Sześćdziesięcioletni Brytyjczyk spędzający wakacje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich znalazł się w sytuacji, której żaden przewodnik turystyczny nie opisuje. Mężczyzna jest jedną z około 20 osób, którym postawiono zarzuty za filmowanie irańskich ataków rakietowych na Dubaj – i to mimo że usunął nagranie natychmiast po tym, jak został o to poproszony. Zarzut opiera się na przepisach zakazujących udostępniania materiałów mogących zagrażać bezpieczeństwu publicznemu, a kara sięga dwóch lat pozbawienia wolności.
Radha Stirling, szefowa organizacji Detained in Dubai, nie kryje zaniepokojenia. „Zarzuty te brzmią na papierze niezwykle ogólnikowo, ale poważnie. W rzeczywistości rzekome przewinienie może być czymś tak prostym, jak udostępnienie lub skomentowanie filmu, który już krąży w internecie” – wyjaśniła. Co więcej, zgodnie z przepisami ZEA dotyczącymi cyberprzestępczości oskarżona może zostać nie tylko osoba, która zamieściła materiał, lecz także każdy, kto go przekształca, przesyła dalej lub choćby komentuje.

CYNICZNYM OKIEM: Dubaj reklamuje się jako stolica luksusu i wolności – ale gdy rakiety zakłócają widok z penthouse’u, jedyną dozwoloną reakcją turysty jest zamknięcie oczu i otwarcie portfela na adwokata.
Cenzura rozlewa się po Zatoce jak ropa po wodzie
Przypadek brytyjskiego turysty to jedynie fragment szerszego zjawiska. W bezpośrednim następstwie rozpoczęcia wojny z Iranem przez USA i Izrael 28 lutego filmy przedstawiające kontrataki na kraje Zatoki były powszechne w mediach społecznościowych, po czym niemal całkowicie zniknęły, gdy arabskie rządy przeszły do ofensywy cenzorskiej. W Bahrajnie, gdzie rządzi sunnicki monarcha nad przeważająco szyicką populacją, władze zaczęły aresztować ludzi za „niewłaściwe korzystanie” z mediów społecznościowych i ścigać osoby, które sprawiały wrażenie świętujących irańskie ataki.
Nie tylko monarchie Zatoki sięgają po kontrolę informacji. Izrael również nałożył surowe ograniczenia na rozpowszechnianie wiadomości o irańskich uderzeniach rakietowych – wzorzec znany już z wojny dwunastodniowej w czerwcu 2025 roku. Schemat jest powtarzalny – gdy rzeczywistość staje się niewygodna, pierwszą ofiarą pada prawo opinii publicznej do jej dokumentowania.
CYNICZNYM OKIEM: W erze smartfonów jedynym sposobem na ukrycie wojny jest zamknięcie za kratkami każdego, kto ma kciuk wystarczająco sprawny, by nacisnąć „nagraj”.
Turyści jako przypadkowe ofiary informacyjnej blokady
Sytuacja stawia w nowym świetle miliony zagranicznych turystów i pracowników przebywających w krajach Zatoki Perskiej. Przepisy o cyberprzestępczości, pisane z myślą o kontroli wewnętrznej opozycji, okazują się równie skutecznym narzędziem wobec przypadkowych świadków z zagranicy. Brytyjski sześćdziesięciolatek nie planował szpiegostwa ani sabotażu – stał z telefonem w ręku i robił to, co w 2026 roku robi każdy człowiek widząc rakiety na niebie.
Różnica polega na tym, że w Londynie opublikowałby film bez konsekwencji, a w Dubaju za ten sam odruch grozi mu cela. Organizacje zajmujące się prawami człowieka śledzą sprawę, lecz w klimacie wojennej cenzury perspektywy na szybkie uniewinnienie pozostają wątpliwe.


