Google, gigant sztucznej inteligencji, coraz głębiej integruje AI w swoje produkty – od inteligentnych przeglądów w wyszukiwarce, przez automatyczne podsumowania na YouTube, po zaawansowanego chatbota Gemini 3 Pro. Jednak CEO Google, Sundar Pichai, w najnowszym wywiadzie dla BBC uczciwie przestrzega użytkowników: AI jest nadal „podatne na błędy” i nie powinniśmy polegać wyłącznie na niej.
To nie lada przyznanie się do niedoskonałości w świecie, który często sprzedaje AI jako bezbłędną czarodzieję informacji.
CYNICZNYM OKIEM: Nawet król AI mówi, że trzeba mieć jeszcze plan B – czyli stare dobre „Google’owanie”.
AI świetne do kreatywnego pisania, ale nie do świętej prawdy
Pichai wskazał, że AI najlepiej sprawdza się w obszarach tworzenia tekstów – mniej w precyzyjnym dostarczaniu faktów. To ważny sygnał, bo wiele osób traktuje modele językowe jak wyrocznie. Tymczasem Google przypomina: sprawdzajcie informacje podwójnie i korzystajcie z tradycyjnych źródeł.
Przyznał, że choć firma uczy AI, by minimalizować błędy, to na razie mamy do czynienia z narzędziem, które potrafi generować „halucynacje” – czyli fantazje, które wyglądają jak fakty.
Google ponosi ogromne inwestycje – z rekordowymi 75 miliardami dolarów na infrastrukturę AI w 2025 roku – i rozwija takie projekty jak Gemini 3 Pro, który stanowi już 13,4% światowego rynku chatbotów.
Jednak Pichai podkreśla, że z taką skalą wzrostu wiążą się ryzyka: „Irracjonalność” i ryzyka bańki inwestycyjnej w AI są realne i żadna firma, nawet Google, nie jest na nie odporna.
Firma chce reagować szybko i z rozwagą, łącząc innowacje z odpowiedzialnością, jednocześnie inwestując w ekosystem AI, który ma stać się światową potęgą.
CYNICZNYM OKIEM: Google buduje imperium AI, ale CEO już głośno mówi, że to jeszcze nie jest zagadnienie „bezpieczne jak bank”.
AI pochłania coraz więcej energii – czyli kryptonit dla Net Zero
Pichai przyznał, że rozwój AI znacznie zwiększa zużycie energii – w 2024 roku systemy sztucznej inteligencji pochłonęły 1,5% światowej elektryczności, a ten wskaźnik ma gwałtownie rosnąć. To z kolei opóźnia realizację ambitnych celów klimatycznych Google, takich jak osiągnięcie zerowej emisji netto do 2030 roku.
Problem energetyczny stawia pod znakiem zapytania eko-idealizm branży tech i zmusza do szukania kompromisów między rozwojem, a zrównoważonym rozwojem.
Sundar Pichai uważa, że AI to najważniejsza technologia, jaką kiedykolwiek stworzyła ludzkość, która przekształci wszystkie zawody – od nauczania, przez medycynę, po prawo i media.
Jednak kluczowa zmiana będzie dotyczyć ludzi – ci, którzy nauczą się korzystać z AI, wygrają, a pozostali będą w tyle, bo rynek będzie bezwzględny dla niewykwalifikowanych.
Pichai widzi też powstawanie nowych zawodów, podobnie jak powstały po erze internetu, których jeszcze nie potrafimy sobie wyobrazić.
Równowaga między innowacją, a kontrolą
Jednym z największych wyzwań pozostaje zapewnienie regulacji, które zapobiegną szkodom ze strony AI, a jednocześnie nie zahamują jej rozwoju. Pichai podkreślił, że osiągnięcie tego balansu to zadanie na miarę rewolucji przemysłowej, wymagające zarówno szybkiego działania, jak i odpowiedzialności.
Google deklaruje, że posiada unikalną przewagę dzięki pełnemu zapleczu technologii, od źródeł danych przez sprzęt i oprogramowanie, co ma dawać większą odporność na kryzysy niż mniejszym graczom.
CYNICZNYM OKIEM: W świecie AI to największy gracz krzyczy, że wszyscy muszą uważać – ale to on pierwszy stoi na krawędzi lawiny.
Sundar Pichai, będąc na szczycie cyfrowego imperium, wskazuje palcem, gdzie są pułapki i mówi: „Nie idźcie ślepo za AI, bo ona jeszcze się myli!”. To cenna lekcja w epoce entuzjazmu, gdzie AI bywa traktowana jak magiczny eliksir.
Mimo ryzyk inwestycyjnych, wyzwań energetycznych i nieuniknionych błędów, Google stawia na AI jako klucz do przyszłości, jednocześnie pamiętając, że technologia to narzędzie – nie zastępca rozumu.
I chociaż AI potrafi stworzyć poezję lub pomóc w pracy, to ostatecznie to ludzie decydują, czy wierzyć ślepo, czy myśleć krytycznie.
Bo w cyfrowym świecie pełne zaufanie to zaproszenie do upadku.


