Przepis na katastrofę? Wysokie podatki, wielki rząd i przekonanie, że można zarządzać wzrostem gospodarczym z poziomu ministerstw i drukarek banku centralnego. Francja dziś jest najlepszym przykładem, że gradualistyczna polityka i etatystyczna utopia kończą się nie tyle powolnym kryzysem, co finansowym wybuchem.
Dług publiczny przekraczający 114% PKB to tylko oficjalny wierzchołek góry lodowej – bo ukryte zobowiązania emerytalne sięgają już 400% PKB! Deficyt budżetowy rośnie (konsensus to 5,8%), rośnie też ubezpieczenie od niewypłacalności, a rentowności obligacji już teraz biją rekordy względem chociażby Niemiec czy Hiszpanii.

CYNICZNYM OKIEM: Gdyby recesja miała swoją flagę, byłoby na niej trójkolorowe hasło: „Liberté, Egalité, Dług Publiczny”.
EBC w roli piromana – rozchełstanie, monetyzacja i efekt sztucznego bezpieczeństwa
Za finansowym zamętem Francji i innych krajów euro stoi Europejski Bank Centralny. Przez ostatnich kilkanaście lat EBC robił wszystko, by… odwlec rozliczenie i wyłączyć rynkowe alarmy. Super-niskie stopy, ujemne oprocentowanie, skup gigantycznych ilości obligacji rządowych, a ostatnio narzędzie „antyfragmentacyjne”, które obiecuje skupować każdy dług krajów-peryferiów praktycznie bez limitu.

EBC nie tyle uspokoił rynki, ile zabił bodźce do oszczędności i do powstrzymywania zadłużenia. Stworzył moralny hazard, w którym politycy mogą obiecać wszystko wszystkim bez perspektywy rachunku sumienia.
Francja: lider w wydatkach, maruder w reformach
Francja jest tu najbardziej spektakularną ofiarą własnej etatystycznej polityki wspartej przez EBC. Próby konsolidacji fiskalnej? Śmiesznie nieudolne i z góry skazane na klęskę – bo w tle zawsze krąży parasol ratunkowy z Frankfurtu.

Rezultat? Historyczna anomalia: obligacje francuskie przynoszą dziś większy zwrot niż… Grecji czy Hiszpanii – krajów, które dotąd były synonimem kryzysu zadłużenia. Rynki wreszcie zaczynają się budzić z letargu, a spread wobec niemieckich bundów nie był tak wysoki od dekad.

CYNICZNYM OKIEM: Francja przez lata grała w kasynie na kredyt EBC. Teraz kasyno zaczyna żądać spłaty żetonów – a wygranej nie ma, bo hazard trwał za cudze.
Narzędzie antyfragmentacyjne, pierwotnie pomyślane jako bufor stabilizujący, zamieniło się w instrument premiujący kraje lekceważące reguły budżetowe. Solidność finansowa państw północnych strefy euro jest sprzedawana w pakiecie „solidarności” z południem i Francją – bez żadnych realnych warunków, reform czy kontroli.

Efekt? Ryzyko jest zamaskowane, a kiepscy gospodarze są nagradzani tanią gotówką. Odpowiedzialność została zastąpiona wiarą w centralne wsparcie, a mechanizmy rynkowe do różnicowania zdrowych i chorych gospodarek zostały zdemontowane.
Demoralizacja, pasywność, a na horyzoncie… kolejny sztorm
Polityka EBC premiuje nie fundamenty, lecz rozpasanie budżetowe. Unia, zamiast dyscyplinować, zachęca do dalszego zadłużania się. Skutki widać już teraz – EBC generuje niezrealizowane księgowe straty sięgające… 800 miliardów euro (czyli więcej niż cały jego kapitał!).

Dla rynków staje się jasne, że euro nie jest już bezpieczną wyspą fiskalnej ostrożności. Francja jest dziś pierwszą „kostką domina”, za którą mogą polecieć kolejne – nawet Niemcy, jeśli polityka się nie zmieni.
CYNICZNYM OKIEM: Solidarność? Tak, ale wyłącznie w „uspołecznianiu ryzyka” – korzyści są prywatne, straty rozkładane na całą strefę.
Ideologiczne spirale, brak reform i nadchodząca odpłata
Czytając francuską prasę, trudno nie zauważyć kuriozalnych dyskusji – zamiast debatować nad nieopłacalnością dalszego zadłużania, dominuje żądanie, by EBC pomoc finansową jeszcze przyspieszył, a może nawet wdrożył cyfrowe euro i kolejne pakiety stymulacyjne. Rynki mają już jednak inne pomysły – wycena ryzyka rośnie, a inwestorzy zaczynają stawiać na samoregulację.
Strefa euro stoi więc przed dylematem:
- Albo przełamać spiralę etatyzmu, fałszywej solidarności i niekończących się stymulacji,
- Albo przygotować się na kolejne fale fiskalnych sztormów, w których nie będzie już komu łatać przeciekającej łodzi.
Sukces euro zawsze opierał się na ostrożności i odpowiedzialności fiskalnej. Dziś oba filary są poważnie nadwyrężone przez politykę „wszystkiego, co trzeba”. EBC udaje, że panuje nad rynkami – a rynki powoli przestają w to wierzyć.
Francja dziś – a wkrótce kolejne państwa – pokazuje, że ekonomiczny populizm kończy się nie stagnacją, lecz ścianą długu i społecznymi niepokojami. Europa musi wreszcie wyciągnąć lekcję z własnych błędów, zanim euro stanie się walutą, którą rynki będą omijać szerokim łukiem.
Rachunek za dekadę stymulacji właśnie nadchodzi – i tym razem nie można go przesunąć do następnego kwartału.


