W londyńskim muzeum Young V&A, części słynnego Muzeum Wiktorii i Alberta, wybuchł skandal. W dziale przeznaczonym dla najmłodszych znalazły się książki ilustrowane nagością i tematami seksualnymi, które – jak twierdzą rodzice – nie mają nic wspólnego z „edukacją” dzieci.
Wystawione na półkach obok klasyków, takich jak „Gruffalo” czy „Piotruś Pan”, publikacje takie jak „It Isn’t Rude To Be Nude” czy „Rainbow Revolutionaries” sugerują najmłodszym, że nagość i eksperymenty tożsamościowe są częścią codziennego życia. Muzeum, którym kieruje były poseł Partii Pracy Sir Tristram Hunt, a przewodniczy mu ekonomistka i doradczyni Keira Starmera – Minouche Shafik, broni ekspozycji, nazywając ją „wiekowo odpowiednią.”
CYNICZNYM OKIEM: Jeśli to ma być „wiekowo odpowiednie,” to najwyraźniej dzieciństwo w epoce progresywizmu kończy się, zanim dziecko nauczy się alfabetu.
„Nipples are normal” wśród bajek
Najwięcej kontrowersji wywołała książka „It Isn’t Rude To Be Nude”, której pierwsze strony przedstawiają nagiego mężczyznę w pełnej ekspozycji. Kolejne ilustracje to rysunki pośladków i piersi z podpisami „sutki są normalne”, „każdy ma tyłek”, „penisy nie są głupie”. Na okładce widnieje ostrzeżenie: „Zawiera nagość – i to jest OK!”.

Rodzice nie kryją oburzenia. „To powinno być miejsce dla dzieci, a nie eksperyment społeczny. Nikt rozsądny nie uzna, że pokazywanie dzieciom dorosłych nagości jest normalne” – powiedziała jedna z matek cytowanych przez Daily Mail.

Inna dodała, że musiała „uciekać z dzieckiem między półkami, żeby nie zauważyło pornograficznych ilustracji.”

Edukacja czy ideologia?
Kontrowersje potęguje kolejna książka – „Rainbow Revolutionaries – 50 LGBTQ+ People Who Made History.” Oprócz biogramów drag queens i aktywistów trans, zawiera słowniczek pojęć takich jak „poliamoria”, „operacja zmiany płci” czy „panseksualizm”. Przedstawia przy tym te zagadnienia jako fakty naukowe, pomijając jakikolwiek kontekst biologiczny czy kulturowy.

Krytycy, w tym Kate Barker z organizacji LGB Alliance, twierdzą, że to „grooming w pełnym świetle dnia” – próba seksualizacji dzieci „pod tęczową flagą.”

CYNICZNYM OKIEM: W Muzeum Dzieciństwa najwyraźniej uznano, że czytanie o miłości poliamorycznej to lepsza zabawa niż klocki Lego.
Przedstawiciel V&A w oświadczeniu podkreślił, że „wszystkie tytuły są sprawdzane przez personel, a rodzice sami decydują, co czytać dzieciom.”
Dla wielu komentatorów to tłumaczenie nie wystarcza. Claire Coutinho, sekretarz ds. równości Partii Konserwatywnej, nazwała tę sytuację „szczytem absurdu”: „Dzieci nie mogą wejść do muzeum w kostiumie, ale mogą czytać o poliamorii. To nie edukacja, to zagrożenie dla bezpieczeństwa.”
Sprawa stała się kolejnym symbolem napięcia między ideą inkluzywności, a ochroną dzieci. Londyńskie muzeum, które miało promować ciekawość i wrażliwość, zostało oskarżone o normalizowanie seksualnych treści dla najmłodszych.
CYNICZNYM OKIEM: Jeśli dorośli naprawdę potrzebują wyjaśnienia, dlaczego nagie rysunki i trans‑słowniczki nie należą do sal dla przedszkolaków, to nie dzieci potrzebują edukacji – tylko oni.


