Fed znowu drukuje, a świat znowu udaje, że tego nie widzi

Historia bankowości centralnej to nie rozdział podręcznika – to pętla

Jarosław Szeląg
9 min czytania

Historia bankowości centralnej to nie rozdział podręcznika – to pętla. Raz po raz, Fed odgrywa rytuał: najpierw obiecuje normalizację, potem podnosi stopy, chwilę udaje odpowiedzialność, aż w końcu – przy pierwszym kaszlnięciu gospodarki – wraca do druku.

Od marca 2022 do września 2024 Jerome Powell i jego urzędnicy grali twardych macho z Wall Street. Inflacja? Zgnieciemy! Bilans Fedu? Zmniejszymy! Dolar? Umocnimy! Minęło trzydzieści miesięcy – i oto znowu: Fed ściął stopy sześć razy, z 5,5% do 3,75%, a teraz ogłasza miesięczny program zakupu krótkoterminowych obligacji skarbowych USA o wartości 40 miliardów dolarów. Oczywiście nie nazwano tego Quantitative Easing. Teraz to „Reserve Management Purchases”, bo marketing to też narzędzie polityki monetarnej.

Stara płyta, nowa etykieta: „To nie druk, to zarządzanie rezerwami”

Korporacyjny język Fedu to sztuka zamiany eufemizmów w dogmaty. „Luzowanie ilościowe” zostało wprowadzone jako środek nadzwyczajny – lek na kryzys 2008. Teraz jest stałym elementem pejzażu finansowego, pod inną nazwą: POMO, Reverse Repo, Liquidity Ops…

Nikt już nie wierzy, że to coś innego niż drukowanie pieniędzy z uśmiechem na ustach. Zaczyna się od 8,2 miliarda dolarów w piątek, potem miesięcznie 40, następnie 525 miliardów w niecały rok – i już nie ma odwrotu.

fed

Dług rośnie o bilion dolarów co sto dni, więc Fed jest jak strażak, który sam podpalił las, a teraz kropi go konewką „rezerw”. Ma dwa wybory: pozwolić pęknąć bańce obligacji albo inflacyjnie zdewaluować walutę. Wybrał oczywiście numer jeden bankierskiego podręcznika – pompować dalej.

CYNICZNYM OKIEM: W ekonomii nie ma cudów, są tylko dobrze nazwane katastrofy.

Jak bankierzy malują inflację w pastelach?

W oficjalnych komunikatach ten druk to „stabilizacja krótkoterminowych rynków pieniężnych”. Barclays, JPMorgan, TD Securities – wszyscy chórem twierdzą, że to „racjonowanie płynności, nie QE”. Bank of America w notatkach do inwestorów przyznaje jednak półgębkiem: „Fed może być zmuszony utrzymać wyższe tempo zakupów dłużej, by ustabilizować rynek.”

W tłumaczeniu na ludzki język: druk trwa, dopóki giełda rośnie.

I faktycznie – rynek akcji zamknął się tego samego dnia na historycznych maksimach. Wall Street przyjęło decyzję Fedu jak nową wersję narkotyku: w końcu znowu nas karmią.

Trzydzieści lat niemożliwej trzeźwości

Zasada jest stara jak polityka: raz, gdy rząd odkryje smak taniego pieniądza, nie potrafi go porzucić. Jak przypomina autor The Everything Bubble – od 2017 roku wiemy, że Fed nie potrafi przestać.
Cykle wyglądają identycznie:

  1. Awaryjne cięcie stóp i QE – w imię ratowania gospodarki.
  2. Pompowanie aktywów – boom giełdowy, kredytowy i konsumpcyjny.
  3. Inflacja i bańki – tłum klaszcze, dopóki bąbel rośnie.
  4. Płacz i podwyżki – Fed udaje surowego ojca, gniewnie podnosi stopy o 25 pb.
  5. Krach na rynkach obligacji, recesja, panika – i wracamy do punktu pierwszego.

W skrócie, Fed nie zarządza cyklem – Fed tworzy cykl.

Tajemnica długu: jak się pożycza przyszłość?

Kiedy rząd USA dodaje po bilion dolarów zadłużenia co 100 dni, nawet najbardziej znieczulony ekonomista wie, że to operacja pod tlenem. Koszty obsługi długu przekroczyły 1,2 biliona dolarów rocznie – więcej niż cały budżet obronny.

Państwo utrzymuje się przy życiu dzięki własnym obligacjom, a Fed jest kupcem, który ma zbyt głęboki portfel, by odmówić.

Nowe „Reserve Management Purchases” to QE w wersji 4.0 – z filtrem Instagramowym, które ma dwie funkcje:
– podtrzymać popyt na amerykański dług, gdy prywatni inwestorzy już nie chcą go dotykać,
– i zalać system płynnością, żeby rynki wyglądały spokojnie.

To kosmetyka przed dramatem.

Bilans, którego nikt nie chce znać

Po każdej rundzie QE bilans Fedu kurczy się tylko w PowerPoincie. Faktycznie – rośnie. Kiedy kończył się QE3, aktywa Fedu wynosiły 4,5 biliona dolarów. Potem miało nastąpić „normalizowanie”. Dziś, mimo sukcesywnego „zacieśnienia”, bilans wynosi ponad 8 bilionów i właśnie rośnie dalej.

To tak, jakby pacjent schodził z narkotyku – przez wstrzyknięcie większej dawki.

Czas na nowe słownictwo

Wszystko zależy od nazwy:

  • 2008 – Quantitative Easing – brzmi jak terapia.
  • 2020 – Pandemic Liquidity Facility – brzmi jak heroiczny ratunek.
  • 2025 – Reserve Management Purchases – brzmi jak kurs dla księgowych.

Nie ma w tym różnicy poza PR-em. To ten sam rytuał: Fed kupuje swój własny dług, by rząd mógł udawać, że go spłaca.

Złudzenie wiecznej płynności – kto zapłaci za festiwal druku?

Finansowy system przypomina teraz akwarium: na powierzchni spokojnie pływają ryby z logo S&P 500, a na dnie pompuje się tlen z Fedu, żeby woda jeszcze nie zgniła. Banki centralne z całego świata robią to samo, udając, że trzymają się swoich mandatów inflacyjnych, podczas gdy faktycznie ratują własne rządy przed politycznym upadkiem.

Dlatego właśnie waluta światowa zamienia się w komedię metaforycznego papieru toaletowego.

CYNICZNYM OKIEM: Amerykański Fed jest jak bohater z filmów o zombie – nie żyje od dawna, ale wciąż chodzi i pożera przyszłość.

Barclays szacuje, że w 2026 Fed wykupi ponad pół biliona dolarów obligacji skarbowych. Prywatni inwestorzy dostaną ich tylko 220 miliardów. To znaczy, że ponad 70% nowego amerykańskiego długu zostanie zmonetyzowane – czyli kupione przez sam system, który go stworzył. To jakbyś płacił własną kartą kredytową, żeby spłacić inną kartę kredytową, a potem ogłaszał sukces finansowej „równowagi”.

Banki już przygotowują się do tej iluzji: BofA, JPMorgan, TD Securities zacierają ręce. Dla nich to idealny świat – Fed podtrzymuje ceny obligacji, spready się rozszerzają, a rynki pieniężne znów pełne są taniego paliwa.

Bańka na wszystko, czyli system bez wyjścia

Bańka dotyczy już nie tylko akcji i nieruchomości. To bańka na pojęcia:
zaufanie,
stabilność,
rezerwy.

Fed stworzył system, w którym każdy kryzys wymaga większej dawki tego samego leku. Każde ratowanie gospodarki kosztuje więcej niż poprzednie, aż w końcu za całość zapłacą walutą, której nikt nie chce wymieniać na nic realnego.

To nie polityka monetarna – to terapia podtrzymująca dla trupa zwanego dolar.

Rynki w euforii, społeczeństwo w hipnozie. Druk jako nowa religia

Wall Street broni Fedu, bo zyski z „zarządzania rezerwami” lądują w portfelach inwestorów.
Rząd chwali Fed, bo druk pozwala mu przetrwać kolejny rok bez rewolty podatników.
Ludzie śpią spokojnie, bo telewizje pokazują tylko rekordy NASDAQ, nie licznik długu rządowego.

Wszyscy uczestnicy gry wiedzą, że to już nie ekonomia, tylko monetarny kabaret, gdzie każdy udaje, że widzi zasłonę dymną, ale nikt nie chce jej zsunąć.

CYNICZNYM OKIEM: To nie Fed drukuje pieniądze. To społeczeństwo drukuje sobie złudzenia.

Gdy Powell ogłaszał „nowy program zarządzania rezerwami”, rynek finansowy zareagował jak pies Pawłowa – wzrostami. Akcje wzbiły się na rekordowe poziomy, metale szlachetne eksplodowały, a kryptowaluty… zgubiły logikę, próbując zrozumieć, czy druk to dobry sygnał dla ich wirtualnego świata.

A przecież to wszystko było do przewidzenia: Fed nie potrafi inaczej funkcjonować niż przez inflację, która udaje stabilność. To niekończący się cykl doładowań, który w końcu wysadzi samą sieć.

Niektórzy mówią, że nowoczesna gospodarka opiera się na zaufaniu. To kłamstwo. Opiera się na wierze w Fed. Bo jeżeli największy dłużnik świata może bezkarnie tworzyć pieniądze, które sam sobie pożycza, a reszta świata udaje, że to normalne — to już nie ekonomia, tylko mistyka finansowa.

Fed nie jest już instytucją. Jest rytuałem przetrwania cywilizacji opartej na długu. A każdy rytuał kończy się tak samo: w momencie, gdy wierni zorientują się, że modlitwy nie spłacają pożyczek.

Wtedy być może zrozumiemy starą prawdę:
nie wydrukujesz wartości z drukarki,
nie kupisz czasu od przyszłości,
i w końcu, nie znormalizujesz świata, który sam uzależniłeś od fałszu.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *