stanów Zjednoczonych odrzuciła ustawę, która blokowałaby prezydentowi możliwość rozpoczęcia wojny z Wenezuelą bez zgody Kongresu.
Głosowanie zakończyło się wynikiem 211 do 213, z dziewięcioma osobami nieobecnymi. Tylko trzech Republikanów wsparło projekt: Thomas Massie, Marjorie Taylor Greene i Don Bacon.
Ustawa miała nakazać wycofanie wojsk USA z wszelkich działań przeciwko Wenezueli, które nie zostały autoryzowane przez Kongres.
Konstytucja wymaga zgody Kongresu na wojnę. Kongres postanowił, że nie chce tej odpowiedzialności.
USA wysyłają największy w historii pakiet broni dla Tajwanu
11,1 miliarda dolarów – to najwyższy jednorazowy pakiet pomocy wojskowej dla Tajwanu w historii. Pentagon ogłosił, że jego celem jest „wspieranie modernizacji sił zbrojnych Tajwanu oraz utrzymanie wiarygodnej zdolności obronnej”.
Chiny zareagowały natychmiast. Rzecznik Biura do spraw Tajwanu w Radzie Państwa nazwał decyzję „rażącą ingerencją w wewnętrzne sprawy Chin” i naruszeniem zasady jednych Chin.
Chiny zażądały, by USA „natychmiast przestały zbroić Tajwan” i zaniechały wspierania separatyzmu. Dodały, że decyzja ta wysyła „niewłaściwy sygnał siłom niepodległościowym”.
Są wściekłe. A wściekłe Chiny nie są teoretycznym ryzykiem. Są rzeczywistym niebezpieczeństwem.
Scenariusz totalny – wojna na czterech frontach
Stany Zjednoczone blokują Wenezuelę, zbroją Tajwan, wspierają Izrael i wrzucają coraz więcej broni na Ukrainę. Liderzy w Waszyngtonie zdają się wierzyć, że mogą jednocześnie prowokować Rosję, Chiny, Iran i pół Ameryki Łacińskiej bez konsekwencji. Tymczasem możliwe, że wkrótce dojdzie do scenariusza, w którym wojny toczą się jednocześnie w Azji, Ameryce Południowej, na Bliskim Wschodzie i w Europie.
To już nie byłby zestaw konfliktów regionalnych. To byłaby wojna światowa.
Jeśli globalni liderzy chcieliby wybrać drogę pokoju, to właśnie teraz jest na to ostatni moment.
Niestety gorączka wojny opanowała większość z nich. I to nie jest dobra wiadomość dla nikogo. Bo historia uczy, że epidemie nie zawsze są biologiczne – czasem są polityczne. A najniebezpieczniejsza choroba to ta, w której chory już nie widzi własnej choroby.


