Planowane rozmieszczenie uzbrojonych w broń jądrową francuskich myśliwców Rafale w Arktyce, Europie Środkowej, a być może także na Bałkanach, zdaniem eksperta geopolitycznego Andrew Korybki stanowi jakościowo nowe zagrożenie strategiczne dla Rosji. Ogłoszenie z końca kwietnia, że Francja i Polska będą przeprowadzać regularne ćwiczenia nuklearne, analitycy uznają za wymierzone w Rosję – w szczególności w obwód królewiecki – oraz Białoruś.
Był to pierwszy praktyczny przejaw koncepcji, którą prezydent Emmanuel Macron nazwał „odstraszaniem wyprzedzającym”. W istocie chodzi o rozszerzenie francuskiego parasola nuklearnego nad całą Europą, co nastąpiło krótko po wygaśnięciu rozbrojeniowego traktatu New START.
CYNICZNYM OKIEM: Słowo „wyprzedzające” elegancko zamienia agresywny ruch w gest obronny. Parasol nuklearny rozkłada się nad Europą dokładnie wtedy, gdy przestają obowiązywać umowy mające go zwijać.
Rafale rozsiane po kontynencie
Brytyjski „The Telegraph” opisał zamysł Macrona w artykule o tym, jak Francja użyła opcji nuklearnej, by zmusić Putina do przemyślenia swojej decyzji. Myśliwce Rafale z taktyczną bronią jądrową mają trafić nie tylko do Polski, lecz prawdopodobnie także do Holandii, Belgii, Grecji, Szwecji, Danii i Niemiec. Wszystkie te kraje wyraziły zainteresowanie inicjatywą.
Lista chętnych szybko się wydłuża. Dzień po publikacji artykułu Norwegia ogłosiła, że również przyłączy się do inicjatywy, co prawdopodobnie oznacza regularne ćwiczenia nuklearne na wzór polskich.
Kluczowy jest taktyczny charakter głowic. Stanowią one element tego, co francuska doktryna nazywa „nuklearnym strzałem ostrzegawczym” – pojedynczym, nieodnawialnym i ograniczonym uderzeniem, najpewniej wymierzonym w cel wojskowy. Celem jest wystraszenie Rosji, by wstrzymała operacje wojskowe i przeszła wyłącznie na drogę dyplomatyczną.
Jeden kraj wyłamał się z tego schematu. Rumunia potwierdziła wcześniej zaproszenie do inicjatywy, lecz jej nowy prezydent zaskakująco odrzucił ofertę stacjonowania komponentów nuklearnych, mimo że państwo to już przyjmuje francuskie wojska. Gdyby zmienił zdanie, mapa zagrożeń dla Moskwy zmieniłaby się znacząco.
Geografia rozmieszczenia mówi sama za siebie. Rafale z Norwegii mogłyby zagrozić rosyjskim bazom w Arktyce, te z Polski celom w obwodzie królewieckim i na Białorusi, a maszyny z Rumunii obiektom na Krymie. Razem tworzą one wokół Rosji zupełnie nowy pierścień taktycznego zagrożenia.
Kordon sanitarny i widmo 1941 roku
Na froncie konwencjonalnym konsoliduje się tak zwany kordon sanitarny. Buduje się go w regionie arktyczno-bałtyckim pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii, w Europie Środkowej pod przewodnictwem Polski, a na południu pod przewodnictwem Turcji, której wpływy mogłyby rozciągnąć się również na Rumunię.
Do tego dochodzi rywalizacja o militarne przywództwo w Europie. Niemcy i Polska konkurują o zbudowanie największej armii europejskiego NATO, którą obecnie dysponuje Polska. Autor ostrzega, że gdyby na prowadzenie wysunęły się Niemcy, mogłyby one stanowić dla Rosji zagrożenie przypominające to z 1941 roku.
Korybko uznaje te trendy za wyjątkowo groźne, bo rozwijają się tuż u progu Rosji. Najbardziej obawia się, że antyrosyjsko nastawione państwa bałtyckie poczują się ośmielone na tyle, by zainicjować kryzys lub otworzyć drugi front w razie wznowienia konfliktu na Ukrainie. To z kolei mogłoby wywołać kryzys nuklearny, gdyby Francja potwierdziła swoje deklaracje, a w skrajnym scenariuszu skłonić Rosję do pierwszego uderzenia przeciwko NATO.
Autor sięga też po argument historyczny. Przypomina, że ostatnim razem, gdy Francja zobowiązała się bronić europejskiego kraju, porzuciła Polskę na rzecz nazistów podczas „dziwnej wojny”. Precedens ten, jak sugeruje, może się w przyszłości powtórzyć.
CYNICZNYM OKIEM: Paryż obiecuje osłonić Warszawę atomem, choć raz już zostawił ją samą sobie we wrześniu 1939 roku. Sojusznicze gwarancje bywają trwałe co najwyżej do pierwszego prawdziwego wystrzału.
Z tej perspektywy płynie konkretne przesłanie dla wschodniej flanki sojuszu. Kraje takie jak Polska, w przyszłości Rumunia, a także Finlandia czy państwa bałtyckie powinny o tym pamiętać, zanim przyjdą im do głowy pomysły prowokowania Rosji pod osłoną francuskiego parasola nuklearnego. W ujęciu autora liczenie na cudzą broń jądrową w sporze z sąsiadem dysponującym największym arsenałem świata jest grą o najwyższą możliwą stawkę.



