Francja i Wielka Brytania mogą być gotowe do bardzo spóźnionego dołączenia do działań na wodach regionalnych Bliskiego Wschodu, na co wskazują zarówno ruchy okrętów wojennych, jak i nowe oświadczenia z obu stolic. Egipt i Francja nadzorowały w środę przejście francuskiego lotniskowca Charles de Gaulle przez Kanał Sueski w ramach konwoju zmierzającego na południe, o czym poinformował Zarząd Kanału Sueskiego. Francuskie Ministerstwo Sił Zbrojnych ogłosiło w nowym oświadczeniu, że lotniskowiec o napędzie nuklearnym zostaje rozmieszczony na Morzu Czerwonym i w Zatoce Adeńskiej w ramach wielonarodowych wysiłków na rzecz przywrócenia żeglugi przez cieśninę Ormuz. Jasne jest jednak, że konwój pozostanie głównie w roli wsparcia w tle w porównaniu z amerykańską blokadą morską w rejonie Zatoki Omańskiej, a Paryż i Londyn dały do zrozumienia, że ich okręty bezpośrednio dołączą do operacji w Zatoce Perskiej dopiero po zakończeniu wojny.
Na poziomie technicznym Biały Dom podjął właśnie w tym tygodniu próbę ogłoszenia, że Operacja „Epic Fury” dobiegła końca, a rozpoczął się Projekt „Freedom”. Nie jest jednak jasne, czy europejscy sojusznicy w pełni akceptują to nazewnictwo, co dodatkowo komplikuje obraz wspólnej operacji morskiej. Nowa inicjatywa francusko-brytyjska pojawia się w obliczu ogromnej presji wywieranej na obu sojuszników z NATO przez Waszyngton. Francuskie ministerstwo opisało moment dołączenia w jednoznaczny sposób, podając, że „aby przyspieszyć wdrożenie tej inicjatywy, gdy tylko pozwolą na to okoliczności, Charles de Gaulle wraz z jednostkami eskortującymi przejdzie przez Kanał Sueski w środę, 6 maja 2026 roku, kierując się ku południowej części Morza Czerwonego”.

Defensywna postawa Paryża i propozycja wymiany z Teheranem
Francja opisała misję jako element „postawy defensywnej” w następstwie wybuchu wojny z Iranem. Paryż jednocześnie wielokrotnie podkreślał, że nie jest stroną konfliktu i pozostaje oddany poszanowaniu prawa międzynarodowego oraz suwerenności wszystkich państw, co stanowi sygnał starannego dystansowania się od amerykańskiej linii działania.
Prezydent Emmanuel Macron przedstawił własną wizję misji w mediach społecznościowych. Francuski przywódca stwierdził w serwisie X, że operacja „może pomóc w przywróceniu zaufania wśród armatorów i ubezpieczycieli”, jednocześnie zaznaczając, że pozostaje odrębna od stron prowadzących wojnę.
CYNICZNYM OKIEM: Lotniskowiec o napędzie nuklearnym sunie przez Suez, ale tylko po to, by „przywrócić zaufanie ubezpieczycieli”. Tak pisze się scenariusz, w którym Europa udaje neutralność, jednocześnie pływając po cudzej wojnie.
Macron uzupełnił swój komunikat o szerszą deklarację dyplomatyczną. „Powrót spokoju w cieśninie pomoże w postępie negocjacji w kwestiach nuklearnych, balistycznych oraz sytuacji regionalnej” – napisał francuski prezydent, dodając lakoniczne „Europejczycy odegrają swoją rolę”.
Najciekawsza część wypowiedzi Macrona pojawiła się jednak w rozmowie z agencją AFP. Francuski przywódca nakreślił tam konkretną propozycję wymiany dyplomatycznej między Teheranem a Waszyngtonem, wykraczającą daleko poza standardową retorykę o deeskalacji.
W rozmowie z AFP Macron wyjaśnił szczegóły swojej koncepcji. „To, co proponujemy, polega na tym, aby Iran uzyskał przejście dla swoich statków przez cieśninę, a w zamian zobowiązał się do negocjacji z Amerykanami w sprawach materiałów nuklearnych, rakiet i regionu; proponujemy również, aby Amerykanie ze swojej strony znieśli blokadę cieśniny Ormuz, a w zamian uzyskali zobowiązanie Iranu do rozmów” – przekazał francuski prezydent.
Sama dynamika francuskiego zaangażowania mówi jednak więcej niż oficjalne deklaracje. Macron nawiązał spóźniony kontakt z prezydentem Iranu, mimo że przez pierwsze dwa miesiące wojny wszczętej przez Stany Zjednoczone i Izrael pozostawał w dużej mierze na uboczu, nawet na poziomie dyplomatycznym. W połączeniu z faktem, że okręty francuskie i brytyjskie zamierzają wpłynąć do Zatoki Perskiej dopiero po zakończeniu działań wojennych, obraz europejskiego zaangażowania zaczyna przypominać pojawienie się gości na przyjęciu w momencie, gdy gospodarz właśnie zaczyna sprzątać. Paryż próbuje sprzedać tę spóźnioną obecność jako most do negocjacji – czas pokaże, czy Waszyngton i Teheran w ogóle są w nastroju, by po nim przejść.



