Na pierwszy rzut oka lipcowe dane o inflacji w USA wyglądają spokojnie: wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI) wzrósł jedynie o 0,2% miesiąc do miesiąca oraz 2,7% rok do roku – nieco poniżej prognoz analityków. Media od razu zaczęły pisać o triumfalnym opanowaniu inflacji i nadchodzących obniżkach stóp procentowych. Tymczasem bliższa analiza danych ujawnia znacznie bardziej niepokojącą rzeczywistość, skrywającą się pod fasadą „statystycznej stabilizacji”.
Core-CPI rośnie, ale Fed patrzy w inną stronę
Naruszenie spokoju finansowego przynosi wskaźnik core-CPI, czyli inflacji bazowej wykluczającej zmienność cen żywności i energii. Ten segment wzrósł w ujęciu rocznym do 3,1%, przekraczając oczekiwania na 3,0%.
To tylko pierwszy sygnał – inżynier Mike Konczal analizuje, że aż 52% z 83 składników core-CPI rośnie w tempie ponad 3% rocznie, co wskazuje na utrzymujący się szeroki wzrost inflacji, a nie jej wygasanie.

Najgorsze dopiero przed nami: ponad 2/3 wszystkich składników CPI (w tym tych narażonych na większe wahania cen) rośnie w tempie wyższym niż 2% rok do roku. Po początkowej fali dezinflacji w pierwszej połowie 2025 roku obserwujemy jej odwrócenie i rozpędzanie się inflacji.

CYNICZNYM OKIEM: Fed pokłada nadzieję w wygaszającej się gorączce, ale prawdziwy potwór czeka pod powierzchnią – cicha inflacyjna lawina, której nikt nie chce zauważyć, bo przecież liczby generalnie „się zgadzają”.
Inflacja żywności jako najważniejszy wskaźnik przyszłości
Ważnym elementem gry jest inflacja cen żywności – według badań Fed z Saint Louis to najlepszy prognostyk przyszłej inflacji. Badania z 2001 roku i kolejne potwierdzają, że inflacja żywności przewiduje ruchy cen znacznie precyzyjniej niż CPI czy PCE.
Tymczasem lipcowe dane o indeksie cen producentów (PPI) pokazują ogromny, szokujący skok:
- ceny świeżych i suchych warzyw wzrosły o 38% w ujęciu miesiąc do miesiąca,
- ceny mięsa podskoczyły o 5%, a roczna inflacja żywności zaczęła znowu rosnąć, przerywając wcześniejszy trend spadkowy.
Sprzeczność jest jaskrawa: Bank centralny wkrótce zacznie obniżać stopy procentowe, podczas gdy inflacja daje pierwsze sygnały wzrostu. Słabe lipcowe dane z rynku pracy, napięcia geopolityczne i rosnące ceny żywności tworzą atmosferę groźby nowej fali inflacyjnej.
Reakcje rynków – złoto i dolar mówią swoje
Odzwierciedleniem napięć są rynkowe sygnały: złoto zbliża się do rekordowych poziomów cen, a dolar amerykański stoi na progu ważnej linii trendu, która wyznacza dwie dekady finansowego sentymentu.
CYNICZNYM OKIEM: To, co Fed nazywa „elastycznym podejściem” i „cierpliwością”, inwestorzy nazywają staniem na krawędzi i grą w rosyjską ruletkę – wszyscy biegną kupować aktywa jak owce na rzeź, ignorując kulturową katastrofę, która nieuchronnie nadchodzi.
Dane o inflacji maskują realną presję cenową, którą generuje coraz szerszy wzrost cen poszczególnych składników koszyka zakupowego, zwłaszcza jedzenia. Fed stoi przed dramatycznym wyborem między stabilizacją inflacji a zagrożeniem dla rynku pracy.
Wkrótce bank prawdopodobnie zacznie obniżać stopy, torując drogę do taniego pieniądza, ale pytanie brzmi: czy to działanie nie rozpali kolejnego inflacyjnego pożaru?
Bo czasami najgroźniejsze pożary rozpoczynają się wtedy, gdy wydaje się, że wszystko już się wypaliło.



