Finansowa żelazna kurtyna spada – rządy sięgają po Twój majątek

Konfiskata w białych rękawiczkach

Jarosław Szeląg
7 min czytania
podatek majątek kapitał Holandia konfiskata.jpg

W świecie zarządzania funduszami inwestycyjnymi funkcjonuje termin „gating”, czyli bramkowanie. Oznacza on blokowanie inwestorom możliwości wypłaty własnych środków. Fundusze stosują tę praktykę czasem zapobiegawczo, a innym razem wówczas, gdy znajdują się w poważnych tarapatach. Mechanizm ten nie jest jednak zarezerwowany wyłącznie dla sektora prywatnego. Rządy działają dokładnie tak samo – kiedy wpadają w kłopoty, sięgają po własną wersję bramkowania. Tyle że w ich przypadku nosi to znacznie prostszą nazwę: podatki.

Holandia – kraj tulipanów, rowerów i pragmatycznych ludzi twardo stąpających po ziemi – właśnie stała się poligonem doświadczalnym dla jednego z najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań fiskalnych w Europie. Holendrzy zatwierdzili 36-procentowy podatek od niezrealizowanych zysków kapitałowych. Co prawda został on później skierowany do ponownego rozpatrzenia, ale sam fakt jego przegłosowania mówi więcej niż jakakolwiek analiza. To sygnał ostrzegawczy, który powinien usłyszeć każdy inwestor na kontynencie europejskim i nie tylko. Holandia nie jest zresztą jedynym krajem flirtującym z tym pomysłem. Obok Kalifornii i wielu tak zwanych niebieskich stanów USA, również Kanadyjczycy i Australijczycy bawią się podobnymi koncepcjami. Na razie wypuszczane są „balony próbne” – bo zazwyczaj tak się to zaczyna – ale Holendrzy przeszli już od sondowania nastrojów do konkretnych decyzji legislacyjnych.

podatek majątek kapitał Holandia konfiskata

Matematyka, która zabija portfel

Żeby zrozumieć destrukcyjną siłę podatku od niezrealizowanych zysków, wystarczy prosty przykład. Wyobraźmy sobie, że inwestujemy 1000 dolarów w akcje.

W pierwszym roku cena naszych akcji rośnie do 2000 dolarów. Teoretycznie zarobiliśmy tysiąc. Tyle że teraz jesteśmy winni 360 dolarów podatku od zysków kapitałowych. Problem w tym, że niczego nie sprzedaliśmy. Tych 360 dolarów po prostu nie mamy w gotówce.

Jesteśmy więc zmuszeni sprzedać akcje, aby zapłacić podatek. Ale identyczną presję odczuwa każdy inny inwestor, który odnotował jakikolwiek zysk. Efekt? Masowa, paniczna sprzedaż. Kurs akcji spada do 800 dolarów. Po zapłaceniu podatku zostaje nam 440 dolarów.

W drugim roku akcje odrabiają straty do poziomu 1200 dolarów. Rząd natychmiast stwierdza: zarobiłeś 400 dolarów, zapłać 144. Znowu przymusowa sprzedaż, znowu spadek kursu – tym razem do 900 dolarów. Na koniec zostaje nam 756 dolarów.

W trzecim roku akcje wracają do poziomu 1000 dolarów – czyli dokładnie tam, gdzie zaczęliśmy. Rząd ponownie wyciąga rękę: zarobiłeś 100 dolarów, daj nam 36. Bilans całej operacji jest druzgocący. W sumie zapłaciliśmy 540 dolarów podatku, a nasze akcje wróciły do punktu wyjścia – zysk wynosi okrągłe zero procent. Zostało nam zaledwie 460 dolarów z pierwotnej inwestycji. Innymi słowy, straciliśmy 54 procent na akcjach, które wyszły na zero. Rząd natomiast zarobił na tej samej inwestycji 540 dolarów – więcej niż sam inwestor – i to bez wykładania ani grosza własnych pieniędzy.

CYNICZNYM OKIEM: Rząd odkrył perpetuum mobile – maszynę do zarabiania na cudzych pieniądzach bez ryzyka. Inwestor ponosi straty, rynek się chwieje, a fiskus zbiera żniwa niezależnie od wyniku.

Mechanizm ten jest zresztą bliźniaczo podobny do problemu, jaki znają inwestorzy korzystający z funduszy ETF opartych na kontraktach futures. Matematycznie na sto procent tracą oni pieniądze w długim terminie, ponieważ zmienność systematycznie niszczy kapitał. Za każdym razem, gdy rolowane są kontrakty futures i pojawia się jakakolwiek zmienność – która jest nieunikniona – inwestor traci. Podatek od niezrealizowanych zysków działa na identycznej zasadzie, tyle że rolę zmienności pełni tu aparat skarbowy.

Konfiskata w białych rękawiczkach

Seryjny przedsiębiorca Balaji Srinivasan spojrzał na problem z jeszcze szerszej perspektywy, publikując analizę, która zmusza do głębokiego zastanowienia. Jego zdaniem konsekwencje sięgają daleko poza samych holenderskich podatników.

„Każde aktywo posiadane przez kalifornijskich miliarderów lub obywateli Holandii jest teraz narażone na ryzyko przymusowej likwidacji” – ostrzega Srinivasan.

Jego diagnoza jest bezlitosna: „Długofalowe owoce zachodniego keynesizmu są takie same jak sowieckiego komunizmu: konfiskata mienia i pauperyzacja.”

Srinivasan posunął się jeszcze dalej, przywołując historyczną analogię, która może wydawać się przesadzona, a mimo to trudno ją zignorować: „Gdybyś znał przyszłość, nie chciałbyś być współwłaścicielem gospodarstwa z Rosjaninem w 1916 roku. Z podobnych powodów możesz nie chcieć posiadać akcji wspólnie z obywatelem Holandii w 2026 roku. Albo z kimkolwiek w jurysdykcji ciekawej konfiskat – co niestety obejmuje znaczną część Europy Zachodniej, Kanadę i niebieską Amerykę.”

Kontrola kapitału w Unii Europejskiej nie jest już scenariuszem przyszłości – ona już tu jest. Cała Unia jest w rozsypce, ale paradoksalnie to Holendrzy i Niemcy – dotychczasowe filary stabilności – znajdują się w rzeczywistości w najgorszej sytuacji. Każdy, kto śledzi europejską politykę fiskalną od lat, widzi wyraźny trend: rządy nie cofają się przed sięganiem po majątek obywateli, gdy inne opcje się wyczerpują. To nie jest kwestia „czy”, lecz „kiedy” kolejne kraje pójdą tą samą ścieżką.

CYNICZNYM OKIEM: Inteligentny kapitał dawno wyjechał z Holandii na rowerze. Został tylko ten, który wierzy, że rząd naprawdę chce jego dobra. Historia uczy, że takie zaufanie to najdroższa waluta na świecie.

Nie chodzi tu jednak o narzekanie czy lamentowanie – to jest bezużyteczne i nieproduktywne. Chodzi o jasne zrozumienie, że to, co widzimy, to dopiero początek. Kto zakłada, że na tym się skończy, zakłada się przeciwko setkom lat historii. Wzorzec jest zawsze ten sam: rządy w tarapatach finansowych najpierw testują opinię publiczną balonami próbnymi, potem wprowadzają „tymczasowe” rozwiązania, a na końcu te rozwiązania stają się stałym elementem systemu.

Najbardziej frustrującym aspektem całej sytuacji jest jednak coś innego – apatia obywateli. Rząd holenderski właśnie wypowiedział swoim obywatelom otwartą wojnę finansową, a reakcja społeczeństwa jest praktycznie zerowa. Cisza. Brak protestów, brak masowego sprzeciwu, brak żadnej znaczącej mobilizacji. I nie ma powodów, by spodziewać się czegoś innego w pozostałych krajach, które przygotowują się na identyczne lub bardzo podobne rozwiązania. Edukacja finansowa i zrozumienie mechanizmów fiskalnych nie są luksusem – są koniecznością. Czytanie ostrzeżeń po tym, jak cały majątek zostanie już skonfiskowany pod pozorem legalnych podatków, na niewiele się bowiem przyda. Czas na działanie jest teraz, a nie wtedy, gdy żelazna kurtyna finansowa opadnie już na dobre.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *